Czas decyzji. Kto na souvlaki, ten idzie w prawo. Do greckiej tawerny. Kto woli sajgonki, ten pójdzie w lewo. Minie kiosk, przystanek, reklamę z modelką w bieliźnie i dojdzie do pawilonu z kuchnią wietnamską. Tak, no jasne. A gdzie to jest, bo nie możemy jakoś rozpoznać miejsca? To jest na rogu Dereniowej i Płaskowickiej. Na początku 2008 roku.
Bilbord z reklamą 16. finału WOŚP przypomina nam, że to styczeń. Bezśnieżny, lekko zgniły. Może nawet niedziela? Kiosk Kolportera nieczynny, za to spożywczak w jakże klasycznej blaszanej budzie – otwarty. Sąsiaduje z innym blaszakiem, w którym działa grecka knajpa. Tawerna prowadzona przez prawdziwego Greka. Tu już trochę podupadła, ale na zdjęciu o rok wcześniejszym serdecznie zaprasza: usiądźcie w cieniu parasoli i poczujcie się jak na Santorini, chociaż te parasole są raczej z niedalekiej okolicy. Z Warki konkretnie.

– Może niczym nie błyszczała, ale jako osiedlowy PUB była wspaniała – wspomina autor zdjęć, Piotr Borowski. – Mecze oglądane przy tanim piwie i greckich specjałach, jak gyros w picie z prawdziwymi tzatzikami i oliwkami na zakąskę, to było coś. Kuchennych rewolucji być może nie przeszła, ale miała klimat – dodaje. Mając w pamięci późniejsze o prawie 20 lat doświadczenia z rewolucjami innej imielińskiej knajpy – Karpielówki – to może nawet lepiej?

Tak to właśnie wyglądało przez całe lata aż do roku 2008. Wtedy wszystko się zmieniło. Spółdzielnia Imielin postanowiła zabudować sporą narożną działkę z parkingiem, górką i placem zabaw. Działkę, która łączyła Grecję z Wietnamem. W dodatku Północnym i Południowym – tu żadnej wojny nie było, tu bez linii demarkacyjnej i strefy zdemilitaryzowanej Sajgon egzystuje obok Hanoi. Na zdjęciu z początku 2008 roku oba bary jeszcze czynne. Jeszcze można wpaść na kurczaka z ryżem i sporą dawką kapusty.

A po chwili już nic z tego. Płot odgrodził wietnamską ekspozyturę od polskiej rzeczywistości. Nie będzie sajgonek, nie będzie rosołu, który nie doczekał wielkiego szału na zupę Pho. Smuteczek tylko został. I tylko jakiś kulinarny dowcipniś wysilił się na epitafium nasprejowane na blaszanej ścianie: wiwat, schabowy! Kuchnia nieczynna, drzwi zamknięte, zaczynamy budowę bloku, w którym oczywiście znajdzie się także miejsce dla gastronomii, ale to już nie będzie ani Grek ani Wietnamczyk.

Nie uprzedzajmy jednak faktów i upadku Sajgonu. Wracamy do stycznia 2008 roku i do fotografii, od której rozpoczęliśmy dzisiejszą wycieczkę. Przejdziemy znów na drugą stronę ulicy Dereniowej, aby jeszcze raz, ostatni raz spojrzeć na ten wciąż wolny od zabudowy teren. Parking powoli się zwija, modelka wciąż niestrudzenie kusi bielizną, kiosk nieczynny. Zachodzi słońce nad tym styczniowym dniem, tę grecką tragedię kulinarną czas już kończyć. Efcharisto!











Sajgon przeniósł się obok Megasamu od strony bloków Surowieckiego.
Na przystanku w stronę centrum się swoje odstało. Otoczenie z przestrzenią i drzewami bardzo miło wspominam i super było zobaczyć je na zdjęciach
Wcześniej, dawno temu, w tych budkach był warzywniak albo przemysłowy, pamiętam że kupowało się saletrę, i była peniawa przy tym czy babka nie zapyta po co 😛