„Wokół zieleń i ławki / Sauna, pralnia, huśtawki” – śpiewał Krzysztof Krawczyk w wydanym w 1981 roku przeboju „Witamy na Ursynowie”. Zieleń i ławki da się zrozumieć, ale skąd ta sauna? Jaka sauna w PRL-u, gdzie luksusem było porządne kino? Otóż – moi kochani – sauna była. I parę innych cudów w klubach mieszkańca.

Zacznijmy może od wprowadzenia muzycznego w temat, czyli właśnie od przeboju Krawczyka. Wrzucamy na 45 obrotów małą płytę winylową Tonpress i wsłuchujemy się w pana Krzysztofa w towarzystwie zespołu harcerskiego Gawęda. To z tego singla, którego okładkę mamy na zdjęciu tytułowym. A tu rewers i sama piosenka:

Po wysłuchaniu przeboju zapraszam teraz na wycieczkę do klubu. Pomysł na takie lokalne centra integrujące mieszkańców był ściągnięty ze Skandynawii przez zafascynowanego tamtejszymi rozwiązaniami Marka Budzyńskiego, szefa zespołu projektantów Ursynowa. To też tłumaczy, dlaczego w klubie musiała być sauna a nie na przykład bliższy naszej kulturze wyszynk.

- Wokół zieleń i lampki, sauna, pralnia, huśtawki - śpiewał Krzysztof Krawczyk w piosence o Ursynowie, a oto dowód. Wnętrze Klubu Mieszkańca przy ul. Pięciolinii. Zamiast huśtawek jest bar. Też może bujnąć. "Stolica", nr 12/1979.
Sauna, pralnia, huśtawki są na zewnątrz. „Stolica”, nr 12/1979.

Sięgnijmy po prasę archiwalną. „Stolica” z marca 1979 roku opisuje wrażenia mieszkanki Ursynowa: „klub znajduje się przy ulicy Pięciolinii, w odległości paru kroków od mieszkania. Składa się, jak wszystkie, z pralni, sauny i barku, o które dba ajent, oraz z właściwego pomieszczenia klubowego, punktu opieki nad małymi dziećmi, gabinetu i salki zajęć korekcyjnych. (…) Tak się składa, że stale korzystam tylko z pralni. Ma ona rzetelnego ajenta, pana Edwarda Bondera, oraz tę zaletę, że pościel, bieliznę oraz ręczniki pierze się każdemu w oddzielnej pralce. Jak się uśmiechnąć do pana Edwarda, to odda czyste pranie już następnego dnia. W saunie są dni damskie i męskie”.

Zacytujemy podpisy oryginalne ze "Stolicy" nr 12/79: Pani Olga Pilinow z zespołem przygotowuje w Klubie dekoracje; "klubik" dla dzieci pod kierunkiem pani Alicji Czarneckiej zapewni wszystkim dzieciom uśmiech i troskliwą opiekę.
Klub na Pięciolinii. „Stolica”, nr 12/1979.

Czytamy dalej. „Działalność klubu niewątpliwie sprzyja tak potrzebnemu zacieśnieniu więzi środowiskowej między mieszkańcami. Ponieważ oboje z mężem pracujemy w tzw. nienormowanym czasie pracy, więc zwykle wieczorami siedzimy w domu nad różnymi pracami. Wiem jednak, że wytworzyła się już grupa miłośników klubu, którzy chodzą tam niemal codziennie i wspólnie organizują różne imprezy, jak choćby ostatnio Tłusty Czwartek. Sprawdza się chyba maksyma Spółdzielni, „że mieszkańcy są sami gospodarzami klubu”. Jednym słowem, integracja lokatorów w okresie pionierskim znajduje obecnie kolejne, autentyczne pole rozwoju” – kończy swoją relację „Stolica”, a zanim przejdziemy do posumowań, jeszcze kolejny hit z singla Krzysztofa Krawczyka. Tym razem będzie to „Znalazłem Ciebie na Ursynowie”.

Wracamy do klubu na Pięciolinii. Choć funkcjonował ledwie kilka lat, do dziś widoczne są ślady tego clubbingu. Spójrzcie na charakterystyczny poziom „minus pół”, czyli niższy parter lub wyższą piwnicę przekształconą w lokal użytkowy. Takie rozwiązania znajdziecie co kilka bloków na całym Ursynowie Północnym i to są właśnie miejsca przygotowane pod kluby mieszkańców. To tam były te sauny, barki i pralnie.

Przyszło lato, błoto porosło zielskiem i rachityczną trawką. Między Pięciolinii a Wiolinową rozciąga się pole, na nim widać jeszcze baraki bazy budowlanej. Kiedyś ta przestrzeń zmieni się w Park im. Jana Pawła II. Zdjęcie: Andrzej Herfurt.
Ursynów 1979. Widok z Puszczyka na Pięciolinii, Wiolinową i Herbsta. Fot. Andrzej Herfurt

Nieliczne kluby mieszkańca przetrwały do końca socjalizmu, większość zniknęła w okolicach stanu wojennego. Po pierwsze: godzina milicyjna nie sprzyjała integracji, po drugie: brakowało kawy, a po trzecie: sauna niestety się nie przyjęła. Podobnie jak cały odgórnie narzucony model integracji sąsiedzkiej. Ta następowała oddolnie i zgodnie z dawnymi regułami pożyczania cukru, pilnowania dzieci, okolicznościowej wódeczki z okazji chrzcin. Jeżeli oglądaliście „Alternatywy 4”, to z grubsza wiecie, o co chodzi.

Piękne lato, czas wybrać się na spacer po ulicy Pięciolinii i podziwiać Ursynów rosnący wraz ze szkrabem w wózku. Zdjęcie: Andrzej Herfurt.
To idzie młodość. Po Pięciolinii. 1979, fot. Andrzej Herfurt

Opowieść o klubach osiedlowych jest częścią mojej książki „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Gdybyście chcieli zabłysnąć w swoim klubie innymi takimi anegdotami, to bardzo proszę – książka z dedykacją od autora (można sobie wybrać) i gratisowym albumem „Witajcie na Ursynowie” do nabycia w sklepie osiedlowego wydawcy. Tu:

Przejdź do sklepu

 

Zdjęcie płyty Krzysztofa Krawczyka nadesłał Marcin Grzanek.

1 KOMENTARZ

  1. Warto może dodać że nad tym klubem na Pięciolinii 10, stąd też może taka a nie inna okladka (z moim placem zabaw) miał mieszkanie Krzysztof Krawczyk.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?