Guziec Non Diego

Jest 2 kwietnia 1996 roku. Do Powsina przyjeżdża ciężarówka, która ma zabrać odbywającego tam kwarantannę guźca. Przed zwierzęciem długa podróż do Kalifornii, gdzie czeka już nań sympatyczna klatka w ogrodzie zoologicznym w San Diego. Guziec nigdzie się jednak nie wybiera, ale nie daje po sobie poznać, aby nie budzić podejrzeń. Czeka na dogodny moment. Za płotem widzi drzewa. A więc jest las. A więc jest szansa. Kiedy opiekunowie przygotowują kontener podróżny, zwierz sprytnym sposobem wydostaje się z klatki, czmycha za ogrodzenie i pełnym pędem czterech racic zwiewa do Lasu Kabackiego. Zaczyna się wielka ucieczka. Na nic obława, na nic psy tropiące, na nic przeczesywanie leśnych ostępów. Zbieg przepadł jak kamień w wodę. Historię szybko podchwytują media. O przygodach guźca pisze „Gazeta Wyborcza”, „Polityka”, a nawet „Der Spiegel” i „Wall Street Journal”. Przez całe lato trwają poszukiwania. „Gazeta Stołeczna” odlicza dni wielkiej ucieczki i ogłasza konkurs na imię uciekiniera. Wygrywa propozycja „Non Diego – bo nie chciał do San Diego”. Nieświadomy zamieszania i coraz większej kariery medialnej guziec siedzi sobie nadal w Kabatach i nosa ni ryjka nie wyściubia.
Sezon ogórkowy w pełni, o guźcu wkrótce dowiadują się słuchacze Radia BBC – ba, powstaje nawet o nim film dokumentalny. Guźcomania osiąga punkt kulminacyjny. Czas jednak mija, kończą się wakacje, a wraz z nimi spada też zainteresowanie uciekinierem. W „Stołecznej” odliczają już nie dni, lecz tygodnie. Coraz częściej słychać też ponure głosy wieszczące, że guziec padł z wrażenia – a nawet jeżeli jeszcze nie, to zimy na pewno nie przetrwa. Jak było w rzeczywistości – nikt nie wie. Wielka ucieczka Non Diego pozostała zagadką, chociaż w historii Ursynowa zapisała się na długo. Na pamiątkę, staraniem jednego z radnych, nową ulicę na Moczydle nazwano właśnie: „Guźca”. Sam zbieg nie dał już więcej znaku życia. Być może zapoznał sympatyczną panią dzik i założył mieszaną rodzinę w kabackiej głuszy, a jego dzieci do dziś cieszą się nieskrępowaną wolnością w chłodnej kabackiej puszczy, zamiast wiktem i opierunkiem w ciepłej klatce ZOO w San Diego.

Autor: Maciej Mazur, 2009

Etykietowanie: