Zadowolona ekipa chłopaków pozuje w 1992 roku przed Batmarem – słynnym sklepem wielobranżowym w pawilonie przy Szolc-Rogozińskiego. To jest historia podwójna. Historia Batmaru i tego zdjęcia. Zacznijmy od Batmaru, o zdjęciu będzie na koniec.

Kupowanie gier komputerowych dziś jest bardzo proste. Idziemy do Empiku, MediaMarktu lub po prostu szukamy w sieci, wybieramy, płacimy i gramy. Ot, cała historia. Na konsoli jeszcze łatwiej – logujesz się do sklepu, ściągasz grę na dysk, kasa leci z konta. Trzeba tylko mieć pieniądze, dziadku. Oj… Trzeba mieć pieniądze i fantazję, synku! Bo w początkach ery transformacji niektóre rozwiązania przekraczały ramy dzisiejszej fantazji. Wśród nich na pewno było kupowanie płyt muzycznych, filmów i gier komputerowych.

Bajeranckie wyklejki przeciwsłoneczne "Camel" niech nam ni przysłonią widoku na kultowy BATMAR w pawilonie przy Szolc-Rogozińskiego: swego czasu był tam taki mały Empik z wypożyczalnią gier i płyt CD. Fot. Dariusz Kalinowski.
305 przed Batmarem. 1997, fot. Dariusz Kalinowski

Dom Handlowy Batmar przy Szolc-Rogozińskiego. Pierwsze piętro, interesujące nas stoisko jest za wejściem od razu po prawej. Taki mały Empik. Potrzebna gra czy może nowa płyta jakiegoś zachodniego wykonawcy? Nowe płyty mamy w wersji kopiowanej z CD lub na kasetach wydawanych przez firmę TAKT. Tu jest katalog, można sobie wybrać. W przypadku bardziej skomplikowanych zamówień trzeba będzie już opuścić Ursynów i udać się w Aleje Jerozolimskie. Obok dworca PKP Powiśle mieści się salon o nazwie „Digital”. Tam mają wszystko, tylko pamiętajcie o własnej kasecie magnetofonowej. Przychodzisz, zostawiasz taśmę, następnego dnia masz zgrane na nią CD. Legalnie? No… prawie. Do 1994, kiedy weszło w życie nowe prawo autorskie, kopiowanie płyt, kaset i gier nie było przestępstwem. A już na pewno nie było ścigane.

Po lewej - dom handlowy Batmar widziany od strony ulicy Kulczyńskiego. Fot. Andrzej Kubik
Piesku, do Batmaru! 1996, fot. Andrzej Kubik

Z grami komputerowymi było jeszcze ciekawiej. Spokojnie można zaryzykować twierdzenie, że do połowy lat dziewięćdziesiątych oryginalną grę w pudełku widziało w Polsce może kilka osób. Reszta używała kopii pirackich… Wróć. Kopii. Przecież nie były pirackie. Wracamy do Batmaru albo dla odmiany do salonu KAMS na Stokłosach, tylko cofniemy się do schyłkowego PRL-u.  Wchodzimy więc do sklepu. W środku trochę czuć jak w męskiej szatni po wuefie. Nic dziwnego – ruch w interesie trwa od rana. W sklepie zawsze kręcą się małoletni klienci rozprawiający o najnowszych zdobyczach w grach na Spectrum, Atari czy Commodore. Na ladzie leży zestaw aktualnie oferowanych gier. Nośniki są dwa: giętkie dyskietki 5¼ cala lub kasety magnetofonowe. Niestety – mało kogo stać na luksus posiadania stacji dysków, większość używa podłączonych do komputerów magnetofonów. Tak, jak ja na obrazku załączonym poniżej.

Autor strony zajęty grą w karate na Atari 130 XE w swoim mieszkaniu na Koncertowej. Szczegóły: magnetofon kasetowy jako nośnik danych, telewizor Junost' (ZSRR) jako monitor. A poza tym: boazeria, plecak militarny i geranium na półce. Klasyka epoki. (Fot. archiwum prywatne).
Karate na Atari – udało się wgrać grę! 1991, archiwum autora

Na jednej kasecie mamy zwykle kilka gier, więc prędko się nie znudzą. Jeżeli ktoś szuka mniej znanego tytułu, to sprzedawca poda mu katalog. Można zamówić i odebrać nagrany program. Ceny? No cóż. W przeliczeniu na obecne ceny gier to mniej-więcej kosztowały jedną piątą tego co dziś w Empiku. Może nawet taniej? No dobrze – zapyta ktoś – ale przecież taką grę na kasecie można było dalej kopiować i przekazywać kolegom?! Owszem, można było. Służyły do tego dwukasetowe magnetofony. I – jak już wiemy – nikt nic nie mógł nam za to zrobić, bo kopiowanie nie było przestępstwem.

Z cyklu "szyldy minione" reklama zakładu fotograficznego w pawilonie obok dawnego Batmaru. Kolorystycznie pięnie się komponuje z Legią. Fot. Maciej Mazur.
Szyld z lat minionych na tyłach pawilonu obok Batmaru. 2013, fot. Maciej Mazur

Kasetowy nośnik miał dwie wady. Pierwsza: strasznie wolno działał. Przesył danych przypominał dzisiejsze korzystanie z internetu w sieci GSM pierwszej generacji i to gdzieś w mazurskiej głuszy. Wada druga: magnetofon miał fochy. Trzeba było wokół niego chodzić na paluszkach, nie gadać, nie kichać i NA BOGA NIE TRZĄŚĆ STOŁEM!!! Wstrząsy powodowały przerwę w transmisji, przerwa powodowała błąd, wyświetlenie napisu LOAD ERROR i konieczność powtarzania całej procedury od początku. A na koniec zastanówcie się: czy te gry, wymarzone, zdobywane i wgrywane godzinami nie bawiły bardziej niż dzisiejsze super strzelaniny na konsole dostępne od ręki po trzy stówki sztuka?

A na koniec ciekawostka. Zdjęcie tytułowe wypatrzył w 2017 roku Filip Chajzer na wystawie okolicznościowej przed ratuszem. Skrzyknął chłopaków i 25 lat później zapozowali jeszcze raz w tym samym miejscu.

Ci sami ludzie, to samo miejsce. Szolc-Rogozińskiego przed Batmarem. 1992-2017. Fot. Józef Przetakiewicz/Filip Chajzer
25 lat później. Fot. Józef Przetakiewicz (1992) i Filip Chajzer (2017)

Historię sklepu Batmar opisałem w swojej książce „Czterdziestolatek. Historie z Ursynowa”. Jeżeli macie ochotę na więcej, to nic prostszego. Dziś nie trzeba już chodzić do Batmaru, książkę kupicie w internetowym sklepie mojego wydawcy. I dorzucę dedykację oraz w gratisie album pokazujący, jak się Ursynów zmieniał na przestrzeni lat.

Przejdź do sklepu

 

Skomentujesz? Wiesz może coś więcej? A może autor się pomylił?