To nie wizja postapokaliptycznej Warszawy, tylko kadr z 1999 roku. Pnącza porastające budynek znikną za kilka lat. Wraz z ociepleniem wielkiej płyty i położeniem ślicznego pastelowego tynku skończy się zielony sen projektantów Ursynowa.

Czy betonową dżunglę można połączyć z tą zieloną? Można. Przez całe lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte dzikie wino, bluszcz i co tam jeszcze tylko może się muru czepić – czepiało się i obrastało bloki. Spójrzcie na zdjęcie bloków przy Pięciolinii z 1995 roku.

Ułanka Julia Dziubecka na koniu w ogrodzie SP 81 przy Puszczyka. Bystre oko dostrzeże w tle klasyczną altankę śmietnikową oraz super rower górski, szał ówczesnych podwórek.
Natura na Pięciolinii. 1995, nad. Julia Dziubecka

Szarość płyt od wiosny do jesieni znikała pod zielenią pnączy. Liście obrastały balkony i okna, bloki wtapiały się w zieleń. Taką wizję miał Marek Budzyński, główny projektant północnej części Ursynowa. Na kolejnym zdjęciu jego dzieło z połowy lat dziewięćdziesiątych, czyli osiedle przy Pasażu Ursynowskim. Całe zarośnięte. Zieleń miała uspokajać, chłodzić i dotleniać.

Dzikie wino na ścianie bloku przy Pasażu Ursynowskim i Park Jana Pawła II. Fot. Szymon Tumielewicz.
Wino w parku. 2005, fot. Szymon Tumielewicz

Tego wszystkiego już nie ma. Lokatorzy skarżyli się pewnie na muchy, komary, wilgoć i ptactwo, spółdzielnie chciały odnowić elewacje. Wraz z remontami znikały kolejne zielone ściany. Dziś można je jeszcze znaleźć na niektórych podwórkach – chyba właśnie wewnątrz enklawy przy Pasażu Ursynowskim. A może już i tam wszystko zdrapano i wyrwano?

Zdjęcie zrobione z Dembowskiego na ulicę Służby Polsce i dalej - w kierunku Imielina. Jeszcze rośnie dzikie wino i szarzy się wielka płyta. Fot. Robert Danieluk.
Wielka płyta i wino. 2000, fot. Robert Danieluk

Walka z naturą zakończyła się całkowitym zwycięstwem człowieka. Udało się zielsko zerwać, wyciąć, wyprzeć z miasta. Co prawda, czasem pewnie w środku lipca ktoś może za nim tęskni, ale zaraz potem przypomina sobie te robaki, wilgoć i ptaki.

Płyty bloków przy Puszczyka obrośnięte dzikim winem. Zniknie przy ocieplaniu. Fot. Robert Małetka
Zarośnięty blok na Puszczyka. 1992, fot. Robert Małetka

Ciekaw jestem waszych opinii. Czy to dobrze wyglądało czy może jednak wiszące ogrody niech sobie sadzi Semiramida a spółdzielnia ma dbać aby było czysto, elegancko i betonowo?

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?