Wsiadasz w 503 i myślisz: tyle lat minęło, a on zawsze tą samą trasą. Z Natolina na Konwiktorską. No nie, błąd! Przez kilka lat autobus 503 był rekordzistą Warszawy w długości trasy. Robił prawie 30 kilometrów w jedną stronę! Dziś zapraszam na przejażdżkę miejskimi liniami turystycznymi.

503 w pamięci Ursynowian istnieje od zawsze i od zawsze też (a konkretnie od 35 lat) zapewnia w miarę szybkie i komfortowe połączenie z Traktem Królewskim i Starym Miastem. Dawniej, gdy ruszając z Dolnej śmigał bez przerw aż po Ciszewskiego, uchodził za ekspres, dziś to raczej już tylko autobus przyspieszony. W swojej historii miał jednak pewien rekordowy epizod.

Autobus 503. Najdłużej nie zmieniająca trasy linia w mieście. Szybko i komfortowo (?) dowoził z Natolina na Konwiktorską. Tu wiezie Ursynowian ulicą Sobieskiego. Zdjęcie: Igor Tański, www.przegubowiec.com
503 na Sobieskiego. 1993, fot. Igor Tański, przegubowiec.com

Sięgam po niezastąpione źródło rzetelnej wiedzy o warszawskiej komunikacji miejskiej, czyli serwis trasbus.com i już przypominam sobie – między 2007 a 2013 rokiem nasz dzielny 503 jeździł z Natolina przez Śródmieście i Żoliborz aż na daleką Białołękę. Trasa liczyła prawie 30 kilometrów i była to długość rekordowa – nie pobito tego rekordu chyba do dziś, jeżeli oczywiście nie liczymy linii podmiejskich. Niewiele gorszym rezultatem i to bardzo długo mógł się też chwalić 195.

Ciszewskiego róg przyszłej Alei KEN. Z pętli Ursynów Południowy w długą drogę do Huty wyrusza 195. Zawsze w służbie Ursynowa! Zdjęcie: Piotr Nodzykowski, www.przegubowiec.com
195 rusza do Huty. 1994, fot. Piotr Nodzykowski, przegubowiec.com

W czasach chwały startował z Ursynowa Południowego, objeżdżał cały Północny i ruszał w miasto. Po drodze można było obejrzeć większość atrakcji Warszawy – skocznię narciarską na Skarpie, Łazienki, pomnik Chopina, Trakt Królewski, Uniwersytet, ASP, Bristol w wiecznym remoncie, Stare i Nowe Miasto, Żoliborz, giełdę Wolumen i wreszcie – Hutę. Jak z grubsza wyliczyłem, taka trasa to jakieś 27 kilometrów. W jedną stronę oczywiście.

495 na przystanku przy Centrum Onkologii. A w tle mamy piękne bloki Imielina w połączeniu oryginalnej pomarańczy ze świeżo dotynkowanym bordo kryjącym warstwę ocieplenia. Fot. Piotr Nodzykowski, phototrans.eu
495 na Pileckiego. 1995, fot. Piotr Nodzykowski, phototrans.eu

Bliźniacze 495 jechało tą samą trasą, tylko oczywiście trochę szybciej. Kochałem tę linię autobusową miłością pierwszą, pozostałem jej wierny nawet wtedy, gdy po uruchomieniu metra skróconą ją do Politechniki. Nadal wygodnie i miło – choć krótko – podwoziła mnie na Uniwerek. No ale skoro o miłości. Oto poemat prozą z „Gazety Wyborczej” sprzed 15 lat.

Powodów siedem miłości do 107

W gazecie codziennej nie zwykło się pisać o miłości. Ja jednak pragnę wyznać: kocham 107. Po pierwsze za to, że ma najwięcej przystanków (54) wśród wszystkich autobusowych linii dziennych w Warszawie, a jego trasa z Ursynowa na Muranów widziana z lotu ptaka jest długa i kręta niczym koryto Amazonki. Po drugie dlatego, że autobusy z numerem 107 to pojazdy niewymiarowe i wymykające się wszelkim standardom. Bardziej przypominają wycieczkowe busiki z demobilu niż współczesne środki miejskiej komunikacji. W takich warunkach nikt nie poczuje się anonimowy. Wręcz przeciwnie, automatycznie tworzy się lokalne forum, na którym współpasażerowie wymieniają uwagi a to o popołudniowych korkach – a to o życiu. Żal wysiadać. Za inicjowanie postaw obywatelskich kocham 107 po trzecie. A kolejny powód to taki, że w mojej miłości nie jestem osamotniona. Wśród internetowej społeczności Grono.net linia doczekała się grona wielbicieli o nazwie: „107 – on jest wszędzie”. Poruszane wątki dotyczą kwestii zarówno praktycznych, np. częstotliwości kontroli biletów, jak i emocjonalnych („107 jest the Best”). Zaś za motto posłużyć może wypowiedź jednego z gronowiczów: „Zgubiłeś się w Wawie? Wsiadaj w 107, na pewno gdzieś dojedziesz”. Trudno się nie zgodzić. Autobus przemierza zarówno tajemnicze zakamarki stolicy, jak i główne jej arterie (Marszałkowska, Czerniakowska, Puławska). Dlatego wsiadając doń, jednego możecie być pewni – dotrzecie tam, gdzie wam akurat pasuje. Zajmie to wprawdzie pięć razy dłużej niż innym środkiem transportu, bowiem 107 po ulicach sunie niespiesznie. I za to, że stanowi antidotum na wielkomiejski pośpiech, kocham go po piąte. Po szóste zaś dlatego, że ma swój prywatny przystanek (i to nie byle jaki – z wiatą i city lightem) naprzeciw hotelu Grand. Wreszcie za to, że jest niezależny i nieujarzmiony, i przyjeżdża zawsze o 10 minut za wcześnie lub o 10 za późno, lecz w stosunku odwrotnie proporcjonalnym do kalkulacji pasażera. Na 107 po prostu trzeba poczekać. Choć zdarza się, że niczym autobus widmo pojawia się na przystanku w najmniej spodziewanym momencie.Magdalena Dubrowska, Gazeta Wyborcza, 6 stycznia 2006
Autobus 107 łączący Muranów z Ursynowem. Tu akurat na Kruczej. Źródło: Warszawikia, Marcus McCardiff
107 na Kruczej. 2010, źródło: Warszawikia

No tak, to było w czasach serwisu grono.net. 107 kursował na Ursynów Północny w latach 2003-2011. Czyli całkiem długo. Przed nim miano ursynowskiej linii turystycznej dzielnie dzierżył Ikarus z numerem 118. Pewnie już nie pamiętacie, ale – aby to tak dziejowo wyraźnie umieścić – podczas pierwszej kadencji prezydenta Kwaśniewskiego łączył on Ursynów Południowy z Bródnem.

Przez sześć lat autobus 118 łączył Ursynów Południowy z Bródnem. Potem jeszcze chwilę funkcjonował jako 318 a w końcu połączenie skasowano. Fot. Dariusz Kalinowski.
118 prosto na Bródno. 1997, fot. Dariusz Kalinowski

Zastąpiono go później numerem 318, a następnie 416, czego akurat zarządowi komunikacji nie mogę wybaczyć, bo 416 od dzieciństwa kojarzył mi się z szybkimi podróżami w latach osiemdziesiątych na Chomiczówkę, gdzie mieszkała ciocia. Z Ursynowa 495 na Nowy Świat, tam myk w 416 i już zaraz jesteśmy na Chomiczówce. Sorki, prywatna dygresja. 416 z Ursynowa na Bródno jeździło do 2003 roku.

Pętla Ursynów Południowy, autobus 182 z innej perspektywy. Zdjęcie: Przemysław Figura, www.przegubowiec.com
182 na pętli Ursynów Południowy. 1993, fot. Przemysław Figura, przegubowiec.com

Z innych linii zapewniających długą podróż możemy wymienić 182, które od początku lat osiemdziesiątych jeździło dość ciekawą trasą z kampusu SGGW, przez Nowoursynowską i Górny Mokotów aby później Trasą Łazienkowską pomknąć na Osiedle Ostrobramska. W wersji dłuższej pętlę miało na Ursynowie Południowym. Po otwarciu metra 182 stąd zniknęło. I tak powoli dojeżdżamy do końca. Dziś lokalną linią turystyczną jest niezastąpione 179.

Przystanek na Bartoka lata świetności ma już raczej za sobą, ale to jest pomnik modernizmu: klasyczna konstrukcja wiaty typu "Ł" z lat siedemdziesiątych. Ł jak Łazienkowska Trasa - tam pierwszy raz ustawiono ten model. Fot. Maciej Mazur.
Klasyczna wiata „Ł” jako przystanek 179. 2015, fot. Maciej Mazur

Nic was tak powoli i dokładnie nie obwiezie po całym Ursynowie jak ta linia. Zalicza prawie każdy zakamarek, a do tych nielicznych niezaliczonych dojdziecie pieszo, krótkim spacerem z najbliższego przystanku 179.

Na podróże małe i duże serdecznie polecam książkę a na nadchodzącą Gwiazdkę polecam ją zwłaszcza. Dla każdego miłośnika miejskich opowieści i historycznych zdjęć „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa” będą idealnym prezentem w wersji z dedykacją od autora, ale takie cuda tylko w sklepie osiedlowego wydawcy:

Przejdź do sklepu

 

 

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?