Miała być szkoła, było psie pole, jest ogrodzone i wywyższone osiedle. Dawna łączka między Miklaszewskiego i Marco Polo od dawna już zabudowana. Psia Górka przy Szolc-Rogozińskiego też będzie okrojona. Deweloper już ma projekt, jak tam wstawić „apartamenty assisted living”.

Zdjęcie tytułowe jest sprzed dwudziestu lat. W 1998 roku widok z podwórka przy Miklaszewskiego kończył się aż za Pileckiego, na bazie budowlanej obok Centrum Onkologii. Jeden taki magazynowy blaszak jest nawet widoczny na tej fotografii. A dokąd prowadzi ten chodnik? Na Psie Pole. O, tu.

Skwerek między Miklaszewskiego i Marco Polo. Za pięć lat ustąpi miejsca deweloperom i osiedlu Olimpia. Zdjęcie nadesłał Wojciech Nehyba.
Psie Pole, 1998. Nad. Wojciech Nehyba

Ta sielanka potrwa jeszcze pięć lat. Potem o pole – które wszak nigdy nie miało być polem – upomni się branża budowlana. Projektanci kreślili w tym miejscu szkołę zbiorczą dla dzieci mieszkańców pięciu okolicznych ulic. Szkoła jednak nigdy nie powstała (podobnie jak te przy Puszczyka 16 i Końskim Jarze 5) a tak atrakcyjny kawałek terenu nie może przecież się marnować. Powstało więc osiedle o dumnej nazwie „Olimpia”. Bardzo trafnej, bo niedostępne niczym Olimp. Aby odciąć się od starszej części Imielina, architekci postanowili je wywyższyć o dobre dwa – trzy metry, odciąć murem a całość uzupełnić płotem. Wszystko w zgodzie z najlepszymi standardami deweloperki początków XXI wieku. Ale miało być o psach a nie o architekturze.

Ulica Miklaszewskiego, widok w kierunku Ciszewskiego. Bloki osiedla Imielin mają jeszcze swój oryginalny kolor, czyli żaden. Zdjęcie nadesłał Wojciech Nehyba.
Z psem na Miklaszewskiego. 1991, nad. Wojciech Nehyba

Wracamy więc do naszych psów. Jeszcze jedno zdjęcie z Miklaszewskiego, ale to rok 1991. Bloki w charakterystycznym szaro-nijakim kolorze, trawa wydeptana i tylko spodnie jaskrawe. Witajcie w latach dziewięćdziesiątych.

W roli jednego za wszystkich wystąpił Atos, czyli ten wesoły pies. Znaleziony zresztą też na Ursynowie, więc na Natolinie czuje się pewnie jak w domu. Nadesłała Magda Słowińska.
Jeden za wszystkich! 1993, nad. Magda Słowińska

Przeniesiemy się teraz na drugą stronę Ursynowa. Tam też jest spory teren z psami w nieoficjalnej nazwie, czyli Psia Górka zwana także Górką Imielińską. Wielki zielony teren między Szolc-Rogozińskiego, Rosoła i Gandhi. Na niego też ostrzą sobie zęby deweloperzy, chociaż teoretycznie strzegą go zapisy planu zagospodarowania.

Zaczyna się budowa najsłynniejszej ruiny Ursynowa - niedoszłej przychodni, która straszyć tu będzie jeszcze za 30 lat! Fot. Andrzej Kubik
Widok z Psiej Górki na powstającą przychodnię. 1988, fot. Andrzej Kubik

W planie wpisane są tu „usługi zdrowotne”. I faktycznie, już przecież pod koniec lat osiemdziesiątych zaczęto pierwszą inwestycję, czyli przychodnię. Do dziś można podziwiać jej ruiny, ale te niedługo mogą zniknąć. Teren jakiś czas temu kupił Hochtief. Postawił nawet tablicę, że zamierza coś stawiać. Coś większego niż tablica. Niczego jednak nie postawił, no bo przecież za swoje nie będzie fundował szpitala. Ale, ale… Pomyślmy. „Usługi zdrowotne” – powiadacie. Ha! Wystarczy wystawić blok z mieszkaniami dla seniorów, miejscem na przychodnię i gotowe!

Projekt tego rozwiązania można obejrzeć na stronie firmy Hochtief.

Na razie nic się nie dzieje, ale jeżeli deweloperowi się uda, to byłoby to coś, co przypomina pomysł z lat siedemdziesiątych na budynek przy Herbsta 4. Też miał być (między innymi) dla seniorów i niepełnosprawnych. Skończył jako całkiem zwykły blok. Ale to już zupełnie inna historia, na pewno ją opiszę. Kończymy i wracamy do domu, bo piesek już czuje pismo nosem, że terenów do wybiegania się będzie miał coraz mniej. Nie to, co wtedy.

Pies Bax z właścicielem na tle wejścia do budynku przy Sosnowskiego 3. Nad. Łukasz Borkowski
Do nogi i do domu! 1984, nad. Łukasz Borkowski

2 KOMENTARZE

  1. Jeśli chodzi o ogrodzenie osiedla Olimpia to absurd jest podwójny, bo to osiedle nie ma nawet wyjścia w kierunku metra/cywilizacji, więc jak ktoś z głębi tego osiedla wybiera się na piechotę do KEN musi najpierw zawrócić. Podobno pierwotnie spółdzielnia nie wyraziła zgody na wyjście na jej teren (dziwne), a mieszkańcy nie walczyli. Tak przynajmniej dowiedziałem się od pani, która ram mieszka(ła). Ciekawe czy doczekamy czasów, kiedy mieszkańcy jakiegoś zamkniętego osiedla zdecydują, że to jednak był zły pomysł i postanowią je otworzyć.

    • Moja mama mieszka na osiedlu u podnóża Kopy Cwila. Chyba najlepsza lokalizacja na Ursynowie, ale zarządzająca nim Spółdzielnia wpadła na pomysł, aby od swojego największego autu – sąsiedztwa wielkiego parku – szczelnie się odgrodzić żelaznym parkanem. Takie to myślenie z epoki końca ubiegłego wieku.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?