Rubin 714p

Dobrobyt na kredyt lat 70. rozszerzył horyzonty, a w konsekwencji zaostrzył apetyty polskich konsumentów. Postępująca wynalazczość rodzimych i radzieckich inżynierów podsuwała liczne, coraz doskonalsze technologie. Aspiracji obywateli PRL nie zaspokajała już wystarczać zwykła pralka Frania, obiektem marzeń stała się pralka automatyczna. Jeśli samochód - to już nie Syrena, a raczej nowoczesny, czterosuwowy Fiat 126p z silnikiem 600, albo i 650. A gdy mowa była o telewizorze… no właśnie. Szczytem marzeń stał się telewizor kolorowy, najlepiej duży. Z nielicznych dostępnych na rynku sporą renomą i popularnością cieszył się radziecki produkt marki Rubin, model 714p. Był on jednym z ostatnich na świecie telewizorów, których obudową była drewniana skrzynia na wysoki, komponujący się z meblościanką połysk. Na ekranie dominował kolor czerwony, na co wpływała tak ideologia, jak i technologia Secam. Głośnik mono, obraz więcej niż doskonały na butelkowo wypukłym, zaokrąglonym kineskopie, waga więcej niż pokaźna. Wewnętrzny rząd lamp i kondensatorów przepoczwarzał się poprzez strumień obrazu i dźwięku w rząd dusz. Teoretycznie.
Były jednak dwa słabe punkty tego misternie utkanego rządowego planu. Telewizory Rubin 714p nadzwyczaj często ulegały samozapłonom i małym, acz spektakularnym wybuchom, które nierzadko niszczyły całe mieszkania. Miało to niemały wydźwięk polityczny, w prostej linii podważając zaufanie do Związku Radzieckiego. W czasie stanu wojennego telewizory stwarzały też niemałe zagrożenie natury zdrowotnej. Zostało ono szybko zdiagnozowane, a na ekranie jednego z ursynowskich Rubinów (konkretnie: na uwiecznionym obok egzemplarzu w salonie redaktora Strony) pojawiło się hasło „Oglądanie telewizji grozi rozmiękczeniem mózgu”. Niewiele później system runął niczym domek z kart, związki przyczynowo-skutkowe wydają się być jasne.

Autor: Michał Myśliński, 2007

Etykietowanie: