Starsi pewnie pamiętają, młodzieży trudno będzie uwierzyć. W to, że można było sobie w sklepie opłacić usługę i w walącym się PRL-u codziennie przynoszono ci pod drzwi butelkę mleka. A czemu nie coś więcej? No właśnie – czemu nie?

To w sumie bardzo zastanawiające. W schyłkowym socjalizmie brakowało przecież wszystkiego, sklepy handlowały smalcem oraz powietrzem na pustych półkach a chrupiące świeże bułeczki istniały tylko w obietnicach składanych przez ministra Krasińskiego (kto nie pamięta o co chodzi, niech sobie wygugla). A mimo to każdego roboczego dnia w miasto ruszał zastęp dostawców aby dostarczyć PT. Klientom szklaną butelkę pełną mleka. Pod drzwi. Jak na tym kadrze z serialu „Alternatywy 4”. Budzisz się rano, otwierasz drzwi, czeka mleko. Ameryka. Prawie. Bo prawdziwą Amerykę znajdziemy w „Życiu Warszawy” z 1984 roku.

Życie Warszawy, 6 marca 1984
Życie Warszawy, 6 marca 1984

Ciekawe, czy ktoś z mieszkańców Spółdzielni Na Skraju pamięta tę cenną inicjatywę? Te wspólne skrzynki, do których każdego ranka dostarczano pieczywo i mleko? W cenach jakże podobnych do dzisiejszych? I czy dodano do tego prasę codzienną? Nawet, jeżeli to funkcjonowało, to chyba niezbyt długo. Może jednak trudno było liczyć na szczerą uczciwość sąsiedzką i te chrupiące bułeczki podkradano? A może w ogóle ich nie było a minister Krasiński nieco się mylił?

Bułeczki bułeczkami, mleko wytrzymało chyba do końca socjalizmu. Spójrzcie tylko na to zdjęcie. Klasyczne ursynowskie błoto, klasycznie sina Syrenka, klasyczny emaliowany czajnik i oczywiście klasyczna butelka po mleku. Chlup, na zdrowie!

Ikoniczne zdjęcie. Syrena, czajnik, butelka po mleku i to potworne błocko. Witajcie w domu. Fot. Włodzimierz Witaszewski
Syrenka, czajnik, butelka. 1977, fot. Włodzimierz Witaszewski

 

 

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?