Na początek wiadomość: uruchomiliśmy własne profile na Twitterze i Pintereście, więc wystarczy nas śledzić a nie przegapicie żadnych nowości. Proste, prawda? To teraz aby nie było za prosto, cofniemy się o ponad 35 lat, czyli do czasów, gdy przekazanie najprostszej wiadomości rodzinie wymagało wizyty na posterunku milicji albo chodów u stróża.

Automat przy Domu Rodzinnym na Końskim Jarze. Popołudnie (sądząc po słońcu), świetna pora na rozmowę. Cudowne LOVE wydrapane na ścianie. Fot. Włodzimierz Pniewski, garnek.pl/zdyrma
Popołudniowa rozmowa. 1981, fot. W. Pniewski

Informator dla nowych mieszkańców „Ursynowskie ABC” z 1978 roku wylicza pięć telefonów publicznych dostępnych na osiedlu Jary: Koński Jar 10, Wiolinowa 8, Wiolinowa 13, Puszczyka 8 i Puszczyka 5 (czyli tego na zdjęciu powyżej, przy sklepie Koński Jar 6, jeszcze wtedy nie było). Pewnego dnia jeden z nich – ku rozpaczy mieszkańców – zniknął. Na ścianie bloku został tylko smętny drut. Organy ścigania szybko jednak doszły po drucie do kłębka. Aparat znalazł się w lokalu dozorcy, który postanowił do sprywatyzować. W godzinach pracy swych drogocennych telefonów użyczały też instytucje: Dyrekcja Osiedla przy Końskim Jarze 1 (w godz. 8-16), sklep Koński Jar 6 (7-19), Dział Realizacji (nie wiadomo, co realizował, ale telefon działał tam od 8 do 15). Całodobowo zadzwonić można było też z Komisariatu MO na Pięciolinii 7, choć tam rozmowa była raczej kontrolowana.

Po czterech latach wreszcie postawiono małą centralę telefoniczną. W kontenerze. Tysiąc szczęśliwców połączy się ze światem. "Trybuna Ludu", 21.03. 1981
Kontener telefoniczny. „Trybuna Ludu”, marzec 1981

Na wiosnę 1981 roku nastąpił pierwszy przełom: koło bloku Koński Jar 2 postawiono jasnoniebieski kontener centrali telefonicznej i posiadaczy szczęśliwych numerków zrobiło się ciut więcej. Jak donosiła Trybuna Ludu: „w pierwszej kolejności telefony zostaną zainstalowane tam, gdzie wymagają tego względy społeczne”. Trybuna nie mogła oczywiście napisać, że owe „względy społeczne” to też względy, jakimi rozdzielające przyłącza władze traktowały odpowiednio umocowanych obywateli. W tym Toto-Lotku szanse na szóstkę (ówczesne numery były sześciocyfrowe) były niewielkie a i komisja losująca musiała sprzyjać. Moim rodzicom chyba sprzyjała, albo może ojciec miał chody w nieco wyższej centrali niż ta telefoniczna? W każdym razie w salonie stanął pomarańczowy aparat RWT z numerem 47-72-85. Pamiętam do dziś, chociaż wówczas miałem cztery lata.

Wokół centrali telefonicznej przy pętli Ursynów Południowy na razie rozciąga się jeszcze księżycowy krajobraz przecięty jednopasmową wciąż Aleją KEN. Zdjęcie: Robert Danieluk.
Halo Centralo! 1998, fot. R. Danieluk

Demokratyzacja na lokalnym rynku telekomunikacyjnym to dopiero początek lat dziewięćdziesiątych, gdy oddano do użytku budowaną przez cały schyłek PRL-u nową centralę przy pętli Ursynów Południowy (na zdjęciu powyżej). Ruszyła telekomunikacyjna lawina. Zmiotła charakterystyczny dla Mokotowa prefiks 47, zastępując go siedmiocyfrowymi numerami zaczynającymi się na 641 i 643. Wraz z nowymi czasami straciły więc swoje strategiczne znaczenie budki telefoniczne – choć słowo „budki” jest tu użyte nieco na wyrost. Na Ursynowie w latach osiemdziesiątych budek bowiem nie było, czasem trafił się tylko słup z jajowatym daszkiem chroniącym przed deszczem. Jeden stał przy Wokalnej, a inny – przy Kazury – załapał się na rolę w filmie „Nic śmiesznego”. A może był tylko elementem dekoracji? To dopiero nie byłoby nic śmiesznego.

Przystanek przy Centrum Onkologii, ulica Pileckiego w kierunku Puławskiej. Zdjęcie: Konrad Grodzki
Palec pod budkę! 2005, fot. K. Grodzki

Wracając do klasycznych budek telefonicznych: kilka pojawiło się dopiero w późnych latach dziewięćdziesiątych, ale to już była inwestycja mocno spóźniona. Nadchodziła era komórkowa i nawet telefony na stacjach metra stały się reliktami podziwianymi tylko przez najmłodsze pokolenie, dla którego spory żelazny aparat z ebonitową słuchawką na spiralnym drucie to ewenement. Takie to ciekawe koło zatoczyła ta telekomunikacyjna historia.

Halo, zaczekajcie! Jeszcze się nie rozłączamy! Ponieważ rezygnujemy z Newslettera, to aby pozostać w kontakcie i nie przegapić nowych tekstów równie ciekawych jak ten, koniecznie obserwujcie nasze profile na:

Facebooku

Twitterze

Pintereście

Dziecinnie proste, prawda?

Ebonitowa słuchawka rodem z muzeum techniki budzi zainteresowanie pokolenia smartfonów. Jest to gorąca linia z dyżurnym stacji. Fot. Maciej Mazur.
Ebonitowy relikt epoki druta. 2015, fot. M. Mazur

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?