– Przyszli z palnikami i zaczęli ciąć nasze ogrodzenie. Potem buldożerami wyciągali altanki i podpalali je. Nic nie pomagały protesty i prośby. Patrzyliśmy bezradnie, jak na naszych oczach ginie dorobek wielu lat życia – opisywał „Życiu Warszawy” akcję likwidacji ogródków nad Smródką jeden z gospodarujących tam działkowców.

Był kwiecień 1980 roku. – Za robotnikami ze spółdzielni ruszyły tabuny ludzi: okolicznych, a nawet dalszych mieszkańców. Wykopywali byliny i krzewy, tłumacząc, że przesadzą je w otoczenie swoich domów. Zrywali „bezpańskie” kwiaty i owoce, nie bacząc na protesty ich właścicieli – kończy opis dramatycznej likwidacji „Życie” i pyta: dlaczego tak musiało być? Urzędowa odpowiedź: bo będzie park.

Widok ze szczytu Kopy Cwila na węzeł drogowy. Dalej charakterystyczne niebieskie budynki UW, wcześniej ogródki działkowe i ośnieżone asfaltowe korty. Fot. Adam Myśliński.
Działeczki i Służewiec. 1987, fot. Adam Myśliński

Znacie takie powiedzenie: „Nie było nas – był las”? Otóż nie dotyczy ono Ursynowa. Bo tu, gdy jeszcze nie było nas – były pola, sady i ogródki działkowe. Te ostatnie skupione w trzech sporych koloniach: nad Smródką, na tyłach dzisiejszego Centrum Onkologii i za Fortem Służew. Część ogródków nad Doliną Służewiecką zlikwidowano w opisanym wyżej stylu, ale nawet idący za frontem robót szabrownicy nie wszystko zabrali. Do dziś między resztkami dawnych sadów nad brzegiem Smródki znaleźć można jakieś stare słupy, latarenki, a nawet ocembrowanie ogrodowego basenu.

Każdy działkowiec wie, że bez telewizji ani rusz. Trwa więc montaż anteny, aby po całym dniu ciężkiej pracy obejrzeć Dziennik. Albo tę kronikę pokazującą życie warszawskich działkowców. Kadr z kroniki PKF 15/82.
Działki w czasach świetności. PKF 15/82

Resztkę ogrodu, u podnóża Kopy Cwila, tymczasowo zostawiono. Tymczasowość trwała do 2011 roku, kiedy w jego miejscu zbudowano wreszcie planowany od lat park. Ale ponieważ czasy się zmieniły, zbudowano go z szacunkiem dla dziedzictwa miejsca. Nikt nie szalał z palnikiem, nie puszczano z dymem działkowych chutorów ani nie równano buldożerami z ziemią dorobku kilku pokoleń.

Sielanka działkowa, to już jednak obrazek nie z Ursynowa. Lektor kroniki wyjaśnia, że tak właśnie to powinno wyglądać, tylko na Ursynowie jeszcze nie wygląda. Kadr z kroniki PKF 15/82.
Tydzień na dobrej działce. PKF 15/82

Wręcz przeciwnie – zachowano wszystko, co dało się zachować.  Główna aleja parku biegnie śladem dawnej głównej ścieżki ogrodu, wszystkie widoczne dookoła mirabelki i jabłonki sadzili kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu gospodarujący tu działkowcy. Resztki dziwnych kamiennych murków to fundamenty starych altanek.

Resztki dawnych altanek w tętniących kiedyś życiem ogródkach działkowych pod Kopą Cwila. Fot. Stanisław Mazur.
Pamiętajcie o ogrodach pod Kopą Cwila! 2017, fot. Stanisław Mazur

– A skąd w ogóle te ogródki się wzięły – zapyta ktoś. No cóż. Zakwitły jak polne stokrotki. Spontanicznie. W czasach PRL-u spora część ogrodów działkowych powstawała na dziko. Po prostu ktoś grodził ażurowym płotkiem fragment nieużytku, sadził pomidory, koperek i poziomki. Później ktoś inny dokładał swój płotek i swoją grządkę i tak ogródki się rozrastały.

Powstaje kolejny działkowy domek. Tu widać budynek Centrum Onkologii, czyli działki są w rejonie dzisiejszego osiedla Jarzębiny (Płaskowickiej - Gandhi). Kadr z kroniki PKF 15/82.
Domek na działce. PKF 15/82

– Zaroiło się na trawnikach, na uporządkowanych i nieuporządkowanych zieleńcach, wzdłuż głównych tras komunikacyjnych i między blokami – opisywało latem 1981 roku proces tworzenia działek „Życie Warszawy”. – W kąpielówkach, gatkach, halkach, kieckach (jak kto lubi) wysypali się miłośnicy własnej pietruszki i własnych pomidorów. Zaczęli mierzyć, dzielić, grodzić, czym kto miał. Nierzadko rosnące w pobliżu drzewka przemieniono w kołki, a potem opasywano te kołki sznurkami, taśmami, podartymi na paski gałgankami, byle tylko było widać, że „to moje” – kończy gazeta. A poniżej ilustracja z kroniki z 1982 roku. Trwa wytyczanie ogrodów na dzikich polach przy Findera (dziś Pileckiego).

Pana Rokicińskiego poszukujemy. Może podzieli się wspomnieniami z czasów gdy działkowicze kolonizowali dziki zachód Ursynowa? W tle bloki przy Kazury i Hirszfelda. Kadr z kroniki PKF 15/82.
Panie Rokiciński? PKF 15/82

Z grubsza w ten właśnie sposób spory dziki ogród działkowy powstał wzdłuż ulicy Stokłosy, w miejscu dzisiejszych bloków o adresach KEN 92-98. Dlaczego? Młodzież pewnie nie uwierzy – po to, aby mieć własne pomidory, bo w sklepach było o nie ciężko. Dziś nazwalibyśmy to „miejską partyzantką ogrodniczą” i byłoby to działanie bardzo modne, hipstersko-ekologiczne, choć gdy spojrzeć z perspektywy czasu, to te sklecane z dykty budki, ogrodzenia z rurek i drutu i wydeptane w błocie ścieżki przypominały raczej małą favelę.

Działki przed blokami przy Kazury już wytyczono, teraz tylko trzeba na nich posprzątać, czyli skruszyć zostawione resztki płyt. Kadr z kroniki PKF 15/82.
Przygotować grunt! PKF 15/82

Drugie wielkie skupisko dzikich ogrodów wyrosło po zachodniej stronie ulicy Pileckiego (wówczas Findera), na terenie obecnego Lidla, Shella, straży pożarnej i osiedla. To już były ogrody na wypasie – z drewnianymi altankami, studniami, letnim leżakowaniem i pieczeniem kiełbasek na ognisku. A wolno tak było po prostu sobie ogrodzić kawałek terenu?

Na działce pracy mnóstwo, dzieci z pewnością nie będą się nudzić. Są zapasy, jest termos i woda mineralna. A może ktoś się tu rozpozna? Kadr z kroniki PKF 15/82.
Dzieci się nie nudzą. PKF 15/82

Teoretycznie oczywiście nie, ale wtedy teren był państwowy, wspólny, czyli: niczyj. Ten w miejscu Lidla robił za składowisko gruzu i resztek z budowy, więc nikomu nie przeszkadzało, że inicjatywna grupa działkowców go uporządkowała i sprywatyzowała. Zniknął, gdy już w nowej Polsce o miejsca do budowy upomnieli się deweloperzy.

Ujęcie w drugą stronę. Za nami jest górka przy Hirszfelda, patrzymy na ulicę Findera (dziś Pileckiego) oraz rozciągające się za nią dzikie ogródki działkowe. Fot. Piotr Borowski.
Zima na działce przy Hirszfelda. 1984, fot. Piotr Borowski.

Ostatnią wciąż istniejącą, wielką oazą dawnego życia działkowego jest ogromny teren między ulicami: Rodowicza, Doliną Służewiecką, Nowoursynowską i kampusem SGGW. Tam wciąż każdej wiosny pojawiają się dziarscy działkowcy z motykami przekopujący grządki pod nowe pomidory. W lecie kwitnie maciejka i życie towarzyskie a popołudniami wiatr niesie zapach grilla. No ale to oczywiście nie wyrywane na dziko kawałeczki pól, tylko klasyczny Ogród Działkowy z tradycjami. Wpadnijcie czasem i pamiętajcie o ogrodach!

Wiosna, Panie Działkowcu! W ogródkach między Fortem Służew a SGGW zaczyna się sezon. Fot. Maciej Mazur
Działki przy SGGW. 2008, fot. Maciej Mazur

Ta piękna historia miejskich upraw wyrasta z kartek książki „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Jeżeli macie ochoty na więcej takich marchewek mocno zakorzenionych w lokalnych dziejach, to serdecznie polecam plon mojej pracy. Każdy egzemplarz kupiony w sklepie u mojego osiedlowego wydawcy podpisuję i w prezencie dorzucamy jeszcze album „Witajcie na Ursynowie”. A sklep macie poniżej.

Przejdź do sklepu

 

2 KOMENTARZE

  1. Uwielbiam klimat takich działek i pamiętam te nad smródką i te pod Kopą Cwila 🙂 oczywiście czasem spaceruje po tych SGGW sąsiadowały z dawną jednostką wojskową
    🙂

  2. A ja pamiętam jak teściowa mojej siostry, miała swój obok bazarku na dołku… Meander, teraz tam nowy blok stoi, a wtedy…. Co za luksus rabarbar (którego do dziś nie lubie) i te jej wieczne kompociki z tego rabarbaru, ale miała i maliny i jakieś tam inne dobre owoce.
    Jakoś fajnie wspominam ten nieco starszy Ursynów.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?