– Jedziemy do Japonii! – krzyczał podobno lekko chwiejący się na nogach maszynista kolejki w wesołym miasteczku, które rozłożyło się jak zwykle przy Romera. Rok był 1988, więc wielu by do tej Japonii chętnie skoczyło. Nawet, jeżeli kierowca nie do końca był trzeźwy. Dziś opowieść o wesołych miasteczkach w nie do końca wesołej rzeczywistości.

W wakacje przy ulicy Romera, w miejscu dzisiejszego Parku im. Jana Pawła II rozłożyło się wesołe miasteczko. Zdjęcie nadesłał Andrzej Rutkowski.
Kolejka do Japonii, nad. A. Rutkowski.

Żelazny pociąg jeżdżący w kółko. Żelazna karuzela z podejrzanie wiotkimi łańcuchami trzymającymi wiszące krzesełka. Czasem diabelski młyn niczym szatański wymysł wznoszący się nad osiedlem. No i samochodziki. Te nawet chyba nie były żelazne, tylko plastikowe z gumowymi zderzakami, bo w tej zabawie chodziło przecież o zderzanie się. Do nich zawsze było najwięcej chętnych. Zresztą: lista tych atrakcji przez lata nie zmieniła się i aktualna jest do dziś. Może tylko na strzelnicy dają lepsze pluszowe misie. Poza tym zabawa jest taka sama, chociaż mam wrażenie, że chętnych jest mniej. Bo i te wesołe miasteczka rozstawiają się już bardzo rzadko.

- Jedziemy do Japonii! - krzyczał podpity maszynista kolejki w lunaparku przy Romera, co wspomina pan Andrzej Rutkowski. Przy okazji dodaje, że w słowa niepewnego maszynisty święcie wierzył.
Lunapark przy Romera, nad. A. Rutkowski.

A kiedyś? Każdy znał te miejsca! Puste pole na rogu Romera i Puławskiej. Puste pole przed kościołem Wniebowstąpienia. Puste pole przy Płaskowickiej, puste pole koło pętli autobusowej przy Ciszewskiego. Przestrzeni do wykorzystania na Ursynowie nie brakowało – podobnie jak chętnych do zabawy. A teraz wracamy do początku, czyli do tej Japonii. Tak miał krzyczeć w 1988 maszynista kolejki w lunaparku przy Romera, co wspomina mieszkający wówczas w okolicy Andrzej Rutkowski. Przy okazji dodaje, że w słowa niepewnego maszynisty święcie wierzył. Wtedy to była Japonia, dziś mam wrażenie, że głównie Czechy. „Duży Format” opisywał kilka lat temu, że w branży rozrywkowej trwa mało rozrywkowa wojna między przedsiębiorcami z Polski i Czech.

Piaskownica na Wiolinowej. Jak widać, wata cukrowa była grana od samego rana. Odpust pełną gębą - balony, wiatraki, wata. Opis i zdjęcie nadesłał Piotr Mierzeński.
Osiedlowy odpust na Wiolinowej, nad. P. Mierzeński.

I faktycznie. Ostatnią okazję do pojeżdżenia (jak dawniej!) wesoło zderzającymi się samochodzikami miałem na wakacjach na początku września nad Soliną. Lunapark był czeski. I tylko jedno mnie zastanawiało. Dlaczego do karuzeli nie ma kolejki a na torze dla samochodzików jeżdżę tylko ja i syn?

1 KOMENTARZ

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?