Zastava za Zastavą, za Zastavą Fiat, za Fiatem Zastava. Gwiazdy socjalistycznej motoryzacji grzecznie stoją i czekają na przyjęcie do Polmozbytu na Stegnach. Bo z Polmozbytem to zawsze trzeba grzecznie, ta firma to samochodowy Zeus i Hermes w jednym. Żadnego nie chcesz rozgniewać, gdy od jednego widzimisię zależy, czy przez kilka lat będziesz zadowolony, czy przeklinający ten dzień i bezduszny Polmozbyt?

Na początek wyjaśnienie dla młodszego pokolenia. W Polsce Ludowej samochód za gotówkę kupić można było tylko na dwa sposoby: w Peweksie za dolary albo na giełdzie za złotówki, ale w kwotach astronomicznych. A salony? Dealerzy? Rolę salonów samochodowych odgrywała firma Polmozbyt, ale znów – to wszystko było na opak. W salonie to nie dealer kusił klienta, ale klient kusił dealera. Zgodnie bowiem ze swoją nazwą, Polmozbyt ze zbytem oferowanych towarów problemu nie miał. Fiaty, Skody, Polonezy, Dacie, Wartburgi i inne wyroby przemysłu motoryzacyjnego krajów RWPG szły jak woda. Popyt dramatycznie przewyższał podaż, a więc trzeba było sprzedaż maksymalnie utrudnić. Sprawdzały się dwa rozwiązania. Pierwsze stosowano przy sprzedaży Polskiego Fiata 126p.

Znowu napadało śniegu, na szczęście dziś nieco mniej. Odśnieżanie malucha na parkingu przy Pięciolinii, za ulicą Romera widoczne bloki przy Cybisa. Fot. Karol B. Janowski
Skrobanie i odśnieżanie drogocennego Fiacika. 1979, fot. Karol B. Janowski

Wymyślono system przedpłatowy, czyli znów – odwrotność dzisiejszego leasingu. Dziś bowiem najpierw odbierasz auto, a potem spłacasz raty, a wówczas najpierw trzeba było spłacać raty, a potem czekać na szczęśliwy los. Osoby, które na przykład w 1981 roku dały się skusić zapewnieniom, że przedpłaty to prosta i krótka droga do własnego auta, przy bardzo dużym szczęściu swojego Malucha odbierały po roku, przy szczęściu średnim – około roku 1988, a jeżeli miały pecha – nie odebrały w ogóle i dopiero w XXI wieku mogły się doczekać rekompensaty w wysokości ok. 20 tysięcy złotych. Ale jak to? Ano tak to. Maluchy przydzielano na zasadzie losowania. Taki Moto-Lotek. Zebrano przedpłaty od 1,5 miliona osób. Na ich realizację przeznaczano jednak tylko 150 tys. samochodów rocznie. Co miesiąc losowano wiec jakąś minimalną pulę wozów. Kto nie miał farta, nie miał też Fiata.

Jak księżniczka nie ma akurat własnego lusterka, może zerknąć w to od malucha. Też prawdę powie. W lusterko Fiata na parkingu przy Dereniowej 5 zagląda Ewa a w kolejce do zwierciadła czeka już Agata.
Jaki piękny maluch! Fot. Adam Talaga

To było rozwiązanie pierwsze, ogólnodostępne. Drugi system korzystania z dobrodziejstw Polmozbytu wymagał najczęściej znajomości z kimś na stanowisku, kto był w stanie załatwić zielony papierek z napisem „Asygnata” – był to imienny przydział nowiutkiego auta produkcji polskiej lub kraju socjalistycznego. Potem już wystarczyło zapłacić i odebrać w wyznaczonym salonie Polmozbytu, który akurat dysponował przydzielonym autem. Dacię odbieramy z Kielc, Ładę z Białegostoku a Fiata – z Warszawy. A wyposażenie, kolor, tapicerka? Proszę pana, to nie salon Forda! Tu się bierze, co jest, a nie narzeka! I tu warto było mieć zaprzyjaźnionego pracownika salonu, tudzież szybko się z nim zaprzyjaźnić za pomocą jakiegoś miłego gestu – wtedy mogło się okazać, że jednak jest jakiś wybór. Na przykład między autem sprawnym a nowiutkim, fabrycznym złomem.

Dacia 1310p, produkt rumuński, zastygły w pozie pomnikowej przy Surowieckiego. W jedną z dziur pod zderzakiem wpychało się korbę i auto zapalało. Poważnie! Zdjęcie: Paweł Starewicz.
Dacia wywyższona. 2007, fot. Paweł Starewicz

No dobrze – Dacia z Kielc, ale co to ma wspólnego z Warszawą, a już zwłaszcza z Ursynowem? No coś tam ma. Chociaż najbliższy Polmozbyt z prawdziwego zdarzenia mieścił się na rogu Sikorskiego i Sobieskiego (to właśnie do niego czeka kolejka Zastaw na zdjęciu tytułowym), no więc chociaż ten najbliższy charakterystyczny granatowy neon świecił na Stegnach, to i na Ursynowie mały Polmozbycik się znalazł. Już po demontażu systemu, a wraz z nim po demontażu samego przedsiębiorstwa państwowego Polmozbyt i prywatyzacji, koło Megasamu w blokach przy Surowieckiego umieścił się Polmozbyt prywatny.

Osiedle domków jednorodzinnych przy SGGW na tyłach Nowoursynowskiej. Goście na Wielkanoc zajechali Wartburgiem, ale już z zachodnim silnikiem Golfa. Nadesłała Julia Dziubecka.
Wart Golf Zachodu. 1996, arch. Julii Dziubeckiej

Nie sprzedawał już może nowiutkich Wartburgów – bo i Wartburgów nikt już nie produkował, ale części do nich wciąż były potrzebne, Polmozbyt w prywatnych rękach przez dobrych kilka lat oferował więc części do samochodów socjalistycznych producentów. Znając jakość tych aut, przez tych kilka lat na obrót nie mógł narzekać – po czym nadszedł ten nieunikniony moment, gdy większość produktów myśli podkomendnych Honeckera i Ceausescu ząb czasu naruszył i skruszył, co skończyło zbyt dla towarów Polmozbytu. A co mają robić ci, którzy wciąż są w posiadaniu pięknej Zastawy albo Dużego Fiata?

Blok przy Surowieckiego 8 a przed nim piękny Duży Fiat, co przypomina nam, że w tym domu przez lata mieścił się Polmozbyt. Fot. Maciej Mazur.
Dawny polmozbyt na Surowieckiego. 2008, fot. Maciej Mazur

Wolny rynek nie znosi próżni. Zdradzę wam sekret. Pasaż Ursynowski 7. Od lat działa tam sklep firmy Mot-Pol, oferujący części do modeli, które królowały kiedyś w Polmozbytach. I nie trzeba nawet mieć znajomości, asygnaty również nie wymagają.

Zdjęcie tytułowe: Grażyna Rutowska, zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?