Długi weekend bez metra przypomniał nam, jak to było, gdy metra nie było. Gdy wyprawa „do miasta” oznaczała czterdziestominutową podróż autobusem. Różnica tylko taka, że dziś pewnie większość z nas przy tej drobnej niedogodności skorzystała z własnego auta, wówczas auto było raczej luksusem.

Wychodzimy z domu. Idziemy na przystanek. Sprawdzimy, o której przyjedzie autobus? No niestety. Zamiast dokładnych godzin odjazdów, na przystanku wisi tylko kartka „kursuje co 20 minut, w godzinach szczytu co 10 minut”. Co więc robić, kierowniku? Czekać. Moja rada: czekać.

Budowa stacji "Ursynów", w tle ul. Wiolinowa. Z prawej strony Dom Sztuki. Fot. Maciej Mazur.
Budowa stacji Ursynów. 1986, fot. Maciej Mazur

Czekać na autobus i czekać na koniec budowy metra, który im bliżej terminu teoretycznego zakończenia, tym bardziej praktycznie się oddalał. Postępy wyznaczało oddawanie przez budowniczych kolejnych terenów zajmowanych przez plac budowy. Zasadniczo w początkach lat dziewięćdziesiątych z budową metra było podobnie jak dziś z budową tunelu POW. Na powierzchni już dawno wszystko wróciło do normy, ale pod ziemią wciąż coś tam dłubią i skorzystać się nie da.

505 na nowej pętli na Kabatach. W przyszłości będzie tu skrzyżowanie KEN i Wąwozowej. A gdzie osiedle? Za fotografem stoją już bloki Moczydła. Fot.: Dariusz Kalinowski, przegubowiec.com
505 na pętli Kabaty konkuruje z metrem. 1997, fot. Dariusz Kalinowski

W końcu 7 kwietnia 1995 roku udało się. Rano do szkoły i pracy pojechaliśmy – jak zawsze – autobusem. W tłoku i powoli. Po południu do domu wracaliśmy już jednak zupełnie inaczej. Tłok nadal był, ale za to jaka prędkość! Ruszyło metro i na zawsze zmieniło sposób podróżowania do centrum. Do centrum, bo ten dystans tak się skrócił, że nikt już nie mówił „do miasta”, co jeszcze kilka lat temu było w powszechnym użyciu.

Po wyjściu z metra Kabaty na górę nie ma wątpliwości. To jest ostatnia stacja. Tu akurat wychodzimy północną stroną i spoglądamy w kierunku Natolina. Fot. Werner Huber.
Kabaty, widok na północ. 1995, fot. Werner Huber

O ile do Śródmieścia już nie jeździło się do miasta, to w stronę Kabat była to zdecydowanie wyprawa na wieś. Wyjście z ostatniej stacji surrealistycznie umieszczone pośrodku pola. Gdzieś, za krzakami, dopiero wyrastające pierwsze bloki i kompletna pustka na samej stacji. Zresztą połowa tej stacji wciąż nie działała, co widać na zdjęciu poniżej. Północne wyjście jest ciemne i zamknięte na głucho.

Północne wyjście ze stacji Kabaty jeszcze nieczynne. Słusznie, na razie jeszcze prawie nikt tam nie mieszka. Fot. Werner Huber.
Stacja Kabaty. 1995, fot. Werner Huber

Na stację wjeżdża właśnie składający się z trzech wagonów rosyjski pociąg. Niby tylko trzy wagony, niby kursy ledwie co pięć minut w godzinach szczytu, ale jednak to cud miejskiej komunikacji – przecież poza mieszkańcami Ursynowa nikt tego wówczas nie miał! Co wciąż możemy docenić, gdy nadchodzą dni komunikacyjnej rekonstrukcji historycznej. Takie, jak ten weekend. Znów zatłoczony autobus i znów czterdzieści minut podróży do centrum. Sorry: do miasta oczywiście.

Jak tu się wbić do pociągu, gdy tylu chętnych?! Stacja Politechnika (ostatnia). Kadr z relacji TVP.
Pierwszy dzień z metrem. Stacja Politechnika. 1995, fot. TVP

Jeżeli lubicie częściej wracać do historii, to zamiast autobusu zastępczego proponuję książkę. „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Do czytania w metrze jak znalazł a każdy, kto kupi w sklepie wydawnictwa, może sobie zażyczyć dedykację autora. Pod choinkę jak znalazł, nie? Kupicie tu:

Przejdź do sklepu

 

1 KOMENTARZ

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?