„Łopotały chorągwie, na placyku ustawiła się przyczepa z duńskimi hamburgerami, przed pawilonem od rana przytupywała z zimna kolejka czekających” – tak wyglądało opisywane przez „Życie Warszawy” otwarcie pierwszego sklepu sieci IKEA w Polsce we wrześniu 1990 roku.

Traf chciał, że na początek Szwedzi wybrali Ursynów: pawilon przy Bacewiczówny 8, gdzie jeszcze niedawno działał klasyczny podupadający sklep z artykułami przemysłowymi i punktem repasacji pończoch (młodsze pokolenie niech sobie sprawdzi w Google co to za cudo), rozszerzony o część meblową. Okazało się bowiem, że spośród wszystkich pawilonów na Ursynowie tylko ten ma tak przystosowane wejście, że można przez nie przenieść szafę czy łóżko. Może to właśnie zdecydowało o wyborze lokalizacji dla IKEI?

Pierwszy katalog IKEI przygotowany specjalnie na otwarcie pierwszego sklepu. Szyk lat ’90 udostępnił w internecie p. Krzysztof Soboń.
Cóż ze Szwecji?

Lepiej wybrać nie mogli… To znaczy: mogli. Do sklepu klienci walili z całej Polski, więc dojazd na Ursynów mógł im nastręczać trudności – zwłaszcza, że metro jeszcze wówczas nie działało, więc pozostawały autobusy: A, 502 i 177. Patrząc na dzisiejsze hipermarkety meblowe aż trudno uwierzyć, że to wszystko pomieszczono w niewielkim osiedlowym pawilonie. Wróć, oczywiście: nie wszystko. Nawet jeżeli była to jedna dziesiąta obecnej oferty IKEI, to i tak oznaczała dziesięciokrotnie większy wybór niż dotychczas. W 1990 roku nasze sklepy meblowe wciąż jeszcze funkcjonowały w poprzedniej epoce. Wizyta w najsłynniejszej Emilii rodziła tylko frustracje. Bo co z tego, że na trzech piętrach pełno towaru, skoro magazyny puste. Nic nie da się kupić, o czym informują kartki „ekspozycja stała”. Bardziej przypominało to jakieś muzeum niż dom meblowy, za czym zresztą doskonale podążało ówczesne wzornictwo usiłujące wcisnąć namiastkę szlacheckiego dworu do mieszkania z wielkiej płyty.

A tu, na Bacewiczówny, rewolucja. Wszystko jest, tylko trzeba samemu skręcać. Są też tkaniny, dodatki, proste i nowoczesne lampy. Przy wejściu czekają żółte torby na zakupy. Co odważniejsi lub bardziej gapowaci klienci wynosili je ze sklepu i z dumą paradowali z nimi po ulicy. W końcu ktoś wpadł na pomysł, aby torby też sprzedawać: świetny pomysł, plastikowy wór z IKEI wszystko zniesie, zagrozi nawet klasycznej siatkowej odpowiedniczce z bazaru.
IKEA na Ursynowie działała trzy lata. W czerwcu 1992 roku sklep zamknięto i przeniesiono w Aleje Jerozolimskie. „Ostatni klient wyszedł o godzinie 22. Aby dotrzeć do kasy, trzeba było odstać w kolejce około dwóch godzin. Każdy z kupujących miał co najmniej jedną olbrzymią torbę wypakowaną drobiazgami gospodarstwa domowego, szkłem, lampami, tkaninami. Ludzie kupowali na zapas i dlatego, że to okazja” – opisywało wyprzedaż zamykającą sklep znów „Życie Warszawy”.
Wszystko pięknie? No, prawie. Bo cóż, że ze Szwecji przyjechała wielka rewolucja meblowa, skoro była niepełna. Ursynowski sklep nie miał stołówki, a każdy przecież wie, że zakupy w IKEI bez klopsików z żurawiną pozostawiają spory niedosyt.

Mieszkanie autora na Koncertowej 3/5. Klasyka przełomu systemowego - na ścianach jeszcze boazeria, w kuchni obowiązkowe żaluzje. Rewolucja IKEI nadejdzie w przyszłym roku. Fot. Maciej Mazur.
Boazeria i żaluzje

Fragment książki „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”.
Autor: Maciej Mazur, 2017.
Książka dostępna u wydawcy, każdy egzemplarz z dedykacją autora:

Przejdź do sklepu

 

 

Rówieśnik Ursynowa (1977) i autor trzech książek o historii dzielnicy. Zawodowo reporter Faktów TVN i autor programu Ranking Mazura w TVN24.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?