Kury nie mają koguta? No nie, ja tam co najmniej jednego koguta widzę, chociaż nie jestem specjalistą od drobiu. Czego jednak nie widzimy? Nie widzimy niczego poza tym kurnikiem, gdy tak patrzymy wiosną 1983 roku ze szczytu skarpy w kierunku Wilanowa. Ciekawe, czy wtedy ktoś myślał, że za czterdzieści lat będzie tam ogromne osiedle, kawałek miasta, a właściwie: miasteczko? Miasteczko Wilanów oczywiście.
Rozbiegły się nam kurki i dziobią sobie w tej lekko jeszcze zmrożonej ziemi. Zima przełomu 1982/83 nie była zbyt ostra, średnia temperatura – jak podaje serwis Varsoviaklimat – wyniosła 0,6 stopnia. Śniegi już spłynęły, w powietrzu czuć może nawet pierwsze zapowiedzi nadchodzącej wiosny. Stoimy sobie z Andrzejem Kubikiem na szczycie skarpy i podziwiamy krajobraz. Piękne, ogromne, lekko porośnięte krzakami pole, ciągnące się aż do Przyczółkowej. Widzimy charakterystyczne domki jednorodzinne niedaleko pałacu i kościół Świętej Anny. A między nami drepczą te kurki. Zejdźmy na chwilę na dół.

Między skibami zaoranej ziemi leżą jeszcze resztki śniegu. Czyje to pola? Spójrzcie wyżej. Na koronie skarpy chałupa obok chałupy. To przecież Wolica, ostatni fragment zwartej wiejskiej zabudowy sąsiadującej z blokami Ursynowa. Te ostatnie wystają już ponad dachami gospodarstw i patrzą z wyższością, jakby chciały powiedzieć: czekajcie, chałupy, przyjdzie wasz czas. Też będziecie miastem. Ale to jeszcze nie teraz. Teraz wrócimy na górę. Wspinaczka po skarpie rozgrzeje nas trochę w ten chłodny dzień.

Na ulicy Kokosowej jakaś inwazja z NRD. Dwa Wartburgi. Ten niebieski ma nawet stare tablice rejestracyjne wzoru sprzed reformy administracyjnej w 1976 roku. Jeżeli oba pojazdy naraz odpalą – o ile w tej pogodzie odpalą – to będzie siwy dym, prawda? Co do tego wszyscy się zgodzą. Wyziewy dwusuwów niech więc sobie wącha Erich Honecker, a my wracamy na miejsce startu. Mamy lepszy wehikuł. Wehikuł czasu.

I znów jesteśmy w tym samym miejscu, nawet o podobnej porze – ale to już rok 1986. W zadumie popatrzmy jeszcze raz na te pola. A gdzie kury? No cóż. Piejo, kury, piejo. Grzegorz Ciechowski napisze ten przebój za dziesięć lat, gdy Wolica będzie już powoli, acz nieubłaganie traciła swój wiejski charakter. Do zobaczenia w przyszłości!










Chyba nawet wiem, czyje to mogą być kury. 🙂