Napis na bloku przy Wasilkowskiego 11 przyciągał wzrok, choć sam przekaz był dosyć lakoniczny. ALEX. Czerwone litery, białe tło, tyle. Widok przebłyskiwał gdzieś we wspomnieniach z dzieciństwa a przypomniał mi się teraz, gdy zobaczyłem to zdjęcie nadesłane przez Grzegorza Tkaczyka. Na zdjęciu uroczystość rodzinna – wyprawa na chrzciny. A w tle – on. ALEX. Co to było?

Pomógł Facebook, a właściwie nasi fani. – To był klub z automatami do gry. Wiele godzin tam spędziłem – napisał Stefan Sosnowski.- Tam były flippery, gry, itd. Coś podobnego w tym czasie było też za Megasamem – dodał Grzegorz Kosson.- Przez pierwsze pół roku zamieszkiwania na Natolinie dojeżdżałem do szkoły na Muranów. Napis „Alex” codziennie po południu mówił mi, że już blisko do pętli – uzupełnił Paweł Durbacz. A mnie kamień spadł z serca. No, może trochę przesadziłem. Ale zaspokoić dziecięcą ciekawość po trzydziestu latach z okładem – to dosyć zabawne uczucie.

I jeszcze jedno zabawne wspomnienie znalezione na forum portalu Gazeta.pl. Wpis z maja 2004 roku, użytkownik TRUSKAVA:

„Była tam tak nietypowa, niekomputerowa gra:
W zamkniętym, szklanym pudle była miniaturka helikoptera na uwięzi,
na takim ramieniu. Helikopterek czaderski, dwu-śmigłowy. Gra nie miała
jakiegoś większego celu, poza lataniem sobie tym helikopterem w kółko i
lądowaniem na aktualnie podświetlonych „lądowiskach”.
I któregoś dnia jakiś łepek znudzony wielce monotonią gry,
zamaist grać jak należy (czyli startować i lądować co chwilę),
latał sobie bez przerwy w kółko, tak że w końcu owy helikopter
urwał się z ramienia. Szyby nie stłukł, ale gra już była „do dupy”.
Chyba już jej nie naprawili później… ”

Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?