Baczność, w szeregu zbiórka! Będą wręczane prezenty! W zimie 1983 ze Świętym Mikołajem nie ma żartów. Cieszcie się, dzieci, że nie przyszedł zamiast niego Dziadek Mróz.
Mikołaju, Mikołaju, co masz dla nas? Mam dla was podarki ze Związku Radzieckiego! Tak przynajmniej było w mojej zerówce na Symfonii właśnie w te Mikołajki 1983 roku. Do kościoła przychodziły wtedy paczki ze smakołykami z Francji (co opisywałem tutaj), więc państwo musiało dać temu odpór i pokazać, że też potrafi osłodzić życie obywatelom w tę pierwszą zimę bez stanu wojennego. Tylko skąd wziąć smakołyki? Ze wschodu. Trzej Królowie też przyszli ze wschodu i mieli podarki, więc władze PRL nie mogły być gorsze. I co tam ten Świecki Mikołaj dzieciaczkom do zerówki przyniósł?

Paczka była pełna radzieckich słodyczy, chociaż po latach pamiętam tylko jeden rodzaj – długie i grube jak cygara cuksy. Dobre? Nie. Były twarde i paskudne, czyli dokładnie takie, jak wojska sowieckie. Dziadek Mróz dorzucił też zabawki, wśród których zachwyt wzbudził wielki niebieski Zaporożec – to taki ówczesny samochód z bocznymi wlotami powietrza upodabniającymi go trochę do samolotu myśliwskiego. Na zdjęciu poniżej (z tego samego roku z ulicy Dereniowej) takiego Zaporożca widać za dzieciakami w środku kadru.

Piękny, prawda? Nam też wszystkim oczy się zaświeciły, więc Zaporożec został uspołeczniony i trafił na półkę do zabawy na specjalne okazje. A wracając do Świętego Mikołaja z osiedla Na Skraju, który dziś towarzyszy nam w podróży w czasie – nie wiemy niestety, co to była za impreza. Może ktoś pamięta? Mikołaj wylądował na Cynamonowej, zebrał dzieciaki w szeregu naprzeciwko budowanej szkoły i przedszkola przy Teligi, po czym ruszył między bloki przy ulicy Szolc-Rogozińskiego.

Może zmierza do Klubu Osiedlowego Max? To miałoby jakiś sens – tylko dlaczego w takim razie wcześniej zrobił sobie wycieczkę po osiedlu, przypominając wszystkim, że Dziad Mróz jest u nas tylko czasowym i nieproszonym gościem i za kilka lat sobie pójdzie, jak ten jego literacki odpowiednik znany wszystkim, którzy w latach osiemdziesiątych wkuwali na szkolnych zajęciach rosyjskiego wierszyk:
Died maroz siewodnia chmuryj, u niewo tiempieratura
Wosiem gradusow tiepła, niewiesołyje dieła
Pabieżał skarieje w aptieku, abratiłsia k czieławieku
Możno wypisać miksturu, sztoby zbit’ tiempieraturu?
Czieławiek skazał w atwiet – ad wiesny, mikstury niet!










Ja w SP260 na Sielcach dostałem takiego ruskiego Mikołaja z paskudnego plastiku z okropnymi słodyczami. Te cukierki były niejadalne ale za to plastik, z którego wykonany był Mikołaj strasznie śmierdział.
Do Szczecina dotarły tylko zeszyty (charakterystyczne, bo kwadratowe) bez słodyczy.