Herbsta 4

Największy i najbardziej nietypowy blok z wielkiej płyty. 320 mieszkań, w piwnicy sklepy, gabinety lekarskie i bar. Całość specjalnie zaprojektowana dla małżeństw z małymi dziećmi i osób niepełnosprawnych. Windy, najdłuższe korytarze na Ursynowie, tarasy dostępne z klatek schodowych. I dziesiątki niesamowitych historii. Herbsta 4.
Pod koniec października 1981 roku „Express Wieczorny” donosi: „Na Ursynowie Północnym, u zbiegu ulic Herbsta i Romera, stanęły dwa ciekawe obiekty. Jednym z nich jest największy w tej dzielnicy budynek o specjalnym przeznaczeniu. (…) Został on wyposażony w niezbędne dla obsługi przyszłych lokatorów urządzenia, jak gabinety lekarskie, niewielką kawiarenkę, a w pawilonikach, które powstaną obok, urządzona zostanie stołówka”. (Drugim opisywanym „ciekawym” obiektem jest przychodnia przy Romera – przyp. red.).
Wśród pierwszych lokatorów, którzy na wiosnę 1982 zasiedlają budynek Herbsta 4, jest Krzysztof Stajkowski. Oto jego relacja: „Blok był często nazywany ‘domem wariatów’. Z jednego z balkonów regularnie – wzorem Fidela Castro – przemawiał pewien pan, który w swych wspomaganych gestykulacją oracjach posuwał się nieraz za daleko. Na barierkę. Kres przemówieniom kładły wówczas interwencje straży pożarnej, która rozkładała dmuchaną poduchę. Zanim na dobre w Polsce pojawiło się graffiti, Herbsta 4 zapisane było od dołu do góry przez młodych lokatorów. Pod koniec lat osiemdziesiątych na jednej ze ścian wszyscy oni się podpisali, niczym na liście obecności.

Warte przypomnienia jest także to, że zanim w latach dziewięćdziesiątych mieszkańcy otrzymali zgody na powiększenie swoich kawalerek o duże przestrzenie klatek schodowych, dzieciaki szlifowały umiejętności alpinistyczne, wchodząc na kolejne piętra po rurach grzewczych biegnących wzdłuż niczym nie zabezpieczonych prześwitów przy oknach gigantycznych korytarzy. Groziło to upadkiem nawet z kilku pięter – właściwie nie wiadomo jak to się stało, że nic się nie stało.”
Tyle o zwyczajach mieszkańców. Jak jednak wspomnieliśmy na początku, blok Herbsta 4 miał wyjątkowe przeznaczenie – dla młodych małżeństw i osób niepełnosprawnych. W niższej części domu urządzono więc klub seniora i punkt rehabilitacyjny z własną portiernią, która pełniła ważną funkcję komunikacyjną – stróż miał telefon, który udostępniał za odpowiednią opłatą. Od strony podwórka niski parter zapełniły małe sklepiki, punkty usługowe i koktajl bar – co jak na Ursynów było ewenementem. Tu przecież zwykle nie projektowano parterów usługowych. Od strony Pasażu Ursynowskiego przy bloku stoi parterowa dobudówka, która w czasach świetności mieściła bar, potem całodobowy sklep z monopolem „Mefisto” (złowieszcza nazwa jak najbardziej zasłużona) a w końcu, gdy świetność minęła, lokalem zawładnęły mniej rozrywkowe branże – farby, lakiery, budownictwo.
Historia Herbsta 4 to również historia okolicy. Aż od połowy lat dziewięćdziesiątych blok stał samotnie skazany jedynie na towarzystwo „ciekawej” przychodni. W okolicznym krajobrazie dominowały elementy księżycowe. Jeszcze raz Krzysztof Stajkowski: „W miejscu obecnego Pasażu Ursynowskiego, gdzie mieści się STS i pizzeria La Torre, były wieczne bagna, sady z gruszami, jabłonią, mirabelkami, śliwkami i - przede wszystkim - najważniejsza „baza wszystkich baz”: orzechowiec! Największe i najmocniejsze drzewo, na które można było się wspiąć i siedzieć godzinami. Obok - sad z kilkoma drzewami owocowymi otoczony dwiema „wielkimi” górami. Blok i okolica ma jeszcze wiele tajemnic i opowieści – jak choćby stojący przez jakiś czas wrak autokaru przy Romera (grat, ale z działającymi światłami i otwartymi drzwiami), Koktajl Bar z automatami w suterynie z Pacmanem, Asteroidsami i Żabkami.”

Dziś blok Herbsta 4 zyskał eleganckie sąsiedztwo Pasażu Ursynowskiego i Parku im. Jana Pawła II, wybudowano również wreszcie chodnik wzdłuż ulicy. Ale gdzieś tam, w piwnicznych korytarzach, na klatkach schodowych i – przede wszystkim – w pamięci byłych mieszkańców wciąż unosi się duch tego miejsca. „Express Wieczorny” niewątpliwie miał rację, już w 1981 przewidując, że będzie to „ciekawy obiekt”.

Opis powstał dzięki informacjom zebranym i nadesłanym przez Krzysztofa Stajkowskiego, który w bloku przy Herbsta 4 mieszkał przez sześć lat.

Etykietowanie:

prośba

Hej, czy moglibyście się ze mną skontaktować w sprawie tego domu. Chciałam zebrać trochę informacji z pierwszej ręki od mieszkańców byłych lub obecnych :)
agava.juice@gazeta.pl

Chciałbym dodać..

że przed Mefisto itp na początku istnienia bloku przez szereg lat w przybudówce był zakład krawiecki, o którym nikt nie wspomniał :) pozdrawiam

Może Market?

Nie mam 100% pewności ale sklep całodobowy nazywał się Market (tak jak przystało na sklep;) a Mefisto to był ten wspominany barek, zlokalizowany w "suterynie", w pionie 7-piętrowym tam gdzie były automaty do gry i lody można było kupić. Jednak ja z większym rozrzewnieniem wspominam "Kubę", sklep z zabawkami, który z czasem został wypożyczalnią kaset video a teraz chyba jest warzywniakiem:) Pozdrawiam!

Odp.

Market 24 lub NON STOP (to jakoś tak było) - pierwszy sklep, który widziałem w życiu otwarty nomen omen Non Stop :] - a ten sklep z zabawkami to był - miałem z niego zabawkową trąbkę i kapiszony kupowaliśmy do rewolwerów masowo :D - potem był Video a potem chyba mięsny a teraz jest kalafiorek spożywczy.

Ciekawe czy pamiętacie boisko do piłki nożnej uklepane mniej więcej na wysokości wejścia do przychodni z bramkami z belek pozbijane gwoździami zbudowane w pospolitym ruszeniu niektórych rodziców i masy dzieciaków. pamiętam jak któryś tata woził nas w taczce hehe

wspomnienia

Krzysztof fajna informacja.

Ja mieszkałam tam od początku (czego niestety nie dane mi pamiętać ze względu na własny wiek :)) do 92 roku więc całkiem długo :-)
Oprócz tego, że dziwnie wszyscy patrzyli na ten blok i jego mieszkańców to miał on w sobie coś magicznego. Dość powiedzieć, że można było przejść labiryntami długich kortarzy przez wszystkie klatki, używać wszystkich wind, schowków, dachów, schodów, piwnic i innych zakamarków do zabawy w chowanego czy w podchody. Banda dzieciaków w ilości napradę niezliczonej na tym podwórku musiała być przekleństwem dla starszych ludzi. Wieczne bieganie gdzie się da, z czym się da i w czym się da:-) Zabawy na korytarzach - nawet na wrotkach jeździliśmy zimą:-) Pikniki pod oknami na trawie. Towarzystwo przy trzebaku. Wołanie do koleżanek pod oknem :) ( a one mieszkały np na 5tym czy 7mym piękrze). Lody w wiecznie zadymionym i pachnącym starych drewnem i kiepskiej jakości piwem barze w piwnicy :-) Ach serce roście wspominając te czasy a w sumie nie było to tak dawno :-) Pamiętam Pana Oratora Balkonowego i wiele innych incydentów, o których przez wzgląd na przeszłość lepiej tu wspominać nie będę. Pamiętam zabawy przy przychodni - gdzie z tyłu za kratami zawsze znajdowały się rzeczy, które włos jeżą jak się o tym pomyśli ;) I orzechowiec - rzecz oczywista!! Brązowe ręce od obdzierania wpół niedojrzałych orzechów to norma. Przesiadywanie na drzewach całymi dniami. Wcinanie mirabelek. Wdzieranie się na budowę metra:-) Ech młodość.

Pozdrawiam wszystkich młodszych i starszych mieszkańców Herbsta 4 w latach wielkiej świetlności.

jashmin '79