Targowisko Wiolinowa

Zaraz, zaraz – jakie targowisko?! Przecież na Wiolinowej nie ma żadnego targowiska – ktoś przytomnie mógłby zauważyć i miałby rację. Nie ma. Ale o mało co by było. Ogromne. Takie, przy którym Bazarek na Dołku wpadłby w długotrwały dół a wręcz depresję. Targowisko nakreślono w ramach Usługowego Ciągu Podstawowego (ma swoje hasło w Encyklopedii). Miało się rozciągać przed blokiem przy Wiolinowej 2 i zająć cały teren dzisiejszego kościoła Wniebowstąpienia wraz z przyległościami. Ciąg usługowy był ogromną inwestycją, znacznie przekraczającą możliwości końcówki epoki Gierka. Z wielkiego planu kilkunastu centrów handlowych, kin, dyskotek i pawilonów usługowych rozpoczęto ledwie wykopy pod jeden niewielki obiekt handlowy (Pasaż Imieliński 11) oraz Dom Sztuki. Z tych wielkich planów stosunkowo najprostsze do realizacji było targowisko – zwłaszcza, że mały bazar w formie tymczasowych kontenerów na północnym krańcu Wiolinowej (też mają swoje hasło w Encyklopedii) działał całkiem nieźle. Wystarczyło wybudować powierzchnie i oddać we władanie prywatnej inicjatywie. Tyle, że u schyłku Gierka nie było to zbyt popularne myślenie. Może tłumaczy to nieco styl rozpoczęcia prac przy budowie, którą opisał Dominik Szczepański z periodyku „Etnografia do kieszeni”. Tu link do źródła: http://etnograficzna.pl/?p=1355 a poniżej cytat:

Bardzo poważna i piękna sprawa
- Proszę pana, nas łączyła sprawa bardzo też poważna i też piękna do opowieści – rozpoczyna historię jedna z mieszkanek. Pewnej nocy w 1980 roku mieszkańców bloku przy ul. Wiolinowej 2 obudził hałas. Gdy wyjrzeli przez okno, zobaczyli kilkanaście metrów dalej wielkie koparki i spychacze, tłumy robotników i snopy światła bijące z reflektorów wprost w okna. W nocy, niby po cichu, rozpoczęła się pod ich blokiem budowa. Kiedy rano wyszli, by porozmawiać z robotnikami i zapytać ich, co budują, ci milczeli. W końcu dowiedzieli się, że pod ich blokiem powstaje wielkie targowisko, które będzie zaopatrywało Ursynów w warzywa. Jeden z rozmówców opowiadał, że słyszał o planach zakładających wybudowanie szaletów i szaszłykarni pięć metrów od jego okna.
- Nie chcecie wygody? – pyta mnie architekt. Jaka wygoda – mówię. Jak się idzie po zakupy na Megasam, to się wszystko przytarga. A tu jak przyjadą o czwartej rano samochody dostawcze z kartoflami, z kapustą, z innymi. Później, mówię, jak taki bazar, to będą budy. A nie, to będzie elegancko – mówi. Jak na każdym bazarze! – odpowiadam. Zaraz będą śmieci. Nie chcemy tego tutaj! A co chcecie? Park, chcemy, żeby tu był – opowiada po latach z wciąż widocznym zdenerwowaniem.
Kluczowym momentem tej historii jest wizyta I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR Alojzego Karkoszki. Działacz partyjny przyjechał na Ursynów, by zwizytować szkołę. Mieszkańcy dowiedzieli się o tym na krótko przed jego przybyciem od jednej z urzędniczek pracujących w spółdzielni, która za wyjawienie tej informacji straciła pracę. To, że wkrótce stanie się coś niezwykłego i ważnego, zwiastowało również pojawienie się robotników.

- Od popołudnia do całego naszego terenu przyjechała ekipa, chyba z 50 ludzi i zaczęła grabić tu trawniki, sprzątać, malować na biało krawężniki, ziemię kopać, wyrównywać, inni wzięli trawę i siali od razu – opowiada jeden z mieszkańców. Karkoszka na Ursynowie pojawił się w towarzystwie ówczesnego prezydenta Warszawy Jerzego Majewskiego. Otaczała ich grupa milicjantów, która pilnowała bezpieczeństwa.- I tutaj musimy się wszyscy zebrać, jego pod ten blok zaprowadzić i walczyć. No więc wszystkie staruszki, łamagi, kto tylko żył. No tłumek się niezły zebrał [...]. Nasi mężowie chyba też byli, mieli te plany w ręku, ci którzy akurat mogli. Zeszliśmy na dół. Mnie wypchnęli z wózkiem na czoło tego pochodu, tak mi otwarty wózek, bo córeczka ładna, w koszulce, w kapelusiku. Ja z tym wózkiem, za mną te staruszki. Ktoś urwał, rosły tu słoneczniki, chyba z pięć słoneczników, dali mnie w garść – mówi lokatorka.
Do „delegacji” zostały więc wybrane staruszki, kobiety i dzieci. Miało to pomóc w przebiciu się przez grupę ochraniających urzędników milicjantów. I rzeczywiście się udało. Karkoszka zauważył dobijające się do niego kobiety, odepchnął ochroniarzy i zaczął rozmawiać. Opowieść o tym spotkaniu przypomina trochę wizytację feudalnego władcy na dalekich rubieżach swoich ziem. Takie spotkanie zdarzało się rzadko, a władca, chcąc zapewnić sobie życzliwość mieszkańców odległego miejsca, rozmawiał z nimi. Kiedy Karkoszka usłyszał o problemie mieszkańców, obiecał, że targowiska tutaj nie będzie. I dotrzymał słowa.
Moi rozmówcy podają to jako przykład stosunków z władzą w tamtych czasach. Władza była bliżej zwykłego człowieka. Nie była anonimowa i można było z nią porozmawiać. Karkoszce lud wręczył słoneczniki, poprosił o opiekę, zaprosił na szarlotkę. Ale ludzie zwyciężyli. W miejscu, gdzie miało być targowisko, stanął kościół. Pierwszy na nowym Ursynowie.”
Tyle „Etnografia do kieszeni”. W ramach uzupełnienia dodamy jeszcze, że powstający obok kościół szybko zagospodarował pawilony niedoszłego targowiska. W miejscu planowanych straganów z kapustą powstały sale katechetyczne, które świetnie służyły do czasu ukończenia budowy kompleksu parafialnego. Potem pomieszczenia skomercjalizowano. Zajęła je firma importująca towary z USA, sklepik z artykułami dziecięcymi czy Cafe Roskosz, które przy okazji zagospodarowania wnętrza odwołało się do korzeni tego miejsca, ożywiając ducha epoki początków Ursynowa. A targowisko? O targowiskach cały osobny rozdział zamieszczamy w Encyklopedii. Nie wyszło tak źle.

Autor: Dominik Szczepański (oprac. Maciej Mazur), 2013

Etykietowanie:

...a na Cybisa...

...demokratyczna władza pokazała ostatnio mieszkańcom fucka. Więc nie ma co sobie śmichów-hihiów z feudalnych stosunków robić.

Taka mi jeszcze refleksja przyszła. ;-)

Czyli nic się nie zmieniło...

- Targowisko ma być, ale nie pod moim blokiem.
- Co tam plany i założenia urbanistyczne - mi się nie podoba, ma być po mojemu.
- W ramach protestu będziemy się przypinać do drzew, wykorzystamy dzieci i staruszkę (która z kapustą musiała dymać kilometr z Megasamu, a miałaby bliżej - ale co tam).

Wciąż jest tak samo, przy czym teraz ludzi jeszcze mniej rozumiem. Kiedyś dostawało się przydział w konkretnym budynku i nikt nie dyskutował. Teraz kupuje się mieszkanie przy naniesionej na planach autostradzie i protestuje jak zaczyna być budowana.