Hura, udało się załatwić Malucha. Teraz koniecznie trzeba zorganizować dla niego bezpieczne miejsce. Najlepiej za płotem i strzeżone całodobowo. I tu z pomocą przychodzi parking społecznie strzeżony. Instytucja dziś już trochę zanikająca, chociaż gdzieniegdzie wciąż można ją spotkać.

O bezpieczeństwo Malucha trzeba zadbać, to oczywiste dla każdego rodzica i każdego posiadacza małego Fiata również. Na zdjęciu powyżej z 1986 roku (z arch. Grzegorza Tkaczyka) trzy maluchy w równym rzędzie i jeden na rękach. Te blaszane z zazdrością spoglądają na przeciwną stronę ulicy Dereniowej. Tam ich koledzy z FSM śpią spokojnie pod czujnym okiem stróża rezydującego w białej budce strażniczej. Nie wiem, czy parking przed blokami na Warchałowskiego był profesjonalnie strzeżony przez Spółdzielnię Inwalidów Uniwersum, czy też może był parkingiem społecznym? W tym drugim przypadku z pewnością wisiała tam podobna tabliczka.

Piękna tabliczka, relikt czasów sąsiedzkiej czujności. Koński Jar. Fot. Maciej Mazur
Społecznie strzeżony Koński Jar. 2022, fot. Maciej Mazur

Spotkałem ją na Końskim Jarze. Teraz, w tym roku – chociaż czcionka i styl wykonania zdradzają, że wisi już dość długo. Informuje, że parking od ulicy jest strzeżony i to społecznie. Ten akurat parking znam doskonale. Przez całe lata osiemdziesiąte mój ojciec trzymał na nim nasze skarby – najpierw ukochanego dużego Fiata, potem znienawidzoną przez mnie Dacię. Parking – tak wtedy jak i dziś – był ogrodzony i oświetlony. Poniżej zdjęcie z 1983 roku, które znalazłem na blogu „Pańska Skórka”.

Unikalne ujęcie Alei KEN przed rozkopaniem budową metra. Po lewej parking przy Końskim Jarze i piękna Syrenka na przystanku. Zdjęcie z artykułu strony Pańska Skórka, źródło cytatu: www.panskaskorka.com/metro-1983/
Parking przy Końskim Jarze w 1983. Źródło: Blog Pańska Skórka

Ciekawe, czy dziś kolejka chętnych na miejsce za bezpiecznym płotem jest równie długa, jak w latach osiemdziesiątych? Niektórzy wpadali wówczas na racjonalizatorski pomysł i rozkopywali nieco skarpę, co powiększało miejsce parkingowe i pozwalało zaparkować dwa maluchy – jeden za drugim. Takie cuda.

Tablica oznajmia, że parkingu przy Końskim Jarze strzeże miejscowe społeczeństwo. Fot. Maciej Mazur
Parking społeczny na Końskim Jarze. 2022, fot. Maciej Mazur

Naszego miejsca rozkopać się nie dało, bo przydzielono nam stanowisko na zjeździe w dół. A tu – jaka miła niespodzianka. W 1988 roku wylosowaliśmy nowego Fiata 126p. W loterii? No, poniekąd. W systemie przedpłat, który zakładał, że obywatel wpłaca jakąś sumę w 1981 roku, potem dopłaca regularnie kolejne raty i cierpliwie czeka na przydział auta. Taki leasing, tylko odwrotny. Po siedmiu latach czekania system przydzielił nam pięknego pomarańczowego malucha – bardzo podobnego do tego ze zdjęcia tytułowego. Tylko gdzie go trzymać, aby zaraz nie ukradli albo przynajmniej nie zdjęli kół? Po dłuższych poszukiwaniach miejsce udało się znaleźć na parkingu strzeżonym za Megasamem. Mieszkaliśmy na Koncertowej, więc chcąc pojechać gdzieś naszym nowym autem, musieliśmy wsiąść w autobus, przejechać dwa przystanki, przejść za Megasam i już po 20 minutach można było ruszać w podróż.

Z góry widać cały teren, ale nie ma czego strzec na dawnym parkingu strzeżonym przy centralnej alei Ursynowa. Za ulicą jeszcze istniejący parking przy Wasilkowskiego. Fot. Maciej Mazur.
Wieżyczka stróżnicza zlikwidowanego parkingu przy Alei KEN. 2008, fot. Maciej Mazur

Parkingi społeczne świetnie funkcjonowały za socjalizmu, sprawdzały się też w dzikich, bandyckich latach dziewięćdziesiątych. Potem zaczęły jednak znikać, co jednak nie oznaczało, że formuła się wyczerpała. Wyczerpywały się wolne działki i parkingi likwidowano pod budowę nowych bloków. Może jeszcze słówko wyjaśnienia dla tych, którzy nigdy z takiej instytucji nie korzystali – o co chodzi z tym słowem „społeczny”. Otóż możliwości były dwie. Albo wyznaczeni kierowcy po prostu pełnili dyżury w budce strzegąc mienia swojego i sąsiadów, albo – co zdecydowanie częstsze – parking był spółdzielnią społeczną, użytkownicy zrzucali się na stróża. No i koniecznie musieli mu zapewnić miejsce pracy. Tu nie do pobicia były wycofywane z ulic stare kioski Ruchu. Bo w tym interesie też musiał być, ruch, prawda?

Ten dawny kiosk Ruchu aktualnie działa w interesie parkingowym przy Kulczyńskiego. Fot. Maciej Mazur
„Ruch” w interesie parkingu przy Kulczyńskiego. 2008, fot. Maciej Mazur

Jeżeli gawęda wam się podobała, to serdecznie polecam więcej takich opowieści i więcej archiwalnych zdjęć w mojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Kto kupi bezpośrednio u mojego wydawcy, dostanie w prezencie album „Witajcie na Ursynowie” i dedykację od autora.

Przejdź do sklepu

 

Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

2 KOMENTARZE

  1. Jak to zwykle bywa na tej stronie, wpis obudził wspomnienia. W połowie lat 90., gdy mieszkaliśmy na Zamiany, rodzice kupili nowego Poloneza. Znalazło się dla niego miejsce na parkingu społecznym gdzieś w okolicy stacji metra Ursynów, więc do auta był uczciwy spacer. Ale obywało się bez podjeżdżania autobusem 🙂

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?