Co to za korowód duchów w białych prześcieradłach podczas szalonego tańca na asfaltowym boisku? To święto w szkole nr 324 przy Szolc-Rogozińskiego. Pierwsze skojarzenie oczywiste: peerelowski Halloween!

Gdy przyjrzymy się bliżej widać jednak, że nie będzie cukierków a to wszystko raczej wygląda na psikusa. Po pierwsze – jest zbyt ciepło jak na październik. Po drugie – i ważniejsze – o Halloween nikt wtedy raczej nie słyszał, bo to jest raczej koniec lat osiemdziesiątych.

Płetwy i prześcieradła. Nie ma wątpliwości, prezentują się duchy nurków. Fot. Andrzej Kubik
Duchy nurków. 1989, fot. Andrzej Kubik

Duchy nurków w płetwach na nogach (i jednego tenisisty) oceniane przez ekipę z zegarem, pokrywką i łychą. Wszystko na terenie szkoły przy Szolc-Rogozińskiego. Za uczniami widać blok z adresem Kulczyńskiego 12. Sądząc po raczej letnich strojach jest to albo dzień dziecka albo może początek roku szkolnego? Rozmarzyłem się tez na widok trzymanego przez dziewczynkę po prawej plastikowego zegara. Też taki miałem!

Uczennice szkoły nr 324, w tle blok Kulczyńskiego 12. Fot. Andrzej Kubik
Maluchy na Kulczyńskiego. 1989, fot. Andrzej Kubik

Na kolejnym zdjęciu szkolne ciało pedagogiczne balansuje na ławeczce. Zwróciłbym uwagę na trzymane w rękach karteczki z numerami klas. Pierwsza G i pierwsza K uzmysławia nam, że właśnie do szkoły wybiera się owoc ciemnych nocy stanu wojennego. Right, boomer?

Ciało pedagogiczne szkoły 324 balansuje na ławeczce. Ciekawa numeracja klas: pierwsza G, pierwsza K. Fot. Andrzej Kubik
Edukacja balansuje. 1989, fot. Andrzej Kubik

Do zabawy wesoło przygrywa zespół muzyczny usadowiony pod prześlicznymi parasolami ze sznureczkami. Po lewej stronie zdjęcia widać kawałek ulicy Cynamonowej i Manhattan piętnastopiętowych bloków na końcu Szolc-Rogozińskiego.

Piękne parasole, pod nimi zespół grający podczas imprezy SP324 na Szolc-Rogozińskiego. Fot. Andrzej Kubik
Wszystko gra. 1989, fot. Andrzej Kubik

Teraz nieco szersze ujęcie. Mamy asfaltowe boisko w pełnej krasie a za nim wielki plac zabaw z konstrukcjami z drewna i betonu. Szczerze mówiąc, to kompletnie nie mogę go sobie przypomnieć, ale liczę na absolwentów SP 324.

Asfaltowe boisko szkoły nr 324, za płotem drewniano-żelazno-betonowy plac zabaw. Fot. Andrzej Kubik
Małpi gaj przy szkole. 1989, fot. Andrzej Kubik

Zbliżamy się do kulminacji uroczystości. Kupa desek zebranych z okolicznych budów okazała się ogniskiem, które właśnie zapłonęło ku uciesze młodzieży. Nad bezpieczeństwem czuwa pan z wiadrem z wodą. Kiełbasek nie ma i nie będzie, bo w 1989 (przynajmniej w pierwszej połowie roku) wciąż były na kartki. A z ambony na skarpie wszystkiemu spokojnie przygląda się trzech kumpli. Założę się, że to największe szkolne łobuziaki.

Płonie ognisko, pan z wiadrem czuwa a wszelki wypadek. Ciekawie wygląda też ta drewniana ambona na szkolnym podwórku. Fot. Andrzej Kubik
Ognisko wśród bloków. 1989, fot. Andrzej Kubik

Mógłbym oczywiście zadzwonić do Andrzeja Kubika, który te zdjęcia przekazał i zapytać, czy pamięta tę imprezę. Ale myślę, że nieco więcej radości dostarczy wam – zwłaszcza wam ze szkoły 324 – odnajdywanie tu siebie, swoich koleżanek, kolegów i czasów, które uleciały jako ten dym z budowlanych desek.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?