Nad naszą wsią przeleciał helikopter. Przeleciał no i siadł. Co działo się wiosną 1991 roku na podwórku szkoły 330 przy Mandarynki. Śmigłowiec miał misję: godnie uczcić podpisane właśnie partnerstwo między Warszawą i Hagą.

Lądujący między blokami śmigłowiec to nie jest zbyt częsty widok, prawda? Nie dziwne więc, że nagłe pojawienie się Mi-2 nad szkołą przy Mandarynki wzbudziło sporą sensację. A może wcale nie było takie nagłe? Może młodzież specjalnie sprowadzono na boisko aby mogła obejrzeć wielkie wydarzenie? Zebrali się więc wszyscy na placu między SP 330 i budowanym właśnie osiedlem segmentów i czekali.

Szkoła 330 na Mandarynki. Wielkie oczekiwanie na przylot śmigłowca, który ma wypuścić balony symbolicznie łączące Warszawę z Hagą. Nadesłała Agnieszka Leszczyńska.
Właśnie leci coś dla dzieci. 1991, nad. Agnieszka Leszczyńska

Na co czekali? Na śmigłowiec, który miał uczcić partnerstwo polsko-holenderskie. Na stronie Urzędu Miasta znalazłem taką adnotację.

Zakres współpracy: wymiana doświadczeń w tworzeniu demokracji lokalnych, polepszenie jakości wody pitnej w Warszawie, ochrona zdrowia, wymiana kulturalna, pomoc w restrukturyzacji warszawskich służb komunalnych, stworzenie w Warszawie dziecięcego gospodarstwa-ogrodu, współpraca w dziedzinie oświaty (wymiana międzyszkolna, program komputeryzacji w oświacie).Porozumienie o nawiązaniu stosunków bliźniaczych między miastem Warszawą a miastem Hagą. 26 lutego 1991

I oto już jest, leci. Śmigłowiec Mi-2. Misję tego Mi opisała mi nadsyłająca zdjęcia Agnieszka Leszczyńska: wypuścić nad zebraną młodzieżą setki balonów, które uniesione wiatrem polecą do Hagi. No, z grubsza.

Oto jest i śmigłowiec. Nawiązanie współpracy międzynarodowej nie może się obyć bez ekipy w strojach ludowych, ekipa więc też już czeka. Nadesłała Agnieszka Leszczyńska.
Leci śmigłowiec. 1991, nad. Agnieszka Leszczyńska

Niestety. Wiatr tego dnia akurat wieje tak, że samoloty lądujące na Okęciu podchodzą nad blokami Ursynowa. Więc balony nie polecą, bo mogłyby stwarzać zagrożenie. Ale w sumie to nic. Śmigłowiec między blokami sam w sobie był ogromną atrakcją.

Czy ktoś może jeszcze pamięta to wydarzenie? I wie, dlaczego akurat wybrano Ursynów, szkołę przy Mandarynki i o czy chodziło tu o coś więcej?

Co za pech. Śmigłowiec miał wypuścić balony w stronę Hagi, ale niestety nic z tego. Nad Ursynowem akurat podchodzą samoloty na Okęcie i baloniki zakłóciłyby ruch powietrzny. Nadesłała Agnieszka Leszczyńska.
Pechowe baloniki. 1991, nad. Agnieszka Leszczyńska

O, taka kolejna historyjka podwórkowa. Jeżeli macie ochotę na więcej, to pod choinkę serdecznie polecam swoją książkę „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. W prezencie do książek kupionych w wydawnictwie dorzucam autograf, dedykację wedle życzenia i album „Witajcie na Ursynowie”.

Przejdź do sklepu
Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

2 KOMENTARZE

  1. Chodziłem wtedy do klasy ósmej w tej szkole, ale tego wydarzenia jako żywo nie pamiętam! Może do witania helikoptera zagoniono młodsze klasy, a nam kazano się uczyć, bo egzaminy do szkół średnich były blisko?

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?