Super Supreme za prawie 30 złotych. Dziś to taniocha, ale ulotka Pizzy Hut z końca lat dziewięćdziesiątych przypomina nam, że był to wówczas ekskluzywny lokal. Kelnerzy, wykładziny, bar sałatkowy, miękkie loże do siedzenia. Zupełnie jak w Ameryce – tyle, że na Dereniowej.
Wspomnienia o smaku pizzy Europejskiej przywołała ulotka nadesłana przez Radka Szewczyka. Pizza na grubym cieście, podawana w metalowym naczyniu, gruba, z potężną dawką sera i ociekająca tłuszczem. Kardiolog padł na zawał, gdy zobaczył ten cud kuchni włosko-amerykańskiej, a szkoda – bo jeszcze w meny jest Serowa Uczta. No i Super Supreme, pizza ze wszystkim. Kosztuje prawie 30 złotych, co wówczas było ceną naprawdę wysoką. Pod koniec lat ’90 w osiedlowych pizzeriach cena najprostszej Margherity oscylowała wokół 8-9 złotych. W Pizzy Hut za Margheritę trzeba było zapłacić dwa razy tyle. Dlaczego? Cena luksusu!

Wchodząc do Polski w latach ’90 Pizza Hut umieściła się w segmencie restauracji, które oglądaliśmy tylko w „Cudownych Latach” lub „Beverly Hills”. Przychodzisz do lokalu, za drzwiami stajesz, musisz poczekać na obsługę. Uśmiechnięta kelnerka prowadzi po mięciutkiej wykładzinie do loży. Może przystawkę? Pieczywo czosnkowe? Bar sałatkowy, gdzie można nakładać do woli? A co powiecie na klasycznego Colesława? Danie główne to pizza na grubym, tłustym cieście, czy może zapiekanka makaronowa? Hawajską poproszę. Nie ma to jak kawał ciasta z szynką, grubym serem i ananasem. Ameryka pełną gębą, bo do picia jeszcze oczywiście big łyk coli. Jeżeli po tej bombie jeszcze coś zmieścicie, to na deser polecają ciasto francuskie albo lody. Moim zdaniem lody. I na koniec najmniej przyjemna część wizyty w Pizzy Hut: rachunek. Dwie duże pizze, napoje, desery – będzie pewnie z 80 złotych, co w epoce premiera Buzka było kupą forsy. Jak podaje ZUS, średnia miesięczna pensja w 1998 roku wynosiła 1239 złotych.

Jeszcze słówko wyjaśnienia – nadchodzące wybory, do których nawiązuje ulotka z 1998 roku, to wybory samorządowe. Odbyły się 11 października. A skoro już jesteśmy przy jesieni, to czas pomyśleć o jakiejś imprezie na Andrzejki. Radek Szewczyk przysyła nam zaproszenie ze swojego archiwum. Zabawa andrzejkowa w lokalu Maassiff w pawilonie przy Teligi. Wróżby, magia i nie tylko – tylko co to ten Maassiff?

Lokalna społeczność osiedla Na Skraju być może go pamięta, ja kompletnie nie kojarzę. W archiwum sieciowym znalazłem tylko jeden ślad, wpis na forum kibiców Legii z końca sierpnia 2003 roku:
Pub „Massiff” – ul. Teligi 5 (Ursynów).
Fajny pub, dyskoteka, dobre piwo oraz drinki, przy tym można obejrzeć sobie mecze Legii na telebimie lub na dwóch telewizorach
Ceny: piwo 0,5 L. – 6.50 zł , drinki – od 9 zł
Dobre ceny, telebim, dyskoteka? Lecimy. Najpierw jednak coś przekąsimy – oczywiście w Pizzy Hut.










Daremnie szukać dziś takich pizzerii. Wszędzie olewają gościa, dostawa trwa bardzo długo, a wielkość porcji jest taka, że nie najadłby się nimi nawet chomik. Szkoda…
Złote czasy tych nowoczesnych pizzerii.ah łezka w oku się pojawiła.