Jeszcze słychać warkot silnika i klekot szyb, jeszcze czuć spalinami z diesla – ale to wszystko już daleko, coraz dalej. Z końcem listopada mija dziesięć lat, odkąd Ikarusy warszawskiej komunikacji miejskiej ostatecznie zjechały do zajezdni.

Podjechał. Warknął dieslem, pisnął hamulcem, westchnął i stanął. Syknęło i z trzaskiem otworzyły się drzwi. Stuknęły buty na metalowych stopniach. Wepchnęliśmy się do środka. Zgrzytnął kasownik z wajchą dziurkujący bilet. Jedziemy. Klekoczą szyby, przez szpary w oknach świszcze wiatr. Skrzypi przegub, nieszczelna guma sączy wodę. Gówniarz wpakował się na poręcz i brudzi butami palta współpasażerów. Dzieciarnia trzyma się rury na końcu wozu, chuchając przeciera dziurę w warstwie szronu od wewnętrznej strony i ogląda świat, robiąc głupie miny. Jakiś dryblas huknie się w łeb o tablicę z numerem linii za każdym razem, gdy przyczepa podskoczy. A podskoczyć lubi. Ale się jedzie i to jest najważniejsze. Witamy na pokładzie. Po węgiersku – Üdvözöljük a fedélzeten.

Jeszcze raz, ale z innej perspektywy, dzięki czemu widać na wiadukcie śliczne dwa Ikarusy, no i tyle kwiatów, że aż strach. Zdjęcie: Andrzej Herfurt.
Ikarusy na wiadukcie Surowieckiego. 1982, fot. Andrzej Herfurt

35 lat podróży. Symbol warszawskiej komunikacji miejskiej końca PRL-u i przełomu wieków. Dziś wspominany z rozrzewnieniem, robi za atrakcję podczas nocy muzeów. – Patrz synku, takim do szkoły jeździłem – z zachwytem wspominają czterdziestoparoletni ojcowie poranne przejazdy Ikarusem z tabliczką „szkolny” z Ursynowa na Mokotów. Synek – nie wiedzieć czemu – jakoś tego zachwytu nie podziela. Wyraźnie za to czuje smród przebijających do środka spalin i zastanawia się, dlaczego ten autobus musi być aż taki wysoki?

Dojazd na zajęcia linią Szkolną, czyli klasycznym Ikarusem. Ten akurat łączy Imielin ze szkołą w Grabowie. Fotoreportaż magazynu "Zwierciadło", 21.04.1983. Całość w dziale "PRASA".
Szkolny Ikarus. „Zwierciadło”, 21.04.1983

To właśnie wysokość okazała się ostatecznym argumentem na rzecz wycofania Ikarusów. 30 listopada 2013 roku ostatni regularny kurs zjechał do zajezdni.

Od lat zmieniamy komunikację w Warszawie na wygodniejszą i bardziej przyjazną dla pasażerów. 1 grudnia w sposób symboliczny pożegnamy pewną epokę. Od tego dnia wszystkie autobusy, które wyjadą na stołeczne ulice, będą niskopodłogowe. Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy, 26.11.2013 r.

Wycofano je niemal równo 35 lat po debiucie, który wypadł 14 grudnia 1978 roku.

Pętla Ursynów Południowy, autobus 182 z innej perspektywy. Zdjęcie: Przemysław Figura, www.przegubowiec.com
182 na pętli Ursynów Południowy. 1993, fot. Przemysław Figura

Na początku swojej kariery zimą 1978/79 roku nie urzekały może wyrafinowaną technologią i komfortowym wnętrzem (bo w tych kategoriach przegrywały z Jelczami-Berlietami, które miały zastąpić) ale za to wygrywały czym innym. Niezawodnością, albo raczej mniejszą zawodnością. Debiut przypadł akurat na zimę stulecia, więc węgierskie autobusy od razu mogły się wykazać.

Pan Bóg chyba znów wystawił naszego ikarusa na próbę. Bo trafił na zimę stulecia. Jak w sylwestra zaczął padać śnieg, to 1 stycznia chwycił trzydziestostopniowy mróz. Wszystko stanęło. W zajezdni na Woronicza wszystko zamarzło. Halę ogrzewały koksowniki. Ale mojej ekipie powiedziałem, że muszą jeździć, choćby nie wiem co. Pracowaliśmy całą dobę, albo ogrzewając stojące pojazdy, albo je konserwując w trakcie dnia. Pamiętam taki obrazek w telewizji – cała Warszawa biała, zasypana śniegiem, a gdzieś w oddali Alei Niepodległości tylko jeden czerwony punkcik. Ikarus.Laszlo Rakasz, przedstawiciel Ikarusa w Polsce. transport-publiczny.pl, 2.12.2013 r.
Na poręczy w przegubie jest najlepsze miejsce w Ikarusie. Każde dziecko to wie, a i dorosły redaktor strony - jak widać - też się zmieści. Fot. Michał Myśliński
Miejsce honorowe. 2014, fot. Michał Myśliński

Miały też kilka innych atutów, przede wszystkim pojemność. W 2012 roku, podczas finału WOŚP, przetestowano zdolność Ikarusa do akumulacji pasażerów, a przy okazji sprawdzono też jego nośność. Przed ratuszem Targówka zaparkował przegubowiec i wpakowało się do niego 350 osób! 349 pasażerów i kierowca. Rekord Guinessa, chociaż kto zaręczy, że takie rekordy nie padały też regularnie podczas podróży w godzinach szczytu w – dajmy na to – 1988 roku na linii 503? Także wspomnijmy dziś z lekką nutą nostalgii 35 lat wiernej służby Ikarusów. Jak jest „dziękuję” po węgiersku? Köszönöm chyba.

Kto pamięta jeszcze takie naklejki z dżentelmenem z MZK, które w połowie lat osiemdziesiątych wprowadzały nowe obyczaje na drodze, czyli wpuszczanie ruszającego autobusu? Fot. Maciej Mazur
Kulturalny kierowca MZK. 2014, fot. Maciej Mazur

Zdjęcie tytułowe to pętla Natolin Płn. w 1997 roku. 515 – następca pospiesznego „A” – zaraz ruszy w długą trasę przez całe miasto do Huty Warszawa. Fot. Dariusz Kalinowski.

A jeżeli ktoś ma ochotę na więcej podobnych opowieści, znajdzie je w mojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Do każdego egzemplarza kupionego w sklepie osiedlowego wydawcy dorzucamy autograf, dedykację i mały album „Witajcie na Ursynowie” z 2012 roku.

Przejdź do sklepu

Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

3 KOMENTARZE

  1. Ikarusy były naprawdę bardzo fajnymi autobusami (pomijając ekologiczne aspekty paliwożernego diesla). Miały jeden mankament – podczas ostrej zimy przy porannych kursach ich wnętrza bardzo wolno się nagrzewały i niezwykle szybko traciły ciepło przez nieszczelne drzwi i łączenia na przegubach. Zimą przy pierwszym kursie było w nich strasznie zimno.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?