Pierwszy dzień wiosny 1998 roku przyjechał autobusem 503. Niemytym od tygodni Ikarusem zatrzymał się na przystanku przy Szolc-Rogozińskiego. Buchnął wyziewem z diesla, zaklekotał szybami i ruszył dalej. Przyjrzyjcie się temu zdjęciu. Przedwiośnie lat dziewięćdziesiątych w pełnej krasie.

Ikarus brudny jak nieboskie stworzenie, ale dzielnie reklamujący Auchan i Leroy.  Przystanek składający się z popękanych płyt i sporej wydeptanej przestrzeni niegdysiejszego trawnika. Po drugiej stronie ulicy reklama Stinnes, plastikowy kiosk „jugosłowiański”, maluch i polonez Caro. Plus czerwona skrzynia na brudny piasek – założę się, że jest na niej niebieski napis „ASMA”. Piękny widok uchwycił 21 marca 1998 Dariusz Kalinowski.

No ale do rzeczy. Wiecie, że będące tu w centrum uwagi 503 to najdłużej kursująca tą samą trasą ursynowska linia? Gdyby tablice z rozkładem namalować w 1987, wciąż byłyby aktualne.

Klasyczny wzór słupa ze znakiem "przystanek autobusowy". 503 staje przy Strzeleckiego. Fot. Adam Myśliński
Czekając na 503. 1987, fot. Adam Myśliński

To jest właśnie zdjęcie z 1987, jedno z moich ulubionych. Przedwiośnie na przystanku Rosoła róg Ciszewskiego. Autobus 503 kursuje od niecałego roku, zastąpił uruchomioną w 1985 roku linię 483 (źródłem wiedzy jest oczywiście trasbus.com). Trasa taka sama jak dziś. Natolin – Rosoła – Sikorskiego – Trakt Królewski – Konwiktorska. Choć teoretycznie to tylko autobus przyspieszony, to w rzeczywistości prawdziwy ekspres. Gdy ruszał z Dolnej, zatrzymywał się dopiero obok tego śmietnika ze zdjęcia powyżej. Trzeba było kilku lat walk mieszkańców osiedla Stokłosy, aby  MZK dodały w końcu przystanek na wysokości Bartoka.

503 skręciło z Dereniowej w Płaskowickiej. Wówczas jeszcze nie było tu ronda. W tle przemyka nam piękny Polonez Truck zakładu szklarskiego. Fot. Dariusz Kalinowski.
Płaskowickiej w stronę pętli. 1997, fot. Dariusz Kalinowski

W 35-letnim związku z Ursynowem linia 503 miała niestety krótki skok w bok. W 2007 zarząd transportu postanowił przeprowadzić eksperyment z najdłuższą linią wszechczasów i wydłużył trasę aż do Nowodworów. Dokąd?! Bez mapy kresów północnych Warszawy ani rusz. Uwierzcie mi, że to daleko. Po kilku latach uznano jednak, że rację miał Kazik śpiewając „eksperyment wykonany, lecz niestety nieudany”. Tak długa trasa mocno utrudniała – oględnie mówiąc – utrzymanie punktualności. Więc 503 wróciło na klasyczne pętle Konwiktorska-Natolin.

Ciepły czerwcowy dzień na ulicy Płaskowickiej. Nic, tylko łyknąć Nałęczowianki i wybrać się 503 na Konwiktorską. Zdjęcie z serwisu www.przegubowiec.com
Łyknij wody! 2003, źródło: przegubowiec.com

Do tego autobusu mam spory sentyment. Poranny kurs dzielnie woził mnie na zajęcia na Uniwersytecie. Ostatni wieczorny przywoził z kolei z posiedzeń w pubach w okolicach Krakowskiego Przedmieścia. 503 przetrwało nawet otwarcie drugiej linii metra, która mocno skróciła komunikację na trasie Ursynów – Uniwersytet. I wciąż trwa.

Autobus 503 na pętli Natolin. Chociaż to już rok 1998, za ulicą Płaskowickiej wciąż tylko straszą krzaki. Zdjęcie: Dariusz Kalinowski, www.przegubowiec.com
Autobusem czy Fiatem? Pętla Natolin. 1998, fot. Dariusz Kalinowski

Z okazji 35. urodzin życzę wszystkiego najlepszego i stu lat w służbie ursynowskiej komunikacji! 503, po tych wszystkich latach to wciąż ty!

Kawał historii – więcej podobnych kawałków znajdziecie w mojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Do poczytania podczas jazdy będzie jak znalazł. Jeżeli kupicie w sklepie osiedlowego wydawcy, dorzucimy autograf u dedykację. Do sklepu nie trzeba jechać 503, wystarczy nacisnąć przycisk Na Żądanie. Ten poniżej.

Przejdź do sklepu

 

2 KOMENTARZE

  1. Express?? To mało powiedziane. Jeśli tylko nie natrafił na korki w dolince to…. Czasami na zakrętach trzeba się było dobrze trzymać bo kierowcy potrafili w nie wchodzić z ułańską fantazją. Do 30 min z Natolina na Dolną. 4 lata jeździłem nim do liceum. Bardzo często dzień zaczynał się właśnie w tym autobusie gdy dosiadali się inni uczniowie i kończył w nim gdy rozchodziliśmy się do domu. Do tego te powroty z Agrykoli 😉 i Krakowskiego…

  2. ja z kolei pamiętam, jak jeździłem 503 z pętli Natolin płn obok mojego domu do placu zamkowego w letnie dni, kiedy jako dziecko mi się nudziło, a nigdy nie mogłem usiedzieć na miejscu.
    Raz zaczepiła mnie starsza Pani, która zapytała zapewne z troski o cel mojej podroży.
    Ja oczywiście dziarsko odpowiedziałem że do babci, co oczywiście nie było prawda, acz skuteczna metoda na „pozbycie” się późniejszych, zapewne nieprzyjemnych okoliczności.

    Często też kierowcy wpuszczali mnie do szoferki 😀 Ale to była frajda, a jak jeszcze na tyle odważny był, że kazał się trzymać poręczy i przy otwartych drzwiach się poznawało ulice, kawałek po kawałku.
    Po wakacjach byłem asem w kwestii topografii Warszawy 🙂

    Raz też jakiś chłopak dal mi bilet, bo pewnie przyuważył że sobie podróżuje.
    A ja niewiele myslac ze kasowniki maja rozne dziórki, napierdzielalem tym kasownikiem, aż kanar zrobil oczy w 5 złotych kiedy zobaczył te strzepy biletu.

    Swoja droga ktos pamieta jak prasowalo sie bilety zeby przyoszczedzic? 😀

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?