Było jak dziś. Słońce coraz wyżej, koniec marca, rok 1993. Kolory analogowej fotografii idealnie oddają klimat przedwiośnia początku lat dziewięćdziesiątych. Pan Andrzej wziął psa, aparat i uwiecznił okolice Placu Wielkiej Przygody, zanim pochłonęła go Wisła.

Wisła, znaczy oczywiście – Vistula. Uczelnia, która zajęła całą wschodnią część placu. Tu jeszcze jej nie ma. Naszą wielką przygodę zaczynamy od strony ulicy Zamiany. Teren po prawej stronie zdjęcia poniżej zajmuje dziś właśnie wzmiankowana uczelnia.

Po prawej stronie blok przy Zamiany 9, pies idzie na zachód, w kierunku przesmyku między blokami przy Stokłosy 2/4 oraz 7. Dziś ten widok przesłania uczelnia Vistula. Fot. Andrzej N.
Pies szuka przygody. 1993, fot. Andrzej N.

Idziemy dalej, spójrzmy na zdjęcie niżej. – Żwirowa alejka po prawej stronie zdjęcia wiodła wzdłuż najbardziej wschodniego z kilku kortów tenisowych, wówczas jeszcze niezagospodarowanego przez biznes – opisuje pan Andrzej. – Lewa odnoga prowadziła na wschód, w głąb Placu Wielkiej Przygody. Pies stoi na fragmencie Placu, gdzie wśród górek za drzewkami widać plac zabaw. Dziś nic z tego nie zostało. Zamiast wielkiej przygody jest wielka uczelnia – dodaje.

Żwirowa alejka po prawej stronie zdjęcia wiodła wzdłuż najbardziej wschodniego z kilku kortów tenisowych, wówczas jeszcze niezagospodarowanego przez biznes. Lewa odnoga prowadziła na wschód, w głąb Placu Wielkiej Przygody. Fot. Andrzej N.
Teren przed Vistulą. 1993, fot. Andrzej N.

A teraz będzie o tytułowych Himkach, czyli w zasadzie Himalajach. Tak okoliczna młodzież nazwała górkę przy szkole na Wokalnej. Górkę usypano wraz z budową bloków ku uciesze dzieci. Niestety, inżynierowie nie zauważyli, że w jej miejscu planowana jest szkoła. I kiedy w połowie lat osiemdziesiątych zaczęła się w końcu budowa podstawówki, Himalaje przesunięto jakieś sto metrów na południe, pieczołowicie odtwarzając charakterystyczny kształt z długim zboczem.

Widok z miejsca, gdzie dziś zaczyna się teren uczelni Vistula, na górkę leżącą między ulicami Zamiany i Stokłosy. Fot. Andrzej N.
Widok na Himalaje. 1993, fot. Andrzej N.

– Oficjalnej nazwy nigdy nie miała – wspomina pan Andrzej – ale z kolegami nazywaliśmy ją Himalajami, zdrabniając to zwykle do „Himków”. Latem porastały ją potężne chwasty, głównie nawłocie i osty, gęste jak las, wśród których bawiliśmy się z kolegami w chowanego i budowaliśmy „bazy” (ot, po prostu, w wydeptanym w chwastach kręgu zbieraliśmy nasze „skarby”, czyli znalezione w okolicy drobiazgi, i uznawaliśmy miejsce za swoje). Na stromym, wschodnim zboczu górki wydeptaliśmy ścieżkę, którą z czasem deszcze przekształciły w podobny górskiemu żleb, używany przez nas do spuszczania w dół zabawkowych samochodzików. Zimą – bo wtedy jeszcze były prawdziwe zimy, trwające miesiącami, ze srogim mrozem i grubymi warstwami śniegu – górka zamieniała się w raj dla saneczkarzy. Ostrożni zjeżdżali po długim, południowym stoku, a bardziej odważni na pozostałe strony, w tym na wschód, gdzie nie raz lądowali na ulicy, przed gwałtownie hamującymi samochodami. Nikomu chyba jednak nie stała się prawdziwa krzywda. Gdy na wiosnę śnieg topniał, górka przez wiele tygodni wyglądała smętnie, bo po całej zimie saneczkarstwa wszystkie chwasty były połamane a trawa ugnieciona. Dopiero późną wiosną odradzała się dżungla.

Pies przeskakuje przez dziurę w murze, którą można było przejść z podwórka bloku Zamiany 11 na teren ogrodu dawnego żłobka przy Zamiany 13, który to adres zasłynął w związku z napadem stulecia. Fot. Andrzej N.
Hop, piesku. 1993, fot. Andrzej N.

Schodzimy z Himalajów w doliny przy Zamiany. Na zdjęciu powyżej dziura w płocie prowadzącym na teren dawnego żłobka a późniejszego ZOZ-u, który zasłynął w opisywanym niedawno Skoku Stulecia.

Powoli kończymy ten piękny, wiosenny spacer. Piesek jeszcze zaznaczy teren obok klasycznej przyczepy z Niewiadowa i już gotowe. W tle ostatniego zdjęcia mamy wtedy jeszcze całkiem nowy blok przy Zamiany 12, który wyrósł w miejscu straszącej latami dziury. I tam właśnie pójdziemy. Może skoczymy do Michela Badre?

Pies radośnie siusia na latarnię stojącą między ogrodem dawnego żłobka przy Zamiany 13 a blokiem przy Zamiany 9. W ogrodzie widać kosz do koszykówki, do którego najwygodniej było się dostać dziurą w murze z jednego z poprzednich zdjęć, albo przez usunięte przęsło płotu przy szczytowej ścianie Zamiany 11. Fot. Andrzej N.
Zaznaczając teren. 1993, fot. Andrzej N.
Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

5 KOMENTARZE

  1. Pamiętam, że na Placu Wielkiej Przygody było boisko z bramkami, w których wisiały siatki. Dlatego też, gdy ekipa z ZWM wybierała się na piłkę na Plac Wielkiej Przygody to mówiło się „Idziemy na siaty”
    Pamiętam też, że w latach 80 na Placu Wielkiej Przygody od strony zamiany wylewano zimą lodowisko, gdzie graliśmy w hokeja 🙂

  2. O, rzeczywiście, lodowisko! Tworzono je na lewo od miejsca, gdzie na drugim zdjęciu idzie pies, a więc przed blokiem przy Zamiany 9. Zupełnie o nim zapomniałem! Ile to lat minęło…

  3. Na ostatnim zdjęciu, za przyczepą, w dalszym tle, stoi zaparkowany biały Fiat 125p z otwartą maską. Na 99,9 % to nasz samochód, a ja prawdopodobnie robię coś przy nim stojąc z drugiej strony! Mieszkałem na Zamiany 9 i zawsze staraliśmy się parkować go właśnie w tym miejscu, bo było je najlepiej widać …z naszej kuchni, podczas zmywania naczyń 🙂 A były to czasy, kiedy samochodów się naprawdę pilnowało.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?