Na przystanek z tabliczką „Ursynów” podjeżdża Ikarus linii 146. Przystanek jest co prawda w Zgorzelcu, 146 od zawsze jeździ do Falenicy, no ale sami wiecie. Jest prawda czasów, o których mówimy i prawda ekranu. Korzystając z popularności tej ostatniej, ja bym zabrał was jednak tym Ikarusem na wycieczkę po prawdzie czasów, czyli na Ursynów z roku 1993. W tym właśnie roku dzieje się bowiem akcja serialu „Heweliusz”.
Dokumentaliści robiący research i scenograf „Heweliusza” zrobili dobrą robotę – co potwierdzi chyba każdy, kto oglądał serial. Z ekranu bije utrzymana w kolorystyce Blue Monday Polska z czasu rządów Hanny Suchockiej. Sami spójrzcie. Jest przystanek z wiatą typu „Ł”, jest czerwony Ikarus, jest betonowy kosz. No i metalowe latarnie, ale załóżmy, że to mała wpadeczka. Prawda ekranu. Zbliżenie na słupek przystankowy pokaże nam, że na filmowy Ursynów (ten w prawdziwym Zgorzelcu) jeżdżą nawet dwie właściwe linie: 503 i 604, chociaż w przypadku tej drugiej – nocnej – tabliczka powinna być raczej granatowa. Skoro więc dwa numery są trafione, to skąd nagle ten 146? No nieważne. Kończymy narzekanie, przechodzimy do rzeczywistości roku 1993.

Patrzcie, nawet Ikarus taki sam. I latarnie jednak betonowe. Blue Monday ustąpił porządnej tonacji FujiColor C200. Jesteśmy we właściwych latach dziewięćdziesiątych, wysiedliśmy na pętli Ursynów Południowy. Autobus 182 zawiózłby nas stąd na osiedle Ostrobramska, jadąc Nowoursynowską, Wałbrzyską, Puławską i objazdem Alei Niepodległości, gdzie wciąż trwa budowa metra. My jednak nigdzie się nie wybieramy. Zostaniemy tu, podziwiając wyblakłą, zielono-szarą tonację bloków przy ulicy Hawajskiej.

Akcja serialu Netfliksa dzieje się zimą 1993 roku, więc i u nas przydałoby się trochę śniegu. Proszę bardzo, jest i śnieg. Przed domami przy ulicy Polaka. Może jeszcze tak paskudnie nie topnieje, jak w filmie, ale zaraz zacznie. Zacznie topnieć niczym poparcie dla solidarnościowych rządów. Dygresja polityczno-historyczna podpowie nam bowiem, że w 1993 roku upada rząd Hanny Suchockiej, prezydent Wałęsa rozwiązuje Sejm pierwszej kadencji i rozpisuje wybory – na co zacierają ręce pogrobowcy PZPR cieszący się, że tak łatwo i szybko, po zaledwie czterech latach pauzy, zaraz wrócą do władzy. I tak właśnie będzie, ale to dopiero jesienią.

Zmarzliśmy trochę, więc zapraszam was do wnętrza. Do mnie, do domu. Mieszkałem wtedy na piątym piętrze bloku przy Koncertowej i taki miałem właśnie pokój. Jeszcze nie przeszedł transformacji z ery dziecięcej w młodzieżową nowoczesność lat ’90, chociaż są już pewne zapowiedzi zmian. Na ścianie wciąż boazeria położona w 1980, ale na biurku już komputer PC AT 286, który zastąpił Atari. Muzyki wciąż jednak słuchamy z radiomagnetofonu Kasprzak. Na parapecie możemy powąchać nieśmiertelne geranium, za oknem widok na szkołę numer 309. Który z tych przedmiotów też mieliście w pokoju? Stawiam w ciemno, że geranium i Kasprzaka.

Skoro Kasprzak taki zwykły, to czym by tu zaszpanować? Ja wam powiem, czym. Złotym Polonezem Caro! W 1992 roku nasi piłkarze dostali po takim właśnie złotym Poldku za dojście do finału turnieju olimpijskiego. Ba. Jeszcze kilkanaście lat później identycznym złotym Caro jeździł sam Mariusz Błaszczak. Tak przynajmniej pisała prasa, a Błaszczak nie dementował – czyli jednak coś w nim jest, nie tylko zamiłowanie do garnituru. Limuzyna ze zdjęcia poniżej nie należy jednak do ministra z Legionowa, tylko do naszego ursynowskiego sąsiada. Zaparkowała na żwirku wysypanym przed kościołem Wniebowstąpienia, a okazją do dumnego zapozowania do zdjęcia jest oczywiście Pierwsza Komunia.

Zaczęliśmy od serialowej katastrofy Heweliusza, na koniec więc też katastrofa, ale już życiowa. I mocno zapomniana. Ostatnia katastrofa samolotu pasażerskiego w Warszawie. 14 września 1993 roku Airbus 320 Lufthansy lecący z Frankfurtu do Warszawy podchodził do lądowania na Okęciu. Warunki były bardzo trudne. Wiał wiatr, padał deszcz. Samolot nierówno przyziemiał. Dotknął pasa tylko jednym kołem, wystąpił jeszcze aquaplaning, w efekcie system hamowania włączył się dopiero po 9 sekundach. Dziewięciu sekundach, które zadecydowały o losie załogi i pasażerów.

Maszyna nie wyhamowała przed końcem pasa, uderzyła w wał ziemny i skosiła anteny za pasem od strony Ursynowa. Wybuchł pożar. Dwie osoby zginęły – pasażer i członek załogi. Ponad pięćdziesiąt było rannych. Publikowane tu zdjęcia pochodzą z archiwum Radosława Szewczyka, który zrobił je trzy dni po katastrofie. O niej jednak nikt serialu nie nakręcił.










W moim pokoju na Koncertowej 7 też było geranium. Kasprzaka niestety nie miałem a w 1993 wciąż grałem na C64. Peceta kupiłem chyba dopiero na studiach za stypendium naukowe. A okna miałem na basen SP309.
Geranium oczywiście na parapecie było i u mnie, w tym czasie Atari 65xe miałem nadal, Koncertowa 10 i widok z okna na sklep spożywczy i nie wiem czy w tym czasie już w remoncie budynek do dziś bez szans na wynajęcie komukolwiek ponieważ wspaniała spółdzielnia stoklosy działa zupełnie jak czasach słusznie minionych
Kapitalny tekst 🙂 ja niestety w 93 miałem ledwie 4 lata i niewiele z tego czasu pamiętam, poza tym że mieszkałem wtedy przy ul. Pięciolini – w pierwszym z kilku moich ursynowskich mieszkań.