Napad na pocztę na Zamiany, bomba w bloku na Hirszfelda i Polonez skradziony „na wydrę”. Witajcie w dzikich latach dziewięćdziesiątych. Taki krótki kolaż z rubryki kryminalnej w „Życiu Warszawy” i „Gazecie Stołecznej”.
Styczeń 1994. Premierem jest Waldemar Pawlak, prezydentem Lech Wałęsa, a Polacy są milionerami. Pensje odbierają bowiem w milionach, a każdy taki milion to dzisiejsze 100 złotych. Dwóch typów przedstawionych wyżej też zapragnęło milionów, ale na skróty. Wpadli z bronią na pocztę przy Zamiany. Sterroryzowali pracowników i ukradli sto milionów. To tyle, ile Wałęsa obiecywał w kampanii prezydenckiej 1990 roku. Nie wiemy niestety, czy dzielni policjanci tych bandytów złapali. W latach dziewięćdziesiątych ze skutecznością organów ścigania to akurat bywało różnie.
Na plus więc należy policji zaliczyć rozbrojenie bomby znalezionej na balkonie bloku przy ulicy Hirszfelda 6. Lokator znalazł tam pakunek i już miał go machnąć do śmieci złorzecząc, że ktoś mu odpadki podrzucił – ale się zdziwił, że coś cyka. I słusznie się zdziwił, bo na balkonie miał bombę. W latach dziewięćdziesiątych to normalka, ledwie wzmianka w kronice kryminalnej.
I jeszcze ten polonez. Kwintesencja epoki. W biały dzień przychodzisz do swojego auta, a w środku widzisz dwóch młodych ludzi. Co wy tu robicie? Kradniemy twojego poloneza. I nie mieszaj się, bo patrz – mamy broń! Faktycznie, na takie dictum zawsze trzeba odstąpić. Odjeżdżają więc tym polonezem, a okradziony wzywa pomocy. Ktoś się ruszył? Skądże. To przecież 1993 rok. Lipiec dokładnie. Premierem akurat jest Hanna Suchocka.
PS. Tego skoku na pocztę na Zamiany oczywiście nie mylimy z najsłynniejszym napadem na ulicy Zamiany. Napadem gangu Rympałka na ZOZ. Tę historię opisuję tutaj.










Chyba zapomniałeś o bombie w samochodzie na ul. Indiry Ghandi w 1995 roku
Tu jest: https://ursynow.org.pl/bomba-na-gandhi/