Pięciu złotych bym nie dał za ten skwerek! Cztery alejki, trochę krzaczków i znacznie więcej kostki Bauma. A przecież miał tu stanąć nawet pomnik. Pomnik godny swojej epoki, czyli buzującej transformacji. Pomnik Złotówki. Niestety, akurat na niego złotówek zabrakło.

Na zdjęciu tytułowym z wydanego w 1999 roku gminnego folderu promocyjnego skwerek mamy na końcu biegnącej ku górze ulicy Ekologicznej. Ekologiczna była i jest ona z nazwy, spójrzcie tylko na gęstość zabudowy porównywaną z centrum miasta. A to przecież jego obrzeża, no ale mamy przełom wieków, więc rządzi pieniądz a nie jakaś tam wizja. No więc miało być o pieniądzach. Skwerek Złotówki.

Skwer na Kabatach przy Ekologicznej nazwany w 2002 roku na cześć polskiej waluty. Taki ówczesny znak czasów. Fot. Maciej Mazur
Skwerek Złotówki. 2018, fot. M. Mazur

Skwerek ma swoją nazwę i to już jest pewien ewenement. W dodatku nie sławi żadnej martyrologii. Sławi pieniądze. Pieniążki właściwie, choć nie cierpię tego zdrobnienia. Chodzi o Złotówkę. Nazwę wymyślił Edward Kuczyński, dziennikarz „Passy”. W 2002 roku oficjalnie klepnęła ją Rada Warszawy i od tej pory obowiązuje. Skwerek Złotówki. Pamiątka złotych czasów bankowości. Spójrzcie tylko na tę ofertę! 16 procent na lokacie!

16 procent na lokacie! To były czasy. Tak reklamował się na Imielinie Bank BPH. Dla wyjaśnienia: inflacja w 2001 roku wyniosła 5,5 procent. Zdjęcie: Krzysztof Serdakowski, photochris.com/Polska.htm
Złote czasy bankowości. 2001, fot. K. Serdakowski

Najpierw wyjaśnienie – dlaczego akurat Złotówki i dlaczego akurat tu? Bo przez długie lata w budynku od strony Ekologicznej (swoją drogą też nazwa godna epoki) działał oddział banku Peako. Chyba był to pierwszy bank na Kabatach, ale co do tego akurat nie jestem pewien. Do upamiętnienia Złotówki nakłoniono też bijącą owe złotówki Mennicę.

Jeszcze podczas dyskusji nad nazwą zapytaliśmy Mennicę Państwową, czy nie zechciałaby zainwestować w placyk. Mennica obiecała, że gdy nazwa zostanie nadana, postawi na skwerze pomnik Złotówki lub wmuruje tablicę. Była też mowa o drzewkach i krzewach, które upiększyłyby wybrukowany szarą kostką plac. Nic z tego.

– Na razie wstrzymujemy się z realizacją tej naszej „szczerej chęci” – opieki nad skwerem – powiedziała nam wczoraj rzecznik Mennicy Ewa Schneps. – Spółka poświęca się teraz sprawie restrukturyzacji i przez kilka miesięcy będziemy zajmować się tylko tym problemem.

'Gazeta Stołeczna', 25.09.2002 r.

No i niestety. Restrukturyzacja się skończyła, szczere chęci zmieniły się w bruk. A właściwie w kostkę, co też można uznać za pomnik epoki. Dygresja: takich pomników w tej części Kabat znajdziecie więcej.

Podwórko na Kabatach-Moczydle przy Mielczarskiego. Efektowna elewacja sajdingowa pamięta pewnie pierwszą dekadę III RP, gdy "kanadyjski" siding wyznaczał trendy architektury. Fot. Maciej Mazur
Siding is the best. 2015, fot. M. Mazur

Przy Mielczarskiego na przykład podziwiać można wielorodzinny blok wyłożony sidingiem. Budowano go w czasach, gdy plastikowe listewki były szczytem elegancji i przywodziły na myśl amerykańskie domki na przedmieściach – marzenie klasy średniej. Tu też w sumie były przedmieścia, więc siding wprowadzał tę odrobinę Ameryki. Chociaż w zasadzie to te wymarzone domki nazywano „kanadyjskimi”. Na obrzeżach Piaseczna firma Curtis zbudowała całe osiedle sidingowych willi. Jak z „Cudownych lat”! Istnieje do dziś. Ale wróćmy na Kabaty.

Kabaty, widok na wschód. Na pierwszym planie świeżo oddany budynek NASK, dalej puste pole przy Wańkowicza, podobnie wzdłuż Jeżewskiego. Autor zdjęcia nieznany.
Kabaty z lotu ptaka, 2001

Tak wyglądało centrum osiedla mniej więcej w roku 2001. Kopnięta oś Y to Wąwozowa, osią X jest Aleja KEN. Dalej krzaki przy Wańkowicza i wszędzie jakieś budowy. Za co? Za złotówki oczywiście!

Nieco księżycowy krajobraz końcówki Kabat. Dom z czerwonym dachem stoi przy Kabackim Dukcie, te po prawej to chyba Polnej Róży. Pozostałe kwiatki jeszcze nie wyrosły. Fot. Kuba Mędrzycki.
Polnej Róży, Kabacki Dukt i okolice. 2001, fot. K. Mędrzycki.

Czy więc nie należał się tej Złotówce skwerek? Należał! A pomnik? Nie szalejmy. Ta część Ursynowa, Kabaty między Rybałtów i KEN, to już jest pomnik. Betonu, sidingu, wąskich chodników, braku zieleni i wszystkiego co się kojarzy z mieszkaniowym boomem przełomu wieków. Niech zostanie jak jest, bo takie miejsca w dłuższej perspektywie są bezcenne.

Więcej historii nie tylko z Kabat, więcej lokalnych anegdot i podwórkowych opowieści znajdziecie w mojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Do nabycia w internetowym sklepie ursynowskiego wydawcy. Dorzucamy autograf autora i album „Witajcie na Ursynowie” w prezencie.

Przejdź do sklepu

 

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?