Niektórzy pewnie otwierali coś aby uczcić pierwszą rocznicę mieszkania na Ursynowie, ale dla większości sprowadzających się tu w 1977 roku to była pierwsza zima. Jeszcze nie taka ostra jak zima stulecia (ta miała nadejść pod koniec roku) więc nawet całkiem malownicza. Tylko gdzie tu iść na sanki?

Wiolinowa/Pięciolinii. 1978. Na pierwszym planie rzeźba pawia, dalej górka zwana Krokodylem. Fot. Włodzimierz Witaszewski.
Zimowy paw i krokodyl. Fot. W. Witaszewski.

No jak to: gdzie? Na Kopę Cwila – odpowie każdy dzisiejszy ursynowianin, ale wówczas był pewien kłopot. Otóż Kopy Cwila nie było. W jej miejscu wznosiło się niezbyt kształtne zwałowisko ziemi poprzecinane wykrotami, którymi podjeżdżały wywrotki wytrwale sypiące ten nasz Kasprowy. Co więc było robić? Najwyższym szczytem był wówczas Krokodyl przy Wiolinowej zwany tak z uwagi na swój iście krokodyli kształt. A jeśli nie Krokodyl? Spokojna głowa. Projektanci już zadbali, aby nie zabrakło różnych górek. Umiejętnie podsypując ziemię wybieraną z wykopów pod fundamenty usypali sporo różnych wzniesień.

Tędy do dziś można zjeżdżać. Mały stok przy Surowieckiego od strony Końskiego Jaru. Zima 1978. Fot. Włodzimierz Witaszewski.
Zjazd przy Surowieckiego. Fot. W. Witaszewski.

W zasadzie to na każdym podwórku można było znaleźć miejsce do zjeżdżania. Skarpa pod ogródkiem, nasyp oddzielający parking, czy – jak obok – zbocze obok wiaduktu przy Surowieckiego. Kilka górek nie dotrwało do naszych czasów. Nie ma już wzniesienia na Koncertowej, pożarły je żarłoczne korty. A przecież mieliśmy tam dwa piękne tory saneczkowe i schody na sam szczyt. Nie ma górki na Puszczyka, ustąpiła miejsca placowi zabaw Dinozaury. Na większości pozostałych wzniesień wyrosły drzewa i krzaki, przez co oczywiście jest piękniej, ale zjeżdżać nieco trudniej. No ale nie narzekajmy. My mamy przynajmniej Kopę Cwila. Oni, w 1978, wciąż o niej marzyli.

Przed sklepem na Wiolinowej. Dziecko z wózka na pewno wyciągnięto, bo z dzieckiem na ręku obsługuje się poza kolejnością. Rok 1978. Fot. Włodzimierz Witaszewski.
Sklep na Wiolinowej. Fot. W. Witaszewski.

A na koniec jeszcze jeden cudny obrazek. To sklep spożywczy na Wiolinowej sfotografowany z miejsca, gdzie dziś jest wejście do społecznej podstawówki. Zwróćcie uwagę, że wózka za sankami nikt nie pilnuje. Dlaczego? Bo dziecko  zapewne jest w środku, dzięki czemu mama może skorzystać z zapisu, że „kobiety z dzieckiem na ręku obsługiwane są poza kolejnością” – ale to oczywiście tylko taki domysł. Jeżeli ktoś rozpoznaje swój wózek, niech koniecznie da znać. Sanek nikt nie rozpozna. Bo wszyscy mieli takie lub bardzo podobne.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?