Po prawie trzydziestu latach kończy się historia wyciągu narciarskiego na Kopie Cwila. Ekipy budowlane wykopują ze szczytu gruzy pozostałe po fundamencie maszynowni wyciągu. Robota idzie słabo i opornie, czym idealnie wpisuje się w bardzo długą historię tej inwestycji.

Na szczycie Kopy Cwila wśród gruzów dawnego wyciągu widać na przykład przyłącze energetyczne. Czyli prąd był. Tylko czy kiedykolwiek zasilał machinerię wyciągu? Teraz wszystko znika i za chwilę będzie zwyczajnie, elegancko i banalnie. Fot. Maciej Mazur.
2017: wykopy archeologiczne w miejscu maszynowni.

Zacznijmy od końca, czyli od dziś. Listopad 2017. Szczyt Kopy Cwila ogrodzono. Stanęła tabliczka „głębokie wykopy”, powinna mieć dopisek „archeologiczne”, bo próba demontażu postumentu maszynowni ujawniła ciekawe rzeczy. Po pierwsze: wykonano go całkiem solidnie. Betonu nie żałowano, co teraz utrudniło nieco prace rozbiórkowe. Tak swoją drogą: ta demolka to realizacja projektu Budżetu Partycypacyjnego, który to projekt zakłada „estetyzację szczytu góry”. Po drugie: z błota wystaje solidny kabel, który zapewne służył do zasilania machinerii. Czyli była podłączona do sieci, czyli szanse na to, że kiedykolwiek system działał – wzrosły. Bo mamy tu wieloletnią dyskusję o to, czy wyciąg rzeczywiście choć jeden sezon działał. Jedni twierdzą, że owszem! Inni, że w życiu. Przypomina to trochę dyskusję o tym, czy w Restauracji Ursynowskiej był striptiz. Czasy też odległe, więc wspomnienia mogą się mieszać. Ale może do rzeczy. Bo jest jeszcze jedna ciekawostka. Ciekawostka dotycząca ostatnich chwil wyciągu.

Cofamy się do początku lat dziewięćdziesiątych. W 1989 roku – co widać na obrazku tytułowym – wyciąg jeszcze stał i to w pełnej krasie. Rok później jeszcze stoją słupy i maszynownia. Około 1993 przychodzi jednak dyspozycja demontażu urządzeń. Polecenie wykonują fachowcy ze Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, czyli prawdziwe SPEC-e. Zwijają liny, zdejmują oświetlenie, wykopują słupy podporowe. Zostaje tylko maszynownia na szczycie Kopy.

Kopa Cwila z postawioną na szczycie maszynownią wyciągu narciarskiego. Słup po prawej z dwiema latarniami podtrzymywał linkę "wyrwirączki". Nadesłała Magdalena Cyganek.
1990: wyciąg wciąż stoi.

Skąd to wszystko wiem? Zgłosił się do mnie syn jednego z fachowców, którzy wówczas dostali tę fuchę i wszystko opowiedział. Jak tata ciął, jak on przy owym cięciu asystował. Czemu zdecydowano się na likwidację konstrukcji? Odpowiedź znajdziemy w rok wcześniejszym artykule prasowym. „Życie Warszawy” ze stycznia 1992 roku opisuje: „Cztery lata temu zamontowano wyciąg. Nie udało się go jednak do tej pory ani razu wykorzystać. Za to systematycznie rozkradane są jego części. Fali dewastacji nie sposób stłumić. Czy stać nas na utrzymanie i kosztowny remont wyciągu – pytają urzędnicy Urzędu Dzielnicy-Gminy Mokotów i odpowiadają: nie”.

Wychodzi więc na to, że to urząd a nie złomiarze zlikwidował konstrukcję. Likwidowano ją jednak w równie udany sposób, jak budowano. Maszynownia widoczna na zdjęciu z 1990 stała tam jeszcze kilka ładnych lat. Z aparaturą wewnątrz oczywiście. W końcu ktoś (już chyba mniej oficjalnie) dobrał się do zamków i maszynę zlikwidował. Pustą, pordzewiałą budę zdemontowano w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Pozostał po niej fundament, z którym żegnamy się właśnie teraz.

I to w zasadzie tyle. Gdyby ktoś znalazł błąd, przedstawił dowód na to, że wyciąg działał, lub po prostu chciał skomentować – to zapraszam serdecznie. Wszystko czytam i chętnie się odniosę.

 

2 KOMENTARZE

  1. Trochę kiepsko trafili z tym wyciągiem, bo w latach 88-92 były jedne z najcieplejszych zim w historii (w Polsce). Zima 89/90 do dzisiaj jest rekordowo ciepła, zdaje się, że nie zanotowano wtedy w Warszawie pokrywy śnieżnej

  2. Wyciag dzialac musial,lampy swiecily bialym swiatlem,sama buda czesto byla otwarta,klodki brak.Pamietam sporych rozmiarow mechanizm i stalowe liny.ktore biegly wzduz oswietleniowych slupow.Wszystko wiec bylo podlaczone.Widzialem swiatla dzialajace wiele razu ze swojego okna.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?