Chociaż pogoda zwykle dopisywała, na ulicach raczej było pustawo. Nic dziwnego. Kto by miał ochotę na wiosenny spacer, z którego mógł wrócić w przemoczonym ubraniu? Przecież nikt się nie patyczkował i dyngusowa woda lała się wiadrami.

To wcale nie było tak dawno, o nie. Zdjęcie tytułowe pochodzi z 2002 roku. Ekipa z Herbsta przekracza ulicę uzbrojona w wiadra z wodą i będzie szukała ofiar. Kto się nawinie będzie oblany. To znaczy oczywiście do pewnego wieku. Staruszek nikt przecież nie lał.

Lany poniedziałek, lotna ekipa lejąca w poszukiwaniu celu na rogu Alei KEN i Herbsta. Żółta tablica reklamowa zachęca do kupowania mieszkań w bloku "Galeria Metro" spółdzielni Włodarzewska. Zdjęcie: Krzysztof Stajkowski.
Ruszamy na łowy. 2002, fot. Krzysztof Stajkowski

Na zdjęciu powyżej nasza ekipa kroczy pustym polem u zbiegu Herbsta i KEN. Żółte tablice reklamują inwestycję Spółdzielni Włodarzewska, która wyrośnie wnet po drugiej stronie skrzyżowania, czyli z grubsza tu, gdzie blaszany kiosk na kolejnej fotografii. Przystanek stoi w tym samym miejscu do dziś. Przeszklony salon Fiata za skrzyżowaniem w dawnym Rzemieślniczym Domu Towarowym wcale nawet nie wygląda tak źle. Długo jednak już tu miejsca nie zagrzeje, wkrótce zastąpi do restauracja Va Bene. No ale mieliśmy lać H2O a nie historyczną wodę.

Gdzie oni są? Ci wszyscy nasi przyjaciele z wiadrami? Skoro straciliśmy ich z oczu, zwróćmy uwagę, że za jednopasmową Aleją KEN, przy Zamiany wciąż mamy jeszcze salon Fiata w dawnym domu RDT. Zdjęcie: Krzysztof Stajkowski.
KEN róg Herbsta. 2002, fot. Krzysztof Stajkowski

Osiedlowy śmigus dyngus miał w sobie coś z klasycznej wiejskiej tradycji. Woda chlustała z wiader, przemoczone dziewczyny piszcząc uciekały. Ten obrazek o zasadniczo wiejskim rodowodzie uzupełniał jednak drobny dodatek miejskiej łobuzerii. Kto dziś pamięta lub jest w stanie sobie wyobrazić, że gangi gnojków czaiły się z wiadrami w okolicach przystanków autobusowych po to, aby chlusnąć do środka pojazdu i oblać wodą pasażerów? Dziś to raczej nie do pomyślenia, prawda?

Czas uzupełnić zapas wody w wiadrze. Fot. Krzysztof Stajkowski
Do hydrantu! 2002, fot. Krzysztof Stajkowski

Wodną amunicję uzupełniano oczywiście w hydrantach pod blokami. Były łatwo dostępne i prawie zawsze czynne. Nie zapominajmy też o bombardierach, którzy zrzucali z okien i balkonów wprost na głowy niczego nie spodziewających się przechodniów foliowe torebki pełne wody. Ten dyngus sfotografowany w 2002 roku to już jednak impreza schyłkowa. Największe wodne bitwy to zdecydowanie lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte.

Ekipa z Sosnowskiego wita. Łukasz Borkowski, który nadesłał to zdjęcie, podejrzewa, że mamy właśnie Lany Poniedziałek - a więc powitanie może być wylewne.
Lany Poniedziałek na Sosnowskiego. 1984, nad. Łukasz Borkowski

Sam już nie wiem, czy te zwyczaje wspominam ciepło. Chyba nie. Przemykanie cichcem po osiedlu i unikanie band z wiadrami nie było jednak zbyt miłe. Wspomnienia co prawda leją się wartkim potokiem, ale wiadomo, jak to ze wspomnieniami jest. Na koniec więc proponuję nieco zimnej wody dla otrzeźwienia – a nasza dzielna ekipa zbiera się już przed wejściem na stację Stokłosy i będzie podtrzymywała tradycję.

Na lewo nic, na prawo nic, a środkiem chodnik idzie. Do stacji Stokłosy. Na chodniku zbiera się grupka, która zaraz w ten słoneczny Lany Poniedziałek urządzi mokre piekło. Zdjęcie: Krzysztof Stajkowski.
Ekipa przed stacją Stokłosy. 2002, fot. Krzysztof Stajkowski

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?