Zima 1983 roku na tych zdjęciach jest paskudna. Ani zimno ani ciepło, ani śnieżnie ani lodowo. Taka plucha, roztopy i udawany śnieg. Świetna pora na krótki spacer na działkę. Daleko nie trzeba jechać, wystarczy przejść przez ulicę.

Za naszym bohaterem (zdjęcia przekazał Paweł Chocha) wprawne oko wypatrzy oczywiście bloki przy Hirszfelda. Ta budka z drzwiami zabezpieczonymi folią i drucianym ogrodzeniem jest na sporym terenie dzikich ogródków działkowych po drugiej stronie ulicy Findera – dziś Pileckiego.

Zimowy spacer w stronę ogródków działkowych za ulicą Findera. W tle bloki przy Hirszfelda i Marco Polo. Nad. Paweł Chocha
Zimno i do domu daleko. 1983, nad. Paweł Chocha

Dlaczego ogródki są dzikie? Bo nikt nie wydawał na nie żadnych pozwoleń, nikt nie przydzielał ziemi. Było jak na Dzikim Zachodzie (bo to też jest zachód Ursynowa), czyli pionierzy brali w posiadanie kawałek terenu i już. Stawiali takie budki, grodzili działkę wedle uznania drutem i mogli uprawiać koperek, pietruszkę a może nawet i pomidory.

Ławeczka w sezonie letnim służy zapewne dzikim działkowiczom zagospodarowującym pola przy Centrum Onkologii. Nad. Paweł Chocha
Ławeczka piknikowa. 1983, nad. Paweł Chocha

Teren – jak widać – jest dość wymagający. Hałdy, wysypiska, rozpadliny. Nic dziwnego, bo cały ten obszar był traktowany przez pracowników firm wznoszących bloki jako dzikie wysypisko gruzu i odpadów budowlanych. Przyjeżdżali na to odludzie, zrzucali co tam mieli i jeszcze ile zaoszczędzili czasu! Dokładnie tak, jak Jan Kobuszewski w „Brunecie wieczorową porą”. Co widać zresztą na kolejnym zdjęciu z tego spaceru. To wysypisko za osiedlem przy Kazury.

Za hałdami ziemi wyrastają bloki osiedla przy Kazury. Nad. Paweł Chocha
Zima w górach. 1983, nad. Paweł Chocha

I tak to trwało, aż pojawili się działkowicze wyszarpujący spłachetki ziemi pod swoje poletka. Jak widać, dbali też o stronę sanitarną. Sławojka od lat jest przecież jedną z pierwszych inwestycji na nowej działce.

Przybytek pierwszej potrzeby na tyłach Centrum Onkologii. Ktoś zapewne linką i skrzynką wygrodził sobie działeczkę, więc musiał zadbać też o sławojkę. Fot. Andrzej Kubik
Pilna potrzeba! 1984, fot. Andrzej Kubik

Ogródki zniknęły na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W następnej dekadzie na te tereny wkroczyła deweloperka. Dziś całość jest już zabudowana a jedna z głównych ulic między blokami nazywa się Alternatywy. Taka historia.

Na koniec przypominam, że grudzień to doskonały czas aby komuś sprezentować książkę – najlepiej oczywiście z dedykacją. I tak się składa, że właśnie mam coś takiego. „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa” z autografem, dedykacją i albumem w prezencie. Takie cuda tylko u mojego wydawcy. Wystarczy kliknąć poniżej.

Przejdź do sklepu

 

3 KOMENTARZE

  1. To już wiem dlaczego i do czego Pawła tak ciągnęło. Na wagary ze SP. wtedy 333, na Hirszfelda, działeczki były na rzut beretem. Pamiętam pyszne wiśnie. Paweł Chocha, czekam na kontakt.

    • O tak. Wiśnie, niedojrzałe brzoskwinie (ale jakże pyszne), truskawki… Na te działki zawsze uwielbiałem chodzić. Za te wagary to raz nawet dorobiłem się nieodpowiedniego zachowania na świadectwie. Pozdrawiam koleżankę z klasy 🙂

  2. ja miałam ogrodek działkowy naprzeciwko Hirszfelda 9 – rzodkiewki, pomidory – lato, rok 1982 – pięknie wszystko rosło, odchodziło też opalanie

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?