Gdyby wciąż żył, moglibyśmy obchodzić Perłowe Gody. Mija bowiem 30 lat od najsłynniejszej ucieczki w dziejach Ursynowa. Ucieczki guźca, którego nazwano Non Diego. Non Diego, który nie chciał do San Diego.
Godzinę po wschodzie słońca 10 czerwca 1996 sprzed bramy Ogrodu Botanicznego w Powsinie wyrusza kawalkada aut. Wozy cywilne, służbowe ciężarówki warszawskiego ZOO i trzy policyjne furgonetki. Ptaszki w Lesie Kabackim zaczynają swoje trele i trochę się pewnie dziwią, że dziś o świcie taki ruch. Konwój zajeżdża na skraj lasu. Z radiowozów wysypuje się dwudziestu policjantów. Zbiórka! Przed szereg funkcjonariuszy wychodzi dyrektor Ogrodu Zoologicznego. Dziś to on koordynuje akcję. Celem jest znalezienie i schwytanie zbiega. Rysopis: niedużego wzrostu, krępej budowy ciała, uzbrojony w dwie zakrzywione szable. Ubiór maskujący, szary. Od dwóch miesięcy skutecznie ukrywa się w lesie.

Na polu pod lasem policjanci rozstawiają siatki. Zamierzają tu zagonić poszukiwanego, osaczyć, schwytać i uśpić. Plan jest prosty. Z wykonaniem będzie dużo gorzej – dobrze o tym wiedzą, wszak uciekinier niejednego łowczego już wywiódł w pole. – To jak on się nazywa? – pytają policjanci. – Guziec, panowie. Guziec. Wyjątkowa świnia.
Historia wielkiej ucieczki zaczęła się 2 kwietnia. W Ogrodzie Botanicznym guziec z warszawskiego ZOO w towarzystwie czterech pobratymców czeka na transport do San Diego. Piątka zwierząt przeszła dwumiesięczną kwarantannę, są już gotowe do podróży. W ogromnym amerykańskim ogrodzie guźce będą miały doskonałe warunki do życia a i w Kalifornii klimat nieco lepszy niż w chłodnej Warszawie. Cztery są potulne jak baranki, a ten piąty nie. Zamierza wziąć życie za rogi. Nie chce do San Diego. Ma inny plan. Czeka, aż otworzą klatkę i nadejdzie ten krótki moment wolności przed załadunkiem do kontenera przewozowego. – Teraz albo nigdy – postanawia.
– Podczas przechodzenia z jednej klatki do drugiej zbuntował się, skierował ku oknu i wyskoczył przez nie. Znajdowało się ono zaledwie półtora metra na ziemią i było otwarte, ponieważ zaglądał przez nie weterynarz, który próbował popędzać tę uroczą gromadę – szczegóły ucieczki zrekonstruował Mariusz Prządak w książce „Sekrety Ursynowa”. – Dziarski guziec popchnął lekarza, pokonał sprintem korytarz, a na jego końcu wyłamał zamknięte drzwi. Po przeskoczeniu podwójnego ogrodzenia wybiegł przez bramę ośrodka, chwilowo otwartą dla właśnie wjeżdżającego samochodu. Następnie pognał w knieje Lasu Kabackiego.
Schwytanie guźca wydawało się kwestią godzin. Pracownicy ZOO pobrali broń i ruszyli w las. Naboje usypiające powinny zaraz dosięgnąć zbiega. Chodzili po lesie, przeczesywali krzaki – nic. Postanowiono poprosić o pomoc obywateli, bo o brawurowej ucieczce poinformowały już gazety. Rozkolportowano rysopis: „podobny do świni, duże kły, na grzbiecie długa czarna szczecina”. Nikt nie widział, chociaż oczywiście paru osobom się zdawało, że widziały. Godziny poszukiwań zmieniły się w dni. Do akcji włączyli się myśliwi z psami szkolonymi do polowań na dziki. Ale najwyraźniej na dziki mazowieckie, a nie na świnie afrykańskie – bo znów nic. Sięgnięto po fortel. Ten sam, który działa na dziki. W lesie rozstawiono klatki z jedzeniem. Zwabiony dzik wchodzi do środka, drzwi się zamykają, klamka zapada. Nie z guźcem jednak te numery. I tak przez dwa miesiące. „Gazeta Stołeczna” zatrudniła nawet wróża, ale niczego nie wywróżył. W końcu zapadła decyzja: trzeba przeprowadzić profesjonalną obławę. Od wyłapywania różnych poszukiwanych jest przecież policja. I tak wracamy do 10 czerwca. Dwa miesiące po ucieczce.

Obława trwa dwie godziny. Policjanci przeczesują las, ale nie znajdują ani śladu zbiega. O dziewiątej rano zarządzona zostaje zbiórka. I co? Znowu nic. Guziec górą. Wyczerpano już wszystkie środki, helikopterem nikt go nie będzie ganiał, płosząc kabacką zwierzynę. To w końcu rezerwat. Szefostwo ogrodu zoologicznego ma nadzieję, że do jesieni uda się wreszcie uciekiniera znaleźć. Obawia się, że w naszym klimacie zimy może nie przetrwać. Zanim jednak nadejdzie zima, ścigany guziec zrobi karierę o zasięgu globalnym. Zaistnieje w serwisach największych światowych mediów. Powstanie o nim film. „Gazeta Wyborcza” zorganizuje konkurs na imię dla nieuchwytnej świni. Wygra „Non Diego – bo nie chciał do San Diego”.

Guźca nigdy nie znaleziono. Ani żadnych śladów po nim. Przepadł, chociaż pamięć o tej wielkiej ucieczce żyje. We wrześniu 2002 roku Rada Warszawy – inspirowana przez ursynowskich radnych i działaczy – nadaje krótkiej uliczce na Moczydle nazwę „Guźca”. Odchodzi od Wełnianej, popularnej trasy spacerowej do Lasu Kabackiego. Tabliczka jest, można zobaczyć. Przechodniu, powiedz San Diego, żeby nie czekało na Non Diego.
Fotografia tytułowa: Warszawskie ZOO
źródła:
„Sekrety Ursynowa”, Mariusz Prządak, wyd. Księży Młyn, Łódź 2021
„Policja poszła w las…”, Gazeta Stołeczna, 11.06.1996










Kabacki leśniczy, z którym współpracowaliśmy jako wolontariusze Straży Ochrony Przyrody, opowiadał że z tą ucieczką to była lipa i prorokował że nigdy guźca nie znajdą (to że nie znaleźli się potem potwierdziło). W jego wersji pracownicy ośrodka kwarantanny zbyt brutalnie próbowali zapakować guźca do skrzyni przewozowej tak, że go uszkodzili. Zdecydowali się zwierzaka dobić i przerobić na kiełbasy, a szefostwu powiedzieli że uciekł.
Osobiście wierzę w tę opowieść, bo nigdy nie znaleziono nawet śladu guźca.
To chyba jedna z najbardziej niesamowitych historii zwierzęcych ucieczek, jakie kiedykolwiek słyszałem! Wyobrażam sobie miny policjantów i pracowników zoo, kiedy przez dwa miesiące próbowali odnaleźć jednego upartego guźca, który postanowił sam napisać scenariusz swojego życia. „Non Diego” to wręcz idealne imię dla zwierzaka, który powiedział stanowcze „nie” przeprowadzce do San Diego.
Najbardziej fascynujące jest to, że zwierzę wykorzystało ten krótki moment wolności i zniknęło bez śladu. W pewnym sensie stało się lokalną legendą Kabackiego Lasu. Takie historie pokazują, że natura potrafi zaskakiwać bardziej niż niejeden film przygodowy.
A skoro już mowa o emocjach i nieprzewidywalnych zwrotach akcji, czasem podobnych wrażeń można szukać również online na https://vavada.auto.pl.
Szczerze mówiąc, po 30 latach historia Non Diego nadal brzmi jak gotowy scenariusz na film.