Stoimy, klniemy, zaciskamy zęby. Cały ruch samochodowy z Natolina wisi na trzech zatykających się przesmykach przez budowę tunelu obwodnicy. Zaraz, zaraz… Kiedyś przecież już przeżywaliśmy takie rozcięcie Ursynowa, tylko wtedy drogowi chirurdzy wszczepili proste by-passy.

Zdjęcie tytułowe jest z 1985 roku. To budowa stacji metra Stokłosy. Przecięła oczywiście przelot Herbsta-Jastrzębowskiego, ale budowniczowie metra poprowadzili objazd. Wielki jęzor omijający od północy plac budowy. Trzeba było nadłożyć dobre czterysta metrów, ale jednak przejazd zachowano. Na zdjęciu załapały się dwa Ikarusy pokonujące tę pętlę. Poniżej jeszcze jedno ujęcie, późniejsze o rok. Widok ze Stokłosów w kierunku Bacewiczówny.

Za płotem budują stację metra "Stokłosy". Wzdłuż płotu - objazd dla autobusów. A za cztery lata pod blokiem w tle uruchomią "Start Shop Ikea". Zdjęcie Krzysztofa Kozłowskiego
Objazd metra. 1986, nad. Krzysztof Kozłowski

Drogowym dyletantom (to ja) od razu nasuwa się proste pytanie: a nie można było dziś powtórzyć tego prostego rozwiązania? Poprowadzić przewidziane do zamknięcia uliczki takimi jęzorami nad wykopem budowanej obwodnicy? Specjaliści pewnie odpowiedzą: jakby można było, to by poprowadzono. Może jest za mało miejsca, może to by zbyt skomplikowało i opóźniło prace? Może.

A czy chociaż na skrzyżowaniu stojącej w porannych korkach Alei KEN i Płaskowickiej nie można trochę inaczej wyregulować świateł? Nie ma takich mądrych systemów, które na przykład rano nieco dłużej trzymałyby zielone dla KEN? Nie ma, prawda? A nawet, jeżeli są, to przecież kto by tam miał głowę do robienia nowych projektów organizacji ruchu? Ale mam coś jeszcze. Co powiecie na most? Szaleństwo?! Skąd. Już było. U nas.

Most nad metrem. "Życie Warszawy", 9.04.1988
Most nad metrem. „Życie Warszawy”, 9.04.1988

Most. Kolejne rozwiązanie sprawdzone w gorszych czasach. Wygrzebałem taki artykuł z „Życia Warszawy” sprzed trzydziestu lat. Gazeta opisuje, jak wojskowi biorą się właśnie za budowę konstrukcji mniejszej wersji Mostu Syreny nad wykopem metra w ciągu ulicy Płaskowickiej. Jakoś mi z pamięci ten nasz most wyleciał, Syrenę pamiętam doskonale. I pamiętam też z nieco bliższych nam czasów, że jeszcze raz to rozwiązanie wykorzystano podczas przebudowy Trasy Armii Krajowej na Bródnie. No ale u nas – jak rozumiem – się nie da, bo przecież podczas narad poprzedzających budowę na pewno to rozważano, prawda?

Nie wspomnę już o jeszcze chyba prostszym rozwiązaniu, czyli budowie tymczasowego by-passu łączącego Belgradzką z Pileckiego na obrzeżach osiedla przy Kazury. Słyszałem, że mieszkańcy tego osiedla skarżą się, że kierowcy i tak sobie urządzili między blokami nieformalny objazd Stryjeńskich. To może jednak prowizorka na obrzeżu byłaby lepszym rozwiązaniem niż podwórkowy tranzyt? W Wilanowie machnięto prawie kilometr takiej tymczasowej drogi, aby zachować ruch ulicą Przyczółkową, w Górze Kalwarii tak samo ominięty jest plac budowy obwodnicy. A u nas się nie da. Chociaż w zasadzie chyba się da, skoro z tym rozcięciem i tak będziemy jeszcze żyli przez dwa lata.

4 KOMENTARZE

  1. Witam! Mam pytanie odnośnie mostu na Płaskowickiej. Do kiedy istniało to rozwiązanie?
    Pytam, bo pacholęciem będąc jeździliśmy z rodzicami z Lasku Brzozowego na Mokotów (Lanciego-Belgradzka-Rosoła-Rzymowskiego-Wołoska-Madalińskiego) czy to s(z)kodą czy to 504 i chyba pamiętam jak przez mgłę. Chyba,.. Pozdrawiam, rocznik 1985!

  2. Mnie zawsze w pamięci pozostanie łuk ulicy I. Ghandi wokoło wykopu na północne wejście do stacji Imielin. Kto nie próbował przejechać tamtędy na przegubie, rozpędzonego ikarusa lini 503, bez trzymanki, tren nie zna życia. Rocznik ’83 pozdrawia.

  3. „To może jednak prowizorka na obrzeżu byłaby lepszym rozwiązaniem niż podwórkowy tranzyt?”
    Ludzie i tak już to robią, znalazłem filmik – Objazd Stryjeńskich, 3 minuty i kotek z głowy!
    Byle by zakazu jazdy polnymi drogami nie wprowadzili…

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?