Synu, dziś będzie inaczej – rzekł ojciec. Nie jemy w domu. Zbieraj się, idziemy na obiad do baru. Baru mlecznego. – Jakiego baru – pomyślałem? W 1988 na Ursynowie Północnym jest jakiś bar? Ano jest. Nawet dwa. Jadłodajnia „Stokłosy” oraz coś na specjalne okazje: Restauracja „Ursynowska”. I co, poszliście? Poszliśmy. Do Jadłodajni. „Ursynowska” na zawsze została poza zasięgiem.

Jak było? Było świetnie. Pawilon przy budowanej wówczas stacji metra Ursynów – ale nie ten na zdjęciu z zespołem tańca ludowego, tylko ten po stronie osiedla Stokłosy. Pięterko – tam, gdzie straszy dziś pusty lokal po Top Markiecie. W środku skajowe krzesła na metalowych nogach, kwadratowe stoliki, jadłospis ograniczony do podstawowych pozycji. W Polsce 1988 roku raczej nie można było wybrzydzać. Wjechały więc klasyczne pierogi, a ponieważ były to pierwsze pierogi w restauracji – choćby nawet była tylko jadłodajnią – to oczywiście zapamiętałem je na całe życie. I właśnie teraz mi się przypomniały, bo tak w połowie drogi między dawną Jadłodajnią i dawną Restauracją, otwarto nowy bar mleczny. O jakże klasycznej nazwie: Ursynowski.

KEN 105. Niedaleko miejsca, gdzie rodziła się ursynowska gastronomia (Restauracja "Ursynowska") powstał bar mleczny. Ursynowski oczywiście. Fot. Maciej Mazur
Bar Mleczny po latach. 2025, fot. Maciej Mazur

Menu jak dawniej? No nie, bo dawniej schabowego ani smażonych boczniaków w peerelowskim barze mlecznym nie serwowano. Reszta z grubsza nawiązuje do dobrze znanej polskiej tradycji. Nie spodziewajcie się tu oszałamiających doznań smakowych, no ale coś za coś. Cena za wspomnianego schabowego to 12 złotych i 20 groszy, więc zapiszmy ją tu na przyszłość i będziemy kiedyś rzewnie wspominać te czasy i te ceny.

Schabowy 12,20, kompot 2 złote, pierogi z mięsem 13,80. Tak dla potomnych - ceny z Ursynowskiego Baru Mlecznego. Fot. Maciej Mazur
Schabowy raz? 12, 20 zł. 2025, fot. Maciej Mazur

Na razie jednak wracamy do tytułowego baru przy Wiolinowej. Chociaż nie do końca, bo próbując na siłę nawiązać do klasyki polskiej muzyki rockowej coś tu pozmieniałem. Bar mleczny z tymi moimi pierogami – jak już wiemy – był przy Pasażu Stokłosy, a na Wiolinowej restauracja pełną gębą. O ile w latach osiemdziesiątych w ogóle można było mieć pełną gębę. Zwłaszcza w stanie wojennym, bo właśnie wtedy – latem 1982 roku – otwarto pierwszą osiedlową restaurację. Miejsce było już z dawna przygotowane: skrzydło pawilonu handlowego – to samo, w którym mieścił się później Komfort a dziś outlet ze wszystkim. Czekało zaplecze kuchenne, przestronna sala i taras. Taki asfaltowy. Ograniczony betonowym murem, dzięki czemu dobrze wpisał się w osiedlowy brutalizm wielkiej płyty. A długo to tak wszystko czekało? Długo. Spójrzcie tylko na zdjęcie z tygodnika „Stolica”, który w sierpniu 1982 roku odwiedził nowy lokal. Widzicie ten zarośnięty chodnik? Kilka sezonów czekał, zanim stał się drogą do raju wygłodniałych konsumentów.

Może to nie "Sowa i Przyjaciele" i ośmiorniczek tu nie ma, ale wyboru też nie było. Restauracja "Ursynowska" była jedyną knajpą na osiedlu. "Stolica", sierpień 1982.
Zapraszamy na obiad! „Stolica”, sierpień 1982

Raju? No nie wiem do końca. Zajrzyjmy do recenzji kulinarnej pióra reporterki „Stolicy”.

Urządzona jest bez przepychu, skromnie i zachęcająco. 0bsługa sprawna i przyjemna. Dania są smaczne i urozmaicone. Białe obrusy na pewno sprawiają wrażenie ogólnej czystości, ale są monotonne i niepraktyczne. Jak przystało na restaurację kat. II ceny są przystępne. Najdroższa w jadłospisie była kaczka pieczona – 171 zł. Można tu także organizować przyjęcia okolicznościowe. Na sierpień zamówiono już trzy wesela.'Stolica', nr 29/1982

Weselnicy będą mogli wyjść zażyć świeżego powietrza na tym asfaltowym tarasie. Reporterka narzeka trochę, że nie udało się go zagospodarować wraz z otwarciem, ale ma nadzieję, że to będzie nadrobione. Otóż niestety nie. Nie zostało nadrobione, ale sam taras przetrwał do dziś i nawet ciepłymi nocami czasem miota się po nim Genius Loci. Placyk ze spękanym asfaltem otoczonym kruszejącym betonem, służy spragnionym konsumentom, o czym świadczą porozrzucane po kątach małpki.

Działająca jeszcze fontanna na Wiolinowej, a za nią Restauracja Ursynowska, którą widzimy także od kuchni. "Stolica", sierpień 1982.
Wodotrysk przed knajpą. „Stolica”, sierpień 1982

Na koniec może jeszcze miejska legenda, która głosi, że w „Ursynowskiej” odbywały się też ostre wieczorne imprezy okraszone striptizem – ale to trochę niebezpiecznie zbliża nas do rzeczywistości rodem z serialu „Alternatywy 4”. Białe obrusy, lokal kat. II, stoliki w rządkach i nagle naga tancerka? Jakoś mi to się nie składa. Milky Bar to jednak bliższa rzeczywistość.

Restauracja "Ursynowska" na Wiolinowej, a przed nią skarpa z kwietnym napisem "Jary". Podobny napis witał też na osiedlu Stokłosy. Zdjęcie: Andrzej Herfurt.
Restauracja Ursynowska w lecie 1982. Fot. Andrzej Herfurt

Jadłodajnię „Stokłosy” i Restaurację „Ursynowską” czekało niestety mocne zderzenie z nową rzeczywistością lat dziewięćdziesiątych. W efekcie żaden z tych lokali nie działał dłużej niż dziesięć lat. No ale życie nie znosi próżni. W bloku obok Wiolinowej działa dziś Ursynowski Bar Mleczny, a w pawilonie przy Stokłosach – niezastąpiony Bar Janusz, miejsce sąsiedzkich spotkań od lat. Striptizu tam nie ma, mocne doznania zapewniają jedynie ostre czeskie chipsy chrzanowe. Lub musztardowe. Musicie spróbować!

Bar "Janusz" w pawilonie przy Pasażu Stokłosy i chwila wieczornej zadumy nad piwem bezalkoholowym. Fot. Maciej Mazur
Wieczorem u Janusza. 2025, fot. Maciej Mazur
Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

4 KOMENTARZE

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?