Synu, dziś będzie inaczej – rzekł ojciec. Nie jemy w domu. Zbieraj się, idziemy na obiad do baru. Baru mlecznego. – Jakiego baru – pomyślałem? W 1988 na Ursynowie Północnym jest jakiś bar? Ano jest. Nawet dwa. Jadłodajnia „Stokłosy” oraz coś na specjalne okazje: Restauracja „Ursynowska”. I co, poszliście? Poszliśmy. Do Jadłodajni. „Ursynowska” na zawsze została poza zasięgiem.
Jak było? Było świetnie. Pawilon przy budowanej wówczas stacji metra Ursynów – ale nie ten na zdjęciu z zespołem tańca ludowego, tylko ten po stronie osiedla Stokłosy. Pięterko – tam, gdzie straszy dziś pusty lokal po Top Markiecie. W środku skajowe krzesła na metalowych nogach, kwadratowe stoliki, jadłospis ograniczony do podstawowych pozycji. W Polsce 1988 roku raczej nie można było wybrzydzać. Wjechały więc klasyczne pierogi, a ponieważ były to pierwsze pierogi w restauracji – choćby nawet była tylko jadłodajnią – to oczywiście zapamiętałem je na całe życie. I właśnie teraz mi się przypomniały, bo tak w połowie drogi między dawną Jadłodajnią i dawną Restauracją, otwarto nowy bar mleczny. O jakże klasycznej nazwie: Ursynowski.

Menu jak dawniej? No nie, bo dawniej schabowego ani smażonych boczniaków w peerelowskim barze mlecznym nie serwowano. Reszta z grubsza nawiązuje do dobrze znanej polskiej tradycji. Nie spodziewajcie się tu oszałamiających doznań smakowych, no ale coś za coś. Cena za wspomnianego schabowego to 12 złotych i 20 groszy, więc zapiszmy ją tu na przyszłość i będziemy kiedyś rzewnie wspominać te czasy i te ceny.

Na razie jednak wracamy do tytułowego baru przy Wiolinowej. Chociaż nie do końca, bo próbując na siłę nawiązać do klasyki polskiej muzyki rockowej coś tu pozmieniałem. Bar mleczny z tymi moimi pierogami – jak już wiemy – był przy Pasażu Stokłosy, a na Wiolinowej restauracja pełną gębą. O ile w latach osiemdziesiątych w ogóle można było mieć pełną gębę. Zwłaszcza w stanie wojennym, bo właśnie wtedy – latem 1982 roku – otwarto pierwszą osiedlową restaurację. Miejsce było już z dawna przygotowane: skrzydło pawilonu handlowego – to samo, w którym mieścił się później Komfort a dziś outlet ze wszystkim. Czekało zaplecze kuchenne, przestronna sala i taras. Taki asfaltowy. Ograniczony betonowym murem, dzięki czemu dobrze wpisał się w osiedlowy brutalizm wielkiej płyty. A długo to tak wszystko czekało? Długo. Spójrzcie tylko na zdjęcie z tygodnika „Stolica”, który w sierpniu 1982 roku odwiedził nowy lokal. Widzicie ten zarośnięty chodnik? Kilka sezonów czekał, zanim stał się drogą do raju wygłodniałych konsumentów.

Raju? No nie wiem do końca. Zajrzyjmy do recenzji kulinarnej pióra reporterki „Stolicy”.
Weselnicy będą mogli wyjść zażyć świeżego powietrza na tym asfaltowym tarasie. Reporterka narzeka trochę, że nie udało się go zagospodarować wraz z otwarciem, ale ma nadzieję, że to będzie nadrobione. Otóż niestety nie. Nie zostało nadrobione, ale sam taras przetrwał do dziś i nawet ciepłymi nocami czasem miota się po nim Genius Loci. Placyk ze spękanym asfaltem otoczonym kruszejącym betonem, służy spragnionym konsumentom, o czym świadczą porozrzucane po kątach małpki.

Na koniec może jeszcze miejska legenda, która głosi, że w „Ursynowskiej” odbywały się też ostre wieczorne imprezy okraszone striptizem – ale to trochę niebezpiecznie zbliża nas do rzeczywistości rodem z serialu „Alternatywy 4”. Białe obrusy, lokal kat. II, stoliki w rządkach i nagle naga tancerka? Jakoś mi to się nie składa. Milky Bar to jednak bliższa rzeczywistość.

Jadłodajnię „Stokłosy” i Restaurację „Ursynowską” czekało niestety mocne zderzenie z nową rzeczywistością lat dziewięćdziesiątych. W efekcie żaden z tych lokali nie działał dłużej niż dziesięć lat. No ale życie nie znosi próżni. W bloku obok Wiolinowej działa dziś Ursynowski Bar Mleczny, a w pawilonie przy Stokłosach – niezastąpiony Bar Janusz, miejsce sąsiedzkich spotkań od lat. Striptizu tam nie ma, mocne doznania zapewniają jedynie ostre czeskie chipsy chrzanowe. Lub musztardowe. Musicie spróbować!











Łza się w oku kręci…
Chyba się tam wybiorę, bo to tylko jeden przystanek od Stokłosów 😉
Ja też
Ursynowski bar mleczny smakowo całkiem nieźle, ale szpitalna biel i oślepiające światło odstraszają