Chwilę popadało i na chwilę znów jest biało. A że przy okazji weekend, dzieciaki wyciągają (mam nadzieję) na sanki, to i trzeba zdecydować: na Kopę Cwila czy na Kazurkę? Który z ursynowskich wierchów ciekawszy do jazdy?

Odpowiedzi poszukamy ponad 35 lat temu. Zima 1987 roku. Zapiski wskazują, że całkiem ostra, więc i czasu na decyzję było pewnie więcej. Kopa Cwila ma swoje atuty. Są długie  i łagodne stoki, są też te nieco bardziej wymagające. No i był tor saneczkowy przy najdłuższym zboczu od północnej strony.

Tor saneczkowy na Kopie Cwila. W przeciwieństwie do wyciągu, nie potrzebował żadnej mechaniki. Wszystko załatwiały prawa fizyki. Zwykle był tak wyślizgany, że przypominał lodową rynnę bobsleistów. Właściwie nie wiadomo, dlaczego też go zlikwidowano. Fot. Włodzimierz Pniewski.
Tor saneczkowy na Kopie Cwila. 1987, fot. Włodzimierz Pniewski

Kręty okop, który dość szybko zmieniał się w lodową rynnę, także poziom trudności nieco rósł. Zawodnik na zdjęciu powyżej walczy właśnie z siłą, która wyrzuca go poza obwałowanie. W sumie to wielka szkoda, że ten tor w latach dziewięćdziesiątych wyrównano, byłby dziś naprawdę sporą atrakcją. To może jednak Kazurka?

Resztki śniegu na Kazurce, ale w czym to przeszkadza?! Nad. Przemek Stępień
Zjazd z Kazurki. 1987, arch. Przemka Stępnia

Młodsza i wyższa siostra Kopy Cwila. Kopę usypano pod koniec lat siedemdziesiątych z ziemi pozyskiwanej z wykopów pod bloki (nazwa góry pochodzi od inżyniera – pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, pisałem o nim tu) natomiast Kazurka powstawała od 1983 roku z ziemi pochodzącej z wykopu metra.

Kabaty, widok spod lasu w kierunku Moczydłowskiej. Po lewej zaczyna się właśnie usypywanie Górki Kazurki. Fot. Andrzej Kubik
Po lewej stronie zdjęcia początek sypania Kazurki. 1983, fot. Andrzej Kubik

Kazurka od początku była nieco bardziej dzika, chociaż to też jakiś jej atut. Do minusów należy zaliczyć spore ilości różnych odpadów budowlanych, które czasem znienacka wyłaniały się spod ziemi, ale nie ma co narzekać. Większego szczytu w okolicy nie znajdziecie. Zaliczana jest do Korony Warszawy i wysokością ustępuje tylko Górce Szczęśliwickiej.

Sanki suną wzdłuż Przy Bażantarni, po lewej płot budowy Szkoły nr 336 i smętnie zwisające przewody. Zdjęcie nadesłał Przemek Stępień.
Przy Bażantarni. 1987, arch. Przemka Stępnia

Jeżeli nie możemy się zdecydować, zawsze zostają nam jeszcze nieco niższe wzniesienia lokalne, osiedlowe górki, zbocza i stoki. Cieszcie się zimą. Prawie taką jak w 1987, tylko ta obecna potrwa – zdaje się – nieco krócej.

Zdjęcie tytułowe: festyn spółdzielni Jary na Kopie Cwila. 1987, fot. Adam Myśliński

Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

2 KOMENTARZE

  1. Tak – to były bardzo szczęśliwe zimowe dni. Podczas weekendów i ferii zimowych, śmiech dzieciaków zjeżdżających na sankach było słychać od rana do wieczora. Niestety w nieco nowszych czasach zapomniano chyba o bezpieczeństwie takich dziecięcych zabaw. Na zboczu Kopy Cwila zbudowano ławki i śmietniki. Sam kilka lat temu widziałem, jak dzieciak zjeżdżający na sankach niemal się zabił, gdy przywalił w śmietnik. Nieco później potrzeba było prawdziwej tragedii, by zimą zaczęto zabezpieczać takie obiekty słomą, by znowu ktoś się nie zabił. I po co było stawiać ławki i śmietniki na zboczach górki, z której zimą zjeżdżają na sankach i innych „jabłuszkach” dzieci? Czy nie warto zastanowić się nad demontażem tych potencjalnych zagrożeń? Dzieci są dziećmi i zawsze będą mimowolnie ryzykować, ale faktem jest, że w tamtych czasach nikt się nie zabił o śmietnik czy ławkę zbudowaną bezmyślnie na zboczu górki.

  2. Kazurka na początku była sypana jak typowa hałda do składowania niepotrzebnej ziemi – strome zbocza, podjazd pod górę dla wywrotek ślimakiem (dookoła całej góry). Nie bardzo się tam dało zjeżdżać. Potem ją wyoblili, uformowali trzy szczyty.
    Tor saneczkowy na Kopie Cwila – był bardzo niebezpieczny. Zbyt ostre zakręty. Jak się świeży śnieg wyślizgał, robił się lód, wylatywało się przy niewielkiej nawet prędkości.
    Nie bywałem tam często, a dwa razy widziałem karetkę która przyjechała po nieszczęśnika który wyleciał z zakrętu i się połamał.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?