Łubudu Komatsu i placyk zniknął. Spółdzielnia Jary remontuje teren przed pawilonem na Puszczyka. Przybędzie nam kolejna śliczna przestrzeń z betonowej kostki. Jak na rynku w Warce. Wiem, bo bywam na rynku w Warce. Cały jest z kostki. Nawet fajniejszej, bo różowej.

Ten placyk mógłby być bardzo ładny. Aż się prosi aby stał się lokalnym osiedlowym centrum. Widziałbym na nim parasole, leżaki i może kawiarnię? W pawilonie obok z powodzeniem funkcjonuje włoska knajpa – idealnie by się uzupełniały. Niestety, nic z tego. Można go nazwać Placykiem Straconych Szans.

Przebudowywany placyk obok dawnej Pszczółki Mai na Puszczyka. Fot. Maciej Mazur
Znika placyk. 2019, fot. Maciej Mazur

Albo może Placykiem Kamienia Łupanego? Bo w archiwum mam takie zdjęcie sprzed czterdziestu lat. Też na nim burzą murki, ale bez ciężkiego sprzętu. W tle zamiast siłowni stoi jeszcze nieotwarta Pszczółka Maja. Taki pawilon z rzeczami dla dzieci. Dziecięcy raj socjalizmu. Przed pawilonem ustawiała się chyba prywatna inicjatywa gastronomiczna, tylko nie pamiętam już czy to bardziej zapiekanki czy może lody?

Coś nie wyszło i trzeba jeszcze raz. Burzymy więc murek na placu przed jeszcze nieczynną Pszczółką Mają. Fot. Włodzimierz Witaszewski
Burzymurki przed Pszczółką Mają. 1978, fot. Włodzimierz Witaszewski

Wtedy było tu gwarno i ruchliwie. Po zamknięciu Pszczółki Mai i składnicy harcerskiej (w pawilonie na piętrze) ruch w okolicy się skończył. Placyk podupadł, choć wciąż ma w sobie to coś. Jest nieźle zaprojektowany a w układzie płyt chodnikowych i asfaltu widać nawet zamysł artystyczny. Miejsce ma też potencjał – jest na drodze do przystanku, obok szkoły i przedszkola. Chociaż stawiam dolary przeciwko orzechom, że silne grupy okolicznych mieszkańców zrobią wszystko, aby zablokować każdą próbę wprowadzenia tu życia. Wiecie przecież – na ławkach siadają pijaki, na asfalcie hałasują deskorolki, a jakakolwiek gastronomia to prusaki i wrzaski. Jezu, ile razy już to przerabialiśmy!

Remontowana obecnie część przed rozpoczęciem prac wyglądała tak, jak na zdjęciu poniżej. To zielone coś to pozostałości plastikowej wykładziny, którą kiedyś naklejono na chodniku z myślą o… No właśnie nie wiem, o czym. Może o lodowisku? A może to boisko do gier podwórkowych?

Puszczyka, podwórko przed pawilonem handlowym. Zielone coś było wielofunkcyjnym boiskiem wylanym farbą kauczukową - podczas intensywnej gry w zbijaka kontakt z zieloną masą był jednak przyjemniejszy niż z asfaltem. Fot. Maciej Mazur
Placyk w ostatniej wersji. 2017, fot. Maciej Mazur

To już wspomnienie. Komatsu zrobi ju-jitsu, przerzuci stos połupanych kamieni na wywrotkę a w miejscu pomarszczonego asfaltu wyłoży się śliczną betonową kostkę. Wesoło będą na niej turkotały kółka hulajnóg i rolek. Przybędzie nam kolejna świetnie urządzona przestrzeń z lat dziewięćdziesiątych. Tylko zaraz… Czy przypadkiem nie mamy już roku 2019? To czemu wciąż tkwimy w epoce kamienia łupanego na kostkę?

6 KOMENTARZE

  1. Kilka słów o „Pszczółce Mai”.Był to pawilon przystosowany do sprzedaży mięsa!!!!Megasam na przeciwko nie miał początkowo struktury do sprzedaży art.wymagajacych chłodni.Miało to być właśnie w pawilonie pszczółki.Po pszczółce krótko były tam buty.Mięso w Megasamie zaczęto sprzedawać jak na zapleczu zainstalowano dość prowizoryczne chłodnie. Urządzeń chłodniczych w pszczółce nigdy nie uruchomiono.

  2. A czy ktoś może wie, co było/miało być pod schodami widocznymi na pierwszym zdjęciu, po prawej stronie. Jest tam otwór zasłonięty blachą oraz kratą, z takim małym blatem. Czyżby kiosk ruchu?

  3. Dziękuję. A pamięta Pan, którędy się tam wchodziło (sprzedawca zakładam był w środku)? Oględziny nie ujawniły śladów drzwi…

  4. Na tym placyku po raz pierwszy udało mi się opanować jazdę na rowerze. To był rower Pelikan. I jeździłem tak w kółko, gdy tata patrzył dumny. A ja się głowiłem jak się zatrzymać.

Odpowiedz na „Czesław OkońAnuluj pisanie odpowiedzi