Wielka Płyta

Co wielkiego pozostawił po sobie socjalizm? Elektryfikację wsi? No tak, ale jest coś jeszcze większego, co długo nam będzie towarzyszyć. Wielka płyta. Podstawowy budulec bloków - i pierwsze skojarzenie ze słowem „Ursynów”. (Chyba, że komuś pierwsze do głowy wpadną „Alternatywy”… ale wielka płyta na bank będzie druga.)
System oparty na płytowych klockach nie zostawia architektom zbyt dużego pola do popisu - tym bardziej warto więc docenić cuda, jakich dokonali projektanci Ursynowa wyczarowując z katalogu betonowych bloków domy różniące się wysokością, wielkością, kształtem. Wystarczy porównać Ursynów ze Stegnami. Tam mamy tylko bloki o dwóch typowych wysokościach, ustawione równolegle i w powtarzalnych konfiguracjach - jak z fabrycznej taśmy. Na Ursynowie natomiast nie ma nawet dwóch takich samych podwórek. A mogło być jeszcze piękniej, bo zmiany miały dotyczyć także układu samych mieszkań. Każdy, kto żył w bloku z wielkiej płyty wie, jak trudno przeprowadzić przeróbkę mieszkania. Chcemy wyburzyć ścianę - nie da się. Konstrukcyjna. Powiększyć łazienkę? Powodzenia. Na śmiałków czeka tam żelbetowy prefabrykat o wytrzymałości bunkra. A miało być inaczej. Ursynów miał być pierwszym osiedlem powstającym w rewolucyjnej technologii wielkopłytowej nazwanej W70-PP. W przeciwieństwie do obowiązujących wówczas systemów rodem z NRD (W70) i ZSRR (system „szczeciński”) polskie rozwiązanie zakładało takie łączenie płyt, które umożliwiało przestawianie ścianek, przeprojektowywanie układu pokoi, a nawet łączenie mieszkań w pionie i w poziomie - rzecz trudna do przeprowadzenia nawet dziś. System miał być wdrożony do 1978 roku w Fabryce Domów (było coś takiego - taka górnolotna nazwa określała zakład produkujący wielkie płyty i inne elementy prefabrykowane) na Wyczółkach. Plany były wielkie jak sama płyta. Albo nawet większe.Ale życie przerosło plany i gdy trzeba budować jak najwięcej, nie czas na fanaberie architektów. W miesięczniku „Architektura” z 1975 roku czytamy: „założenia te, słuszne z technicznego punktu widzenia, okazały się przerastać możliwości organizacyjne producenta (…) W obawie, że proces modernizacji Fabryki Domów rozciągnie się na dziesięciolecie, nie podjęto decyzji o wdrożeniu systemu, a sam projekt powędrował na półkę”. Wykorzystano więc sprawdzone (lub może raczej: kompletnie niesprawdzone) stare technologie: system „szczeciński” i Wk70, czyli polską modernizację pomysłów z NRD. Płyta szczecińska to ta z kamyczkami lub mozaiką na elewacji, którą spotkać można na osiedlu Jary czy Na Skraju. Wk70 to płyty gładkie - takie, jak na osiedlu Stokłosy. Część bloków wzniesiono też w zastosowanej wcześniej na Służewiu technologii ramy, czyli - podobnie jak buduje się dziś - wylanego szkieletu wypełnianego cegłami. Tak powstała część Imielina. Który system lepszy? Oto jest pytanie. Najlepszy był pewnie ten nigdy nie zrealizowany - ale akurat do tego, że plany pozostają na papierze, Ursynowanie przywykli od pierwszych dni na osiedlu.
I jeszcze jedna kwestia, co do której eksperci są wyjątkowo zgodni. Czarne scenariusze, w których wielkopłytowe bloki walą się jak domki z kart, bo niby są obliczone na „góra trzydzieści lat” to czysta fantastyka. Bloki stoją twardo i postoją długo, a wytrzymałością przebijają niektóre kabackie apartamentowce wymagające remontu już w kilka lat po zasiedleniu. I tylko Fabryka Domów na Wyczółkach nie przetrwała próby czasu. Na jej miejscu stoi teraz sortownia Poczty Polskiej. Szkoda - przecież mieszkanie w domu z fabryki to dziś szczyt marzeń.

Autor: Maciej Mazur, 2008

Etykietowanie: