Minus 12 za oknem i narzekamy? W 1987 o tej samej porze było -30,7 stopnia. Historyczny rekord Warszawy. Zima z początków 1987 była ostrzejsza, niż słynna Zima Stulecia z 1979. Tylko jakoś mniej o niej pamiętamy. Więc może do ciepłej herbatki – takie chłodne wspomnienie z czasów dzieciństwa.
W Parczewie zanotowano -32 stopnie – poinformował Dziennik Telewizyjny z 11 stycznia 1987. Polska walczy z atakiem zimy, ZOMOwcy skuwają zamrożoną ulicę Kasprzaka, pod którą pękła rura, a na domiar złego spalił się kawał Dworca Gdańskiego. Dziś żółty pasek w telewizji goniłby żółty pasek, a wtedy? O ówczesnej telewizji powiemy na koniec, najpierw chodźmy się ogrzać. Pod Kopą Cwila rozpalono ognisko.

Imprezę z ogniskiem na osiedlu Jary zorganizowano zapewne, gdy mróz trochę zelżał. Przy minus piętnastu mama nie puszczała jednak na sanki. Tylko najwięksi twardziele decydowali się na zimowe podejście na ursynowskie K2, czyli Kopę Cwila. Widoki ze szczytu wynagradzały jednak trudy wspinaczki. Patrzcie, jaki krajobraz! Nawet ściana bloku przy Nutki 1 od tego mrozu zbielała. No, nie. Żart. Zawsze była biała. Zapewne kiedy budowano dom, na składzie zabrakło klasycznych szarych, kamyczkowych płyt szczecińskich, więc zastosowano takie białe i gładkie. Tę tajemnicę skrywa dziś gruba warstwa ocieplenia i pastelowy tynk.

To co, zjeżdżamy? Zjeżdżamy, ale nie na tę stronę. Wybierzemy północy stok. Tam kręta, lodowa rynna toru saneczkowego zapewnia osiedlowym bobsleistom naprawdę mocne wrażenia. Przy takim mrozie jest idealnie wyślizgana, nie umożliwia hamowania i cudownie wyrzuca w górę na samym końcu trasy. Trzymajcie się mocno!

A kiedy znudzą się sanki, skoczymy na łyżwy. Przy takich mrozach naturalne lodowiska tworzą się wszędzie tam, gdzie pękła rura i wybiła wodę, a te sztuczne – tam, gdzie miły pan gospodarz wylał z hydrantu trochę wody na osiedlowy trawnik. Na zdjęciu poniżej lodowa tafla przy budowanej stacji metra Natolin. Po latach trudno ocenić jej pochodzenie – sztuczna czy naturalna?

I tylko dorośli niezbyt się z tej zimy cieszyli. Walka ze śniegiem, ślizgawica, te pękające rury, ogólnie – było źle, chociaż nie aż tak katastrofalnie jak w 1979. Telewizja przyjechała przed Megasam i patrzcie, jak od razu praca wre. Pan z szuflą dzielnie odkuwa i odśnieża schody, aby klienci nie poślizgnęli się w drodze do kolejki po mięso.

Na koniec kompilacja danych pogodowych na podstawie IMGW i VarsoviaKlimat. Średnia temperatura stycznia wyniosła w 1987 roku -12,3 stopnia. Średnia! Najwyższa pokrywa śnieżna: 34 cm (25.01). Liczba dni z pokrywą śnieżną (min. 1 cm): 77. W sezonie 1986/1987 pierwsza pokrywa śniegu (min. 1 cm) była 12 grudnia, ostatnia: 19 marca. No i ten rekord: -30,7 stopnia z 11 stycznia. Jak żyć? Obejrzyjmy sobie Dziennik Telewizyjny z 11 stycznia. I prognozę pogody na najbliższą noc. Hu-hu-ha!
Zdjęcie tytułowe: Adam Myśliński










Bardzo dobrze pamiętam tę zimę, w styczniu 1987 stałam na przystanku przy Wawelskiej i czekałam na autobus, oczywiście wszystkie Berliety zamarzly nieprzystosowane do takich zim więc nic nie przyjeżdzało, w końcu po godzinie czekania, ruszyłam do domu na piechotę. Mimo ze miałam rękawiczki trochę odmroziłam sobie wtedy ręce. Także było to trochę dziwne że w środku Warszawy można odmrozić sobie ręce jak byśmy byli na jakiejś zsyłce. Co ciekawe ogrzewanie centralne w domu też nie działało, a w blokach na Białobrzeskiej nie było też światła. Zadziwiające, że komuna utrzymała się przy władzy jeszcze przez 2,5 roku. Wtedy trzymała się jeszcze bardzo mocno. Kat
A pamięta Pan wyciąg na Kopie Cwila? Taki typu wyrwirączka. Nigdy nie widziałem go w ruchu aż wreszcie po paru latach go rozebrano.
Oczywiście, nawet poświęciłem mu kilka lat temu wpis:
https://ursynow.org.pl/czy-widzisz-te-gruzy-na-szczycie/
A racja, dzięki za przypomnienie. Dziwne mieli w tym PRL pomysły na wydanie kasy.
Pomiędzy blokami Meander 20 i 18 a ogródkami działkowymi były takie 2 trochę dzikie boiska, normalnie haratało sie tam w nogę. Ale zimą dozorca z Meander 18 regularnie zamienial wieksze z nich w lodowisko. Na oko mogło to być ze 250m2 także kawał ślizgawki. Dodatkowo pan dozorca pilnował by nie psuć lodu zbyt wczesnymi zabawami, jak było gotowe -to jazda. Pod koniec lat 80-tych ten bardzo pracowity i dobry dozorca gdzieś odszedł i na jego miejsce przyszedł pan gospodarz leń, który nie robił już niestety nic poza absolutnym minimum a i to choćby odśnieżanie chodników było po łebkach i z wielką łaską. Lodowisko odeszło w zapomnienie.