Pszczółka była, a jakże. Najpierw trzeba było sforsować podwójne drzwi i kurtynę z ciężkiej, lepkiej od brudu tkaniny a potem już na małego człowieka czekał Sezam. Gwarno jak w ulu. Chcecie się przejść po sklepie dziecięcym z epoki Jaruzelskiego? Zapraszam.

Początek Stanu Wojennego - może coś rzucili do Pszczółki Mai? Fot. Edyta Kędzierska.
Pszczółka Maja 1982, fot. Edyta Kędzierska

No więc skoro już weszliśmy, to proszę bardzo: po lewej stronie wygrodzone niskim, drewnianym płotkiem kilkanaście metrów kwadratowych wyłożonej brudną wykładziną powierzchni i dwa zamocowane na niej plastikowe monstra na monety. Zwisający nad tym zamykanym miejscem odosobnienia napis głosi „Kojec” i rzeczywiście, jest to kojec. Można tu zostawić dziecko, dać mu dwa złote na uruchomienie monstrum i pójść stać w kolejce. Monstra są dwa. Pierwsze to owa pszczółka. Wierna kopia. Drugi był taki Filipopodobny.  Dwa złote i przez minutę albo dwie można się było pobujać, o ile oczywiście automat działał. Idziemy dalej. Po lewej mamy stoisko cukiernicze z czekoladą na wagę. Alejka skręca w prawo. Po prawej – buty. Juniorki, pepegi czy Relaksy? A może rzucili jakieś czeskie cuda dla dziewczynek? Naprzeciwko dział odzieżowy. Zamykany na łańcuch. Pani sprzedawczyni dba, aby za dużo osób naraz nie buszowało między pustawymi wieszakami, bo jeszcze coś ukradną. Jeden klient wychodzi, jeden może wejść. Proszę bardzo. Nie czekamy, idziemy dalej. Znów w prawo. Tu chyba były artykuły niemowlęce, a może drobne dodatki – spinki, frotki? Koło 1987 roku kupowałem tu chyba frotkę do włosów dla koleżanki z klasy, którą wylosowałem na Mikołajki.

Chociaż tematem zdjęcia Włodzimierza Pniewskiego jest procesja z obrazem NMP, to badaczy historii lokalnej zainteresuje jedno z nielicznych kolorowych ujęć drewnianej elewacji Pszczółki Mai.
Wytęż wzrok i znajdź pszczółkę. Fot. Włodzimierz Pniewski.

Nie do końca pamiętam, bo jako mały chłopiec z drżeniem serca zapraszam za kolejny zakręt w prawo – dział z zabawkami! I nawet jakoś tak się składało, że zawsze coś w nim było.  I to już z grubsza koniec wycieczki po otwartym w październiku 1980 roku sklepie „Pszczółka Maja”, pierwszym (PIERWSZYM!) dużym sklepie z ubraniami i zabawkami na Ursynowie. Zamykamy oczy, na wehikule czasu dodajemy 35 lat… – Dzień dobry, witamy w Total Fitness, może coś do picia? – pracowita jak pszczółka recepcjonistka klubu swoje stanowisko pracy ma dokładnie w miejscu działu z zabawkami.

Maja odleciała do krainy wiecznie kwitnącej łąki na początku nowego ustroju. Wokół jak kwiatki po deszczu wyrastały małe sklepiki z dziecięcymi ubrankami, bucikami, zabawkami. Ociężała pszczoła nie mogła się w tym odnaleźć. Może jednak była trutniem? Chyba nie. Pamiętacie flagowego SMYKa przy Alejach Jerozolimskich, który jeszcze w początkach XXI wieku wyglądał jak żywcem wyjęty z epoki padającego PRL-u?

Dawna Pszczółka Maja (fitness po lewej) i składnica harcerska (pawilon po prawej) kiedyś tworzyły harmonijną całość. Dziś raczej kontrastują. Fot. Anna Podkaminer-Lewandowska.
Rok 2015, dawna Maja jako Total Fitness. Fot. Anna Podkaminer-Lewandowska.

Smyk miał jednak inwestora, a pszczółka skakała tylko z kwiatka na kwiatek. Dobra, dosyć żartów. Po Mai miejsce próbowali zagospodarować kolejni handlowcy, szczytem absurdu było otwarcie przez Spółdzielnię Mokpol sklepu konkurującego z położonym naprzeciwko Megasamem Spółdzielni Mokpol. Sklep zwinięto, pawilon przejął klub fitness. W nim też człowiek się może naskakać a może i rozwinie skrzydła.

Powyższa wycieczka jest fragmentem książki „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Jeżeli chcielibyście odbyć nieco więcej podobnych wędrówek w czasie – to polecam serdecznie książkę w zestawie z „Witajcie na Ursynowie” i autografem autora dostępną u wydawcy:

Przejdź do sklepu

 

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?