Jak skolonizować Księżyc? Najpierw trzeba zbudować zaplecze. Zadbać o zaopatrzenie w żywność, zabezpieczenie medyczne, łączność i komunikację z Ziemią. Moduły mieszkalne należy sprawdzić pod kątem usterek i dopiero można wysłać pierwszy statek. A gdyby tak odwrotnie? Zacząć do statku, a z całą resztą jakoś to będzie? Precedens już jest.

Jaki precedens? Tak kolonizowano Ursynów pod koniec epoki Gierka. Krajobraz osiedla też przypominał Księżyc. Góry, doły, wykroty, dziury, wszechobecny pył. Zaopatrzenie w żywność? Był jeden sklep i to nie w nowoczesnym pawilonie, ale w ocalonej jedynej przedwojennej kamienicy.

Rok 1976. Czerwoniak przy Barwnej róg ówczesnej Olsztyńskiej. Po lewej zaplecze budowy osiedla Jary. Zdjęcie ze zbiorów rodziny Pytko.
Czerwoniak, czyli przedwojenna kamienica i jedyny sklep. 1976, arch. Rodziny Pytko

Zabezpieczenie medyczne? Najbliższa przychodnia jest na Służewcu, ale nie ma tam jak dojechać, bo szwankuje komunikacja. Jedyny autobus linii 192 dowozi tylko z tymczasowej pętli przy ulicy Puszczyka na Dworzec Południowy. Wspomaga go linia 192-bis. Też na Dworzec Południowy, ale z przystanku między Koncertową i Końskim Jarem.

Jelcz 192 bis skręca z Alei KEN na tymczasową pętlę nad dzisiejszą stacją Ursynów. W tle blok Koncertowa 3/5. Kadr z teledysku "Kolęda nowoprojektowana" (1977).
Autobus linii 192 bis wjeżdża na pętlę między Koncertową i Końskim Jarem

Poruszanie się po krajobrazie Księżyca wymagać będzie od przyszłych kolonistów ostrożności, pokryta pyłem powierzchnia satelity kryje w sobie różne niebezpieczeństwa. Powierzchnia kolonizowanego Ursynowa pyłem pokryta była tylko podczas letnich upałów. Wiosną i jesienią dominującym elementem krajobrazu było błoto. Też zdradliwe.

Rok 1976, obrazek klasyczny. Ciężarówka przedziera się przez zamarznięte błoto na budowie osiedla Jary. Fot.: Włodzimierz Witaszewski.
Star w krajobrazie Ursynowa przełomu 1976/77. Fot. Włodzimierz Witaszewski

– Jakaż była moja radość, gdy w lutym 1977 roku urzędnicy spółdzielni wskazali mi do wyboru mieszkania na Ursynowie – wspomina Krystyna Pluta w książce „Jesteśmy z Ursynowa”. – Następnego dnia, uradowana, że wreszcie będziemy z rodziną na swoim, udałam się taksówką na Ursynów. O czterech pokoleń Grochowianka i nigdy nie byłam w Lesie Kabackim, toteż Ursynów wydawał mi się trochę na końcu świata. Pogoda tego dnia była marna, przez kilka ostatnich dni padało. Kierowca taxi zatrzymał się: „dalej nie jadę!” – powiedział. Trudno, susem sarenki wyskoczyłam z auta i po łydki wpadłam w błoto. Glina przelała mi się przez botki i unieruchomiła mnie. Pan taksówkarz zaklął po warszawsku, wyciągnął mnie z zasadzki i kazał zapłacić za kurs. Powiedział, że czekać nie będzie, przecież i tak z takim błotem nie wpuści mnie do auta – kończy opowieść pani Krystyna.  

W kontenerze na podwórku nie zmieściło się już pudło po telewizorze Neptun 311. Fot. Włodzimierz Witaszewski
Podwórko na os. Jary. 1978, fot. Włodzimierz Witaszewski

Kolejnym elementem koniecznym w życiu kosmicznych kolonistów jest łączność. Bez łączności ani rusz. Jak składać raporty? Zamówienia? Jak w razie czego wezwać pomoc? Ursynowscy pionierzy też stanęli przed tym problemem. O własnym telefonie w mieszkaniu zapomnij, na razie nie podłączono jeszcze żadnej centrali. Na całym osiedlu wiosną 1978 roku jest 5 telefonów publicznych na klatkach schodowych plus jeden w dyrekcji osiedla, jeden w sklepie na Końskim Jarze i jeden na milicji – ale tam to raczej rozmowa kontrolowana.

Automat przy Domu Rodzinnym na Końskim Jarze. Popołudnie (sądząc po słońcu), świetna pora na rozmowę. Cudowne LOVE wydrapane na ścianie. Fot. Włodzimierz Pniewski, garnek.pl/zdyrma
Automat telefoniczny w pawilonie przy Końskim Jarze. 1981, fot. Włodzimierz Pniewski

Dzielni kolonizatorzy Księżyca będą musieli na pewno borykać się z różnego rodzaju awariami. Wysiądzie generator, zabraknie prądu, pęknie rura, coś się rozhermetyzuje. Poza tym ostatnim doświadczeniem, reszta była też udziałem pionierów z Ursynowa. Odpadające tapety, dziury w ścianach, byle jak położona wykładzina. Kuchenka gazowa tak umiejscowiona, że wszyscy lokatorzy zamawiają fachowców, aby ją przestawić – bo nijak nie idzie wcisnąć szafek ani lodówki. Spłuczka od WC podłączona przez przypadek pod pion z gorącą wodą. Na wszystko to trzeba było znaleźć jakiś sposób. U nas Houston, we have a problem nie dawało żadnego odzewu – w tej przestrzeni byliśmy skazani na swoją pomysłowość i umiejętności.

Jak jest zima, to musi być zimno? Ależ skąd! Wystarczy zastosować nagrzewnicę i od razu całe przemarznięcie i wilgoć się wykurzy, a na wiosnę będziesz Pan zadowolony! Gdzieś na osiedlu Stokłosy, fot. Włodzimierz Witaszewski.
Mieszkanie zalane podczas budowy? Żaden problem, wstawi się nagrzewnicę. 1978, fot. Włodzimierz Witaszewski

W jednym władze planujące ursynowską kolonizację z pewnością wyprzedzą menedżerów od misji kosmicznej. Na południu Warszawy mogło nie być łączności, przychodni, sklepów – ale za to była kultura przez duże K. Równolegle z otwarciem pierwszej przychodni latem 1977 roku na osiedle sprowadzono artystów, aby dziełem swych uzdolnionych rąk ozdobili to błocko przepięknymi rzeźbami.

Chłopiec na koniu pod Kopą Cwila. Po lewej widoczna drewniana estrada, na której występowali czołowi polscy artyści. Fot. Andrzej Herfurt
Jeździec na koniu, owoc pleneru rzeźbiarskiego w 1977 roku. Fot. Andrzej Herfurt

Mogę tak wyliczać jeszcze długo, ale zrobię pauzę i w tym miejscu zaproszę Państwa na wtorek, 24 marca, na godzinę 18 do Klubokawiarni KEN 54. Tam opowiem znacznie dłużej o tym, jak wyglądała kolonizacja Ursynowa i jak bardzo miejscami przypominała problemy z Księżyca. Do zobaczenia!

Zdjęcie tytułowe z archiwum Antoniego Krzyżewskiego.

Maciej Mazur
Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

5 KOMENTARZE

  1. W budynku gdzie był telefon na Końskim Jarze była pralnia Nie pamiętam co było tam jeszcze Chyba była też kiedyś księgarnia Błoto pamiętam , jak się sprowadziliśmy po desce do bloku się szło To były czasy 🙂

  2. Czy mogę zwrócić uwagę co do fotografii czarno- białej z Postacią i automatem telefonicznym,może mylę się, ale to nie jest przy Końskim Jarze tylko dokladnie przy ul. Wiolinowa 6. Znam ten prześwit miedzy budynkami, od urodzenia’76,bo tamtedy dreptałam,z lewej sklep spożywczy z prawej gdzie automat byla później przychodnia oraz poczta. A co najważniejsze na końcu tego przejscia- widać ścianę zieleni, czyli trawę na górce, tych górek bylo kilka wzdłuż ulicy Wiolinowej z ktorych zimą zjezdzało się na sankach a w tleza ta sciana zieleni rysyje sie dokladny widok budynków Stokłosy ten widok mialam codziennie z okien. Natomiast przy Końskim Jarze był/jest identyczny prześwit z ta różnicą ze na jego końcu patrząc w kierunku ul. Koncertowej nie bylo wtedy ściany zieleni i takich góreki tylko pusta przestrzeń ,potem parkingi. Czy się mylę? Ponieważ wtedy na Ursynowie wszystko było wręcz identyczne.
    Z pozdrowieniami Ursynowianka od ’77 roku.

    • To prawda, wiele rzeczy było identycznych. Pawilony przy Wiolinowej 6 i Końskim Jarze 6 też były niemal identyczne. Ten akurat jest przy Końskim Jarze, w tle za górką mamy blok przy Koncertowej 7. W pawilonie przy Wiolinowej w prześwicie było jeszcze odróżniające go od bliźniaka przy KJ6 wystające boczne wejście do pralni Alba. Co ciekawe, nadal tam jest – dziś jako boczne wejście do szkoły podstawowej.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?