Stukał, pukał, wiercił. Chrobotał szlifierką, tłukł dłutem, łupał młotem, a czasem może i rzucił przekleństwem. Z betonem i narzędziami był za pan brat, a jednak nie pasował do krajobrazu. Te narzędzia jeszcze jakoś się wpisywały w plac budowy, ale już on, fachowiec, wręcz mistrz swojej branży – zdecydowanie nie.

Rzeźbiarz Marek Jerzy Moszyński wykuwający lwa, który stanie przed szkołą na Puszczyka. Za rzeźbiarzem śliczny klasyczny Żuk. Tego obejrzeć dziś coraz trudniej. Zdjęcie ze zbiorów NAC, fot. Grażyna Rutowska.
Rzeźbiarz przy pracy. 1977, fot. G. Rutowska, NAC

W przeciwieństwie do większości otaczających go ludzi ciężkiej pracy nie miał kufajki, utytłanych ogrodniczek a na nogach zamiast (tak przecież użytecznych) gumofilców nosił lekko przykurzone pantofle. A, no i był prawie nagi. Poza pantoflami miał tylko pasiaste gacie. – To artysta – szeptano po kątach. – Rzeźbiarz. Jak ci inni, których tylu teraz plącze się po placu budowy– dodawali wtajemniczeni fachowcy. Artysta – marek Jerzy Moszyński – pojawiał się każdego dnia, obok z mozołem budowanego wiaduktu rozstawiał swój warsztat i rzeźbił. Najpierw wyszedł mu lew i postawiono go przy szkole na Puszczyka. A potem Herkules walczący z Anteuszem i obaj trafili na Koncertową. Albo może było odwrotnie, tyle czasu minęło.

Rzeźba Stefana Wierzbickiego "Gołąb" zwana też "Wróbelkiem" na podwórku przy Końskim Jarze. Fot. Włodzimierz Witaszewski.
Wróbelek czyli gołąbek. 1978, fot. W. Witaszewski

Upalnym latem 1977 roku na Ursynowie już tętniło życie. Pranie suszyło się na balkonach, bloki odbijały echo rozwrzeszczanej, dokazującej dzieciarni. To już pół roku, odkąd pojawili się pierwsi mieszkańcy. Kolejni lokatorzy każdego dnia wnosili swoje meble do świeżo odebranych mieszkań. Mieszkania były w blokach, bloki stały w morzu błota (kiedy padało) lub tumanach kurzu (kiedy nie padało). Gdzieniegdzie wystawały pierwsze zasadzone rachityczne drzewka.

Pierwszych mieszkańców sprowadzających się zimą 1977 na ulicę Puszczyka wita rzeźba "Muzykująca Rodzina". Stoi do dziś, chociaż jeden muzyk odpadł. Fot. Włodzimierz Witaszewski.
Muzykująca rodzina. 1977, fot. W. Witaszewski

Wszędzie walały się resztki po budowie, przyszłe trawniki wciąż były zryte lub świeżo obsiane trawą dzielnie wydziobywaną przez wróbelki. I nagle pośrodku tego krajobrazu przypominającego jakąś niegościnną, kolonizowaną planetę, pojawili się dziwnie wystrojeni osobnicy o artystycznym zacięciu. Marsjanie upomnieli się o swoje? Nie! To twórcy ze Związku Polskich Artystów Plastyków, który właśnie tu zorganizował plener. Rzeźbiarze. Dostali zadanie: wprowadzić na osiedle pożądany element kultury. Środki: młoty, dłuta, pręty, spawarki. Na budowie tego w bród. Materiały: najchętniej wapienne bloki, bo o nie najłatwiej. Ewentualnie żelbet, w drodze wyjątku Kombinat może dostarczyć metale.  Rzeźby powstałe podczas pleneru miały na zawsze już stanąć między świeżo wybudowanymi blokami.

Wiolinowa/Pięciolinii. 1978. Na pierwszym planie rzeźba pawia, dalej górka zwana Krokodylem. Fot. Włodzimierz Witaszewski.
Paw na Wiolinowej. 1978, fot. W. Witaszewski

Powstało dwanaście prac, w tym to najbardziej znane i największe: „Chłopiec na koniu” Władysława Trojana ustawiony u podnóża Kopy Cwila. Kopy jeszcze tak do końca nie było, a on już stał. Twórca nie posłuchał zalecenia organizatorów, aby dzieła miały możliwie jak najbardziej zwartą formę, pozbawioną wystających elementów, które narażone są na zniszczenie. I słusznie, bo minęło czterdzieści lat a chłopak wciąż w świetnej formie. Przeszedł co prawda jedną renowację, parę razy usuwano z niego bazgroły, ale trzyma się na swoim rumaku doskonale.

Mały bohater z pewną taką nieufnością spogląda na ten drewniany częstokół. Spokojnie, mały! Chuligani go rozkręcą dopiero za pięć lat! A to oczywiście łąka pod Kopą Cwila, a tle mamy słynną rzeźbę. Fot. Andrzej Herfurt.
Chłopcy i koń. 1982, fot. A. Herfurt

Jeździec jest spektakularny, większość to jednak dzieła kameralne, jak paw (przypominający też przekrojone jajo) z ulicy Wiolinowej, „Gołąb” (zwany też „wróbelkiem”) z Końskiego Jaru czy „Rodzina” stojąca na podwórku przy Nutki.

Na pełnym topniejącego śniegu podwórku przy Nutki poza małym bohaterem wyróżnia się skrzynia z piachem oraz wielki głaz - ale to nie żaden głaz, to ustawiona rok temu rzeźba pt. "Rodzina". Nadesłał Łukasz Jóźwiak.
„Rodzina” na Nutki. 1978. nad. Ł. Jóźwiak

Przy Puszczyka w prywatnym ogródku pod dziesiątką stoi „Muzykująca rodzina”. Jedną z trzech postaci ktoś niestety obłupał, ale reszta rodziny wciąż gra. Kiedy nie ma liści widać ją lepiej. Stańcie na podwyższeniu obok pawilonu usługowego i spójrzcie na blok naprzeciwko. Tam jest. Z kolei na Pięciolinii między drzewami od ponad czterdziestu lat tulą się do siebie „Zakochani”.

I nic więcej do dodania. Rzeźba "Zakochani" przy Pięciolinii jesienną porą. Fot.: Anna Podkaminer-Lewandowska.
„Zakochani” na Pięciolinii. 2010, fot. A. Podkaminer-Lewandowska

Jest jeszcze jedna rzeźba, ale ukryta. Znajdziecie ją tylko między listopadem i kwietniem, bo później zarasta. Kilkumetrowy kamienny obelisk stoi pod blokiem na Dunikowskiego 12. To niedokończone dzieło Ryszarda Stryjeckiego i czeka w jego przydomowym ogródku. Może jeszcze kiedyś się przyda? Piękną rozmowę z twórcą przeprowadziła Lidia Pańków w swojej książce „Bloki w słońcu”. A skoro już o książkach…

Ten tekst jest jedną z licznych historii opisanych w mojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Jeżeli macie ochotę na więcej takich opowieści, to książkę można kupić w sklepie ursynowskiego wydawcy. Każdy egzemplarz podpisuję a w prezencie dorzucam jeszcze album „Witajcie na Ursynowie”.

Przejdź do sklepu

 

A na koniec jeszcze mapka z zaznaczeniem wszystkich rzeźb:

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?