Liście się złocą, można zbierać kasztany. Tak, tak. To jest Aleja Kasztanowa w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Zapewne między 1991 i 93. Wygląda nieco inaczej niż dziś, prawda? A to dopiero początek niespodzianek. Zapraszam na wycieczkę.

Hans Kloss przekonywał, że najlepsze kasztany są na placu Pigalle, ale my wiemy, że to nieprawda. Najlepsze kasztany są w Alei Kasztanowej. Jesienią pod rosnącym tu szpalerem dwustuletnich drzew można spotkać przedszkolaków w towarzystwie rodziców lub dziadków, którzy pieczołowicie zbierają z ziemi błyszczące kasztanki. Po co? Właściwie nie wiadomo. Bo są fajne. Ot, co. A skąd wiemy, że drzewa mają dwieście lat? Z legendy. Bardzo ładnej, jednej z niewielu ursynowskich legend. Nie znacie? To posłuchajcie.

Aleja Kasztanowa. Pod drzewem stoi rower Wigry 3 z koszem piknikowym zapewne pełnym przekąsek. Fot. Andrzej Kubik
Aleja Kasztanowa i Wigry piknikowe. 1993? Fot. Andrzej Kubik

Dawno, dawno temu żył sobie dobry car. Właściwie to nie do końca był dobry, ale przynajmniej nie był gorszy od poprzedników i następców. Nazywał się Aleksander Pierwszy. W 1815 roku został Królem Polski. Jego nowe królestwo nazwano Kongresowym na cześć Kongresu Wiedeńskiego. Car tym polskim władcą to był teoretycznie, bo i państwo polskie – jak to dużo później trafnie ujął pewien minister – istniało tylko teoretycznie. Praktycznie było częścią Rosji i car miał słuszne obawy, że jego nowi poddani znad Wisły nie pałają do niego bezgraniczną miłością. Powziął więc różne środki bezpieczeństwa. Ponoć jednym z nich było przygotowanie traktu ewakuacyjnego, na wypadek konieczności szybkiego przemieszczania się po obrzeżach Warszawy. Trakt ów miał przebiegać akurat przez Ursynów, a właściwie przez wieś Kabaty, w sąsiedztwie Pałacu Natolińskiego.

Aleja Kasztanowa, widok od Rosoła w kierunku KEN. Ale KEN jeszcze nie ma, zamiast niej jest sadek z czereśniami. Zdjęcie nadesłał Przemek Stępień.
Zimowa Kasztanowa. 1991, nad. Przemek Stępień

Legenda głosi, że car osobiście miał nakazać obsadzenie drogi dorodnymi drzewami, aby w razie czego mógł niepostrzeżenie nią przemykać. Droga na wschodzie kończyła się jarem w skarpie, na zachodzie dochodziła do zabudowań Folwarku Moczydło. Na drzewa chroniące cara wybrano kasztanowce i tak właśnie miała powstać piękna Aleja Kasztanowa. Tyle legenda. A teraz ziarnko prawdy.

Bieg Św. Huberta jesienią 1938 roku. Lektor informuje, że odbył się on na błoniach Wilanowa i Natolina. W takim razie to albo Aleja Kasztanowa albo Nowoursynowska. Nad. qkiel, źródło: Filmoteka Narodowa.
1938, Hubertus w Natolinie. Filmoteka Narodowa

Dwadzieścia lat po śmierci Aleksandra I, w 1845 roku, dziedzicem dóbr natolińskich zostaje August Potocki. Kiedy wybucha Powstanie Styczniowe hrabia wspiera powstańców – kupuje im broń. Jeden z transportów zostaje przejęty przez żołnierzy carskich. Szybkie śledztwo doprowadziłoby do aresztowania Potockiego, ale winę wziął na siebie zarządca jego dóbr i dzierżawca okolicznych ziem, Karol Julian Karniewski. Trafił do więzienia na Cytadeli i wyrok w zasadzie mógł być tylko jeden: zesłanie na Sybir. I teraz dopiero będzie romantyczna legenda.

Aleja Kasztanowa, po prawej widoczny blok przy Dembego 30. Fot. Andrzej Kubik
Jeżewskiego róg Dembego. 1996, fot. Andrzej Kubik

Otóż w noc przed zesłaniem Karniewski bierze ślub ze swoją narzeczoną Cecylią, która wraz z nim miała jechać na Syberię. Ale to jeszcze nic, bo po ślubie staje się cud. Przychodzi straż, otwiera celę i wypuszcza skazańca na wolność. Co się stało? Pan hrabia odwdzięczył się za lojalność podwładnego. Długo chodził, smarował gdzie i komu trzeba, w końcu odpowiednia suma przemówiła władzom do rozsądku i młodą parę zwolniono.

Kasztany wyzbierali, Aleja została. Fot. Rubeus
Już po kasztanach. 2004, fot. Rubeus

Karniewscy wiedzieli oczywiście, że to sprawka Potockiego, ale okoliczności całego zdarzenia zakrawały raczej na cud – zwłaszcza, że na dobry początek nowej drogi życia jaśnie pan podarował im dzierżawioną dotychczas ziemię. W 1864 roku wystawili więc krzyż dziękczynny. Gdzie? W Alei Kasztanowej. Stoi do dziś, zabezpieczony metalem i szkłem.

Pamiątkowy krzyż w Alei Kasztanowej. Widok od strony ulicy Rosoła. Fot. Andrzej Kubik
Krzyż w Alei. W 1993 jeszcze bez zabezpieczeń. Fot. Andrzej Kubik

W miejscu jego pierwotnego wystawienia – kilkadziesiąt metrów dalej – drugi krzyż, żeliwny, postawił syn Karola Juliana i Cecylii, Antoni. Ten też wciąż stoi na rogu Alei i Rosoła, napis na nim głosi „Bogu na chwałę 1909 AFK”. A jak Antoni, F jak Florentyna (żona), K jak Karniewscy. Swoją drogą – dobra Karniewskich przetrwały nacjonalizację majątków, komunę i wywłaszczania pod budowę Natolina. Gdy staniecie w Alei Kasztanowej, za kortami, bliżej Rosoła zobaczycie płot, sad i dwa domy: wielką drewnianą chałupę pamiętającą jeszcze cara i obok nowszy, murowany budynek. Kto tam mieszka? Karniewscy oczywiście.

Historyczny dworek Karniewskich na Kabatach. Gdzie to jest? Między Przy Bażantarni i Aleją Kasztanową. Wjazd od Rosoła do sklepu ogrodniczego. Fot. Józef Przetakiewicz.
Takie nasze Soplicowo. 2001, fot. Józef Przetakiewicz

Podobało się? Mam świetną wiadomość. Więcej takich opowieści znajdziecie w mojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. A zbliżają się Mikołajki i Boże Narodzenie, prawda? Więc polecam serdecznie. Do każdego egzemplarza kupionego w sklepie mojego wydawcy dorzucam dedykację i/lub autograf.

Przejdź do sklepu

 

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?