Fabryka Domów. Dziś tak nazwać można modne studio architektonicznie, ale na początku lat siedemdziesiątych nazwę traktowano dosłownie. Nadchodziła epoka Gierka, apetyty społeczeństwa rosły, a w Polsce zaraz po najedzeniu się zawsze pierwszym pożądanym dobrem było własne mieszkanie. Dotychczasowe tempo tradycyjnego budownictwa zdecydowanie nie wystarczało, władza sięgnęła więc po sprawdzone na zachodzie modernistyczne prefabrykaty, rozpoczynając epokę Wielkiej Płyty.

Widok niedawno otwartej Fabryki Domów na Wyczółkach. Tu będą odlewane wielkie płyty. "Stolica", nr 12/1975
Fabryka Domów Wyczółki. „Stolica”, nr 12/1975

Koncepcja prefabrykacji była zachodnia, ale myśl techniczna już nie. Jeszcze za rządów tow. Gomułki postanowiono kupić w Związku Radzieckim dokumentację, według której wybudowano cztery Fabryki Domów, w tym jedną w Warszawie – na Wyczółkach, na końcu ulicy Łączyny. Zakład postawiono w rok. 15 września 1971 uruchomiono produkcję – z niemałą pompą.

Dyr. Jan Wieczorek z „Budomontażu” złożył w imieniu wszystkich wykonawców zobowiązanie zakończenia rozruchu całości urządzeń do 6 grudnia br, dnia VI Zjazdu Partii, a więc o 25 dni wcześniej niż planowano. Minister Budownictwa Andrzej Giersz stwierdził, że uruchomienie tej wytwórni otwiera nowy etap w budownictwie mieszkaniowym.Stolica, nr 39/1971
To będzie Wielka Płyta, prawdziwy bestseller przez następne 20 lat. Uruchomienie Fabryki Domów na Wyczółkach. "Stolica" nr 39/71, fot. K. Jarochowski.
Start Fabryki Domów. „Stolica” nr 39/71, fot. K. Jarochowski.

Owszem, otworzył się nowy etap. Od tej pory budownictwo się zuniformizowało. Pierwszym osiedlem stawianym z materiałów wyprodukowanych na Wyczółkach (ówcześnie mówiono raczej o Fabryce Domów na Służewcu) były Stegny, budowane z wielkiej płyty w systemie szczecińskim (to ta odmiana, która w oryginale miała kamyczki na elewacji – większość Ursynowa też jest zbudowana z takich płyt). Od razu dało się wyczuć powiew nowoczesności.

Zgodnie z harmonogramem ustalonym za pomocą komputera Odra 1304 zainstalowanego w Ośrodku Obliczeniowym Kombinatu Budownictwa Miejskiego Południe, Fabryka Domów wysyła elementy budowlane na Stegny, ładowane do kontenerów w takiej kolejności, w jakiej będą wyjmowane na placu budowy przy montażu ścian.Stolica, nr 27/1972
Z udziałem władz partyjnych i państwowych uroczyście uruchomiono produkcję w Fabryce Domów na Wyczółkach. "Stolica" nr 39/71, fot. K. Jarochowski.
Fabryka już pracuje. „Stolica” nr 39/71, fot. K. Jarochowski.

Kiedy Stegny były już na ukończeniu, rozpoczynała się właśnie budowa Ursynowa Północnego. Oczywiście z wielkich płyt, oczywiście z Fabryki Domów na Wyczółkach. Przez całe lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte zakład działał pełną mocą. Pracowników dowoziły dwie linie autobusowe: 331 z Dworca Południowego i 474 z Emilii Plater (istny ekspres, na całej trasie miał ledwie kilka przystanków).

W pracowni architektonicznej trwa praca koncepcyjna. Co to za KREW? Nie wiadomo. Rok chyba 1975, fot. Włodzimierz Witaszewski.
Młoda krew. Projektanci Ursynowa przy pracy. Fot. W. Witaszewski.

I tak pięknie wszystko działało, aż tu nagle socjalizm przegrał walkę z kryzysem i padł. Siłą rozpędu (i przyzwyczajeń) postawiono jeszcze na Ursynowie kilka wielkopłytowych bloków – starsza część Osiedla Kabaty i zabudowa wschodniej strony Puławskiej, po czym architekci odwrócili się od monotechnologii. Okazało się, że taniej i lepiej buduje się z tradycyjnych materiałów. Nie mówiąc już o tym, że nieco ciekawiej. Na wielką płytę zabrakło chętnych.

Przyjechała dostawa świeżutkich płyt z fabryki domów. Czekają już na podnośniku. Trochę pokitowane, ale co tam. Baza budowlana na Stokłosach. 1977, fot. Włodzimierz Witaszewski.
Przyjechały płyty. 1977, fot. W. Witaszewski

A wystarczyło czytać proroczego Waldemara Łysiaka, który już w 1979 roku na łamach „Stolicy” (nr 38) w felietonie „Estetyczna zbrodnia wielkiej płyty” przewidywał:

Postawiliśmy na monotechnikę wielkiej płyty wytwarzanej w fabrykach domów, głównie na dwa systemy (W-70 i „Szczecin”). Teoretycznie oba te systemy są „otwarte”. To znaczy – były w założeniach, lecz fabryki poszły na łatwiznę i zamiast pełnej, bogatej gamy elementów produkują bardzo ograniczoną liczbę typów „klocków”, z których najlepszy architekt nie zbuduje nic innego jak koszarowe pudełko. Tak więc efektem gigantycznej monoprodukcji rosnących jak grzyby po deszczu fabryk domów są monotematyczne fabryki do mieszkania nazywane osiedlami. Budowanie zuniformizowanej, antyestetycznej urbanistyki, a zatem brzydkiej Polski, nie jest wynikiem działania jakichś demonicznych i tajemniczych sił. To nie oczywisty brak mieszkań i niezaprzeczalna konieczność szybkości i masowości ich budowy narzuciły nam wielką płytę, lecz konkretne decyzje oparte na postulatach innych fachowców, którzy popełnili wielki błąd.Stolica, nr 38/1979
W zagrzebanym w śniegu oknie (nie wypaczy się?) z wybitą szybą odbijają się bloki Stokłosów. Widok z bazy budowlanej. 1977, fot. Włodzimierz Witaszewski.
W witrynach odbicia. Okna są, płyt brak. 1977, Fot. W. Witaszewski.

Trzynaście lat później jak zwykle okazało się, że Łysiak miał rację. Fabryka Domów padła. W marcu 1991 roku skasowano dowożącą pracowników linię 474, w listopadzie 1992 ostatnie 331 wywiozło powietrze sprzed bramy zamkniętego zakładu. Na szczęście Fabryka nie podzieliła losu siostrzanej instytucji z Tarchomina, która do dziś straszy ruinami hal. Teren kupiła Poczta Polska i urządziła tu wielką, nowoczesną sortownię. Na Łączyny wróciło życie – ba, we wrześniu 2010 roku wróciła nawet linia 331, która dowozi nie tylko pocztowców, ale i pracowników okolicznych korporacji, które za siedzibę obrały sobie właśnie Wyczółki. Gdy tak popatrzeć na te siedziby, można dojść do wniosku, że architektoniczna monokultura wróciła – ale to tylko złudzenie. I to by było na tyle, dość już tej zgranej wielkiej płyty.

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?