Kabaty w żałobie. Przed zamkniętymi na głucho drzwiami płoną znicze, na witrynie jedni wdzięczni bywalcy wieszają podziękowania, a inni nie chcą się pogodzić z tą straszną wiadomością i protestują. Po 19 latach w służbie ursynowskiej rozrywki i gastronomii Coco Mokka Cafe się zamknęła.
Szok i przerażenie. Jak można, tak nagle, po prawie dwudziestu latach?! Dwadzieścia lat! Dzieci, których narodziny świętowano w Coco Mokce, dziś kończą liceum lub poszły już na studia. Kiedy w 2006 roku roku otwierano lokal, na Kabaty wiodła jednopasmowa Aleja KEN, jeszcze z kilkoma dziurami w pierzei. Gastronomię reprezentowało Dolce Far Niente i Melanż na Wąwozowej, Cafe Vinkiel przy bazarze i portugalska knajpa w osiedlu. I tu wjechała Coco Mokka, cała na biało. Właściwie – na brązowo, bo pierwszy wystrój to przytulny brąz i drewno.

Wjechała też nowa jakość. Lokal czynny do ostatniego klienta, drinki, lunche, koktajle, wielkomiejski styl. Znajomi z innych dzielnic nie wierzyli, ze taka perełka jest na samym końcu Ursynowa, wśród nowych kabackich bloków. A właśnie była. Z tymi dziećmi to nie przesadzałem, sam urządziłem tam pępkowe z okazji urodzin syna. Jeszcze przed pandemią właściciele wpadli na dość śmiały pomysł i nie wiem, czy nie był to błąd, który położył się na całej działalności knajpy. Otóż zrobili remont.

Wyrzucono brąz i ciepłe drewno. Ściany i stoliki machnięto na szaro. Miodowe światło zastąpiły LEDowe żarówy zalewające cały lokal oślepiającym blaskiem. Cały nastrój zniknął, wieczorny lounge zmienił się w dworcową stołówkę, w której po zmroku goście mogli się czuć jak eksponaty w ulicznej galerii. Może tak miało być, bo wystrój w nowej odsłonie nawiązywał do kina. Wstawiono rząd drewnianych arcyniewygodnych krzeseł z kinowego demobilu, na ścianie pojawiły się fotosy z filmów z lat sześćdziesiątych – na szczęście właściciele byli trochę jak ta bufetowa z fotografii w centrum sali.

Zastanowili się. Połowę ledów wykręcono. Światło przygasło. Nastrój nie wrócił, ale przynajmniej się starali. Powstała Scena Coco, zapraszali artystów na występy na żywo. W nowej odsłonie przez jakiś czas Coco Mokka aspirowała do świata klubowego. Aspiracje przerwała pandemia, ale na szczęście udało się ją przetrwać. Po pandemii nowym otwarciem była nowa karta z tapasami i pizzą. Nawet niezłą, trzeba przyznać. Poniżej wersja z 2024 roku.

I tak to się kręciło w rytmie imprez, transmisji meczów i gier, którymi zajmowali się wieczorami stali bywalcy. Ogólnie pięknie, miło i tak trochę rodzinnie, ale sami stali bywalcy lokalu nie utrzymają. Co najwyżej obsługę zmęczą, gdy się zasiedzą czwartkową nocą. Może więc tak w końcu musiało się stać? W imieniu swoim i kolegów, którym czasem zdarzyło się tu zasiedzieć, dopisuje się do powieszonego na drzwiach epitafium. Dzięki za wszystko!

Dziewiętnaście lat. Otwarcie w roku 2006. W Polsce rządził gabinet Marcinkiewicza, w Sejmie Tusk z Kaczyńskim dopiero rozpoczynali swoją permanentną wojnę. Dwadzieścia lat później wojna wciąż trwa, Coco Mokka – nie. A nie mogłoby być odwrotnie?










Szanowny Panie Redaktorze, to że Pan bywał od czasu do czasu w tym lokalu, to nie oznacza iż tak to wygląda jakby Pan przedstawiał w tej publikacji. Ale miło, że Pan w ogóle o tym pisze, bo to było ważne miejsce dla wielu mieszkańców nie tylko Kabat Będzie nam tego lokalu bardzo brakować
nie pamiętam tej knajpy choć na Żoliborzu przy Puławskiej 15 mieszkam z 30 lat i nawet jak rozkopali ulicę Wolską od Towarowej i chodziłem na metro Wierzbno na piechotę to nie pamiętam tej knajpy.
Na Żoliborzu?