Żegnamy się z ulicą Związku Walki Młodych. Wojewoda zarządził, że teraz będzie to ulica Andrzeja Romockiego „Morro”. Służby Polsce – Kazimierza Kardasia „Orkana”. Wasilkowskiego – Wojciecha Kilara. Kulczyńskiego – Rodziny Ulmów. Ciszewskiego Józefa od września nazywa się już Ciszewskiego Jana (komentatora), więc tu kłopot rozwiązała Rada Warszawy. Ta dekomunizacja przypomniała mi pewną wesołą historię, którą opisuję w „Czterdziestolatku”.

– Tata, a dlaczego skoro jest ulica Rosoła, to nie ma ulicy Krupniczku? – zapytał mnie razu pewnego syn i weź tu wytłumacz czterolatkowi, że nie chodzi o zupkę tylko o Jana Rosoła, działacza robotniczego i to w dodatku z czasów carskich. Swoją drogą, skoro już o zupach, to w kategorii ulicznej Ursynowowi zafundowano czerwony barszcz – patrząc na liczbę i rangę patronów z podręczników historii komunizmu.
Nie mogło być inaczej? Mogło. Gdy spojrzymy na projekty z połowy lat siedemdziesiątych, znajdziemy odjazdowe nazwy ulic. Dzisiejsza Pileckiego to Kwiczołów. Takich ptaszków drozdowatych, wpisująca się w ptasie nazwy Starego Imielina: Sójki, Makolągwy, Zięby. Ale nie. Zabić drozda. Zamiast sympatycznego ptaszka wmeldowano tu Pawła Findera, członka Grupy Inicjatywnej PPR rozstrzelanego przez Niemców w 1944 roku. Po zmianie ustroju błyskawicznie go zdekomunizowano – to była chyba pierwsza ursynowska ulica o zmienionej nazwie. Findera zastąpił rotmistrz Pilecki. Niedoszła ulica Kwiczołów na pierwszych planach krzyżuje się z Niebieskich Migdałów. Co za niepoważna nazwa, prawda? Nie mogła zaistnieć pośrodku modelowego osiedla socjalizmu, więc jeszcze w 1975 roku zmieniono ją na Filipiny Płaskowickiej. I tu od razu kłopot, bo nazwisko działaczki socjalistycznej przywodziło na myśl narzędzia budowlane, wiele więc osób tak dawniej, jak i dziś całą tę ulicę nazywa „Płaskowicką”, chyba od płaskownika – tak jak swego czasu „Komarowa” w wersji ludowej czciła krwiożercze owady a nie radzieckiego kosmonautę.

Wejścia do salonu optycznego na Wiolinowej strzeże wyrzeźbiony oddział partyzantów Gwardii Ludowej. Tylko się przyjrzyjcie uważnie i wszystko zobaczycie. Fot. Maciej Mazur
Co widać u optyka

Większość nazw na szczęście wzięto z istniejących tu wcześniej ulic wiejskich – taki mają rodowód muzyczne ulice osiedla Jary i Stokłosy (Koncertowa, Wokalna, Wiolinowa) czy owocowe Natolina (Migdałowa, Mandarynki). Niektóre nazwy przemycili architekci: Koński Jar jest najlepszym przykładem myślenia o Niebieskich Migdałach i Klonowych Liściach. Miał być też Kozi Jar, ale nie przeszedł. Na Ursynowie Południowym stawiano na podróżników: Magellana, Teligę czy Marco Polo. Nazwy osiedli to z kolei połączenie inwencji projektantów (Jary, Wyżyny, Na Skraju) z nazwami wsi i przysiółków (Imielin, Wolica, Kabaty). Osiedle Stokłosy wzięto od istniejącej tu wcześniej ulicy Stokłosy, która oznacza taką roślinkę – Stokłosę – a nie potentata branży mięsnej o takim samym nazwisku.
Wracając do zup: ulica Rosoła początkowo miała się nazywać Na Skraju. Wsadzono jednak biednego Rosoła, aby po trzydziestu latach go zdekomunizować, ale tylko częściowo: północną część ulicy zmieniono na Jana Rodowicza „Anody”. Mało kto wie, że jedna z ulic zdekomunizowała się sama. Po prostu zniknęła, a raczej nigdy nie wyszła poza kreskę na mapie. Chodnik biegnący północną stroną Lasku Brzozowego miał być jezdnią łączącą Lanciego z KEN. I oczywiście miał swojego patrona: Henryka Świątkowskiego, stalinowskiego ministra sprawiedliwości. Ślady po niej do dziś są na drogowskazach w metrze – znajdziecie się przy północnym wyjściu ze stacji Natolin. Ulica nie powstała, problem się rozwiązał. Wymazany z mapy Świątkowski uniknął losu Józefa Ciszewskiego, działacza bolszewickiego skierowanego do dekomunizacji przez IPN. Którego to Ciszewskiego – co już wiemy – zdekomunizowano w miarę bezboleśnie. A mieszkańców ZWM, Służby Polsce, Kulczyńskiego i Wasilkowskiego zapraszamy po nowe dowody osobiste.

Fragment książki Maciej Mazura „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”.
Książkę można zamówić bezpośrednio u wydawcy, z dedykacją autora.

Przejdź do sklepu

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?