– A po filmie zapraszamy do H2O. Przystań wolnego czasu czeka, bierz kurs na Nowoursynowską – reklama wyświetlana w Multikinie była bardzo zachęcająca. Niestety, kto w nią uwierzył – wpadał na mieliznę, na której utknęła budowa pierwszego ursynowskiego centrum rozrywki.

Był rok 2000. Nowe millenium, nowe wyzwania i nowe możliwości. Na Powiślu w niedawno oddanym awangardowym gmachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego otwarto klub Hulakula, czyli wielką kręgielnię z barem, miejscem zabaw dla dzieci i spotkań dla dorosłych. Interes szedł świetnie. Drugi podobny lokal o nazwie Arco powstał na Szczęśliwicach, trzeci w nowym budynku Warszawianki. To dlaczego nie na Ursynowie – pomyśleli inwestorzy Centrum Rozrywki H2O.

Na "przystani wolnego czasu" przystanęła na chwilę budowa. Może kiedyś popłynie dalej? Fot. Maciej Mazur.
Przystań. Na długo. 2008, fot. Maciej Mazur

Pomysł w sumie mieli niezły. Znaleźli teren – przy Nowoursynowskiej, trochę na uboczu, ale też nie za daleko od metra i głównych ulic. W planach narysowali obowiązkową kręgielnię (wówczas była to najmodniejsza miejska rozrywka), plac zabaw dla dzieci, restaurację i część biurową. Hasło przewodnie „Przystań wolnego czasu” i nazwa „H2O” były trochę mylące, bo mogły się kojarzyć z innym inwestycyjnym hitem początków XXI wieku, czyli Aquaparkiem – ale tu żadnych basenów nie przewidziano, co najwyżej wodotryski i fontanny. Flotę klienci mieli przepuszczać w czterech lokalach gastronomiczno-rozrywkowych, których nazwy trafiły nawet na ustawiony przy Nowoursynowskiej szyld: Oceania, MS Tankowiec, Columbus, Górny Pokład.

Na parking czy do taksówki? Wszystko już tu było prawie gotowe, i nagle - klapa. Centrum rozrywki H2O zatopione przed zwodowaniem. Fot. Maciej Mazur.
Suchy dok kolejny rok. 2008, fot. Maciej Mazur

Pod koniec 2002 roku H2O już miało opuścić suchy dok. Budynek był prawie skończony. Zamówiono kampanię reklamową w Multikinie. Na parkingu ustawiono ostatnie drogowskazy kierujące do wejść i na postój Korpo Taxi. Może nawet drukowano zaproszenia na otwarcie, ale w tym momencie stało się coś nieoczekiwanego, co przecięło wyznaczony prosty kurs na sukces i nagle wyrosło na nim, jak góra lodowa Titanica albo skały Costa Concordii. Zachrobotało, bujnęło statkiem i wielka inwestycja zaczęła nabierać wody. Orkiestra strojąca instrumenty stanęła zdezorientowana. Gdzie kapitan? Nie ma. Gdzie szalupy? Próżno szukać. Co z naszym dziewiczym rejsem? Przerwany, odwołany, ratuj się kto może.

Rzut oka do wnętrza budowanej kawiarni w centrum H2O. Brakuje już tylko baru i stolików. I ekipy wykończeniowej oczywiście. Fot. Maciej Mazur.
Fachowcy odpłynęli. 2008, fot. Maciej Mazur

Nagle skończyło się finansowanie. Zabrakło na ostatnie prace, na dokończenie barów, posadzenie kwiatków i kupno kręgli. Inwestycja stanęła. Początkowo nawet nie wyglądało to tak źle – ot, jeszcze jeden kredycik, może jakiś biznesowy holownik w roli wspólnika? Nadano SOS… Cisza. Znikąd ratunku. Pieniędzy starczyło jedynie na stróża, który pilnował tego, co już zbudowano. Mijały kolejne tygodnie, miesiące i lata. Sześć lat. Inwestor padł, a jego nieukończone dzieło przypominało statek-widmo.

Tu mieszka Barbie. Różowe marzenia mieszkańców baraków na terenie budowy centrum rozrywkowego H2O. Fot. Maciej Mazur.
Aqua Barbie Girl. 2008, fot. Maciej Mazur

W 2009 roku wreszcie powiał wiatr zmian i wydawało się, że wrak skieruje się do właściwego portu. Teren przejęła Wyższa Szkoła Mazowiecka specjalizująca się w fizjoterapii i studiach pielęgniarskich. Zaczęto od przemalowania elewacji: niebieski motyw marynistyczny zmieniono na żółto-brązowe barwy jesieni i liczono, że nadejdzie wiosna. Nic z tego. Wielkie plany nowego właściciela, który chciał tu urządzić uczelnię i przychodnię trafiły na rafę przepisów i sitowie zagmatwanych spraw własności gruntu. Poza przemalowaniem przez osiem kolejnych lat nie stało się nic. Wiele H2O już upłynęło a ten statek wciąż dryfuje. Zadedykujmy mu więc klasyczny tekst Grzegorza Ciechowskiego śpiewany przez Lady Pank:

Ja wierzę, oni tańczą wciąż

Oni żyją swoim życiem

I dopłyną tam, gdzie chcą

I wierzę w ich podwodny świat

A orkiestra, która grała

Do tej chwili gra.

 

Artykuł jest fragmentem książki „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Znajdziecie w niej znacznie więcej mało znanych epizodów z historii dzielnicy, a gdzie ją kupić? Tu. W sklepie lokalnego wydawcy. Dorzucam autograf i album „Witajcie na Ursynowie”.

Przejdź do sklepu

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?