Inżynierowie dali chyba plamę. Jakoś nie przewidzieli, że jeżeli urządza się kwietnik w betonowej niecce, to warto zadbać o odpływ, aby nie było właśnie tak, jak jest. Stoi woda. A przecież zimę mamy podobno wyjątkowo suchą. Co by to było, gdyby była mokra!

Gdyby była mokra, umoczyliby jeszcze bardziej. A tak poważnie, to poniżej macie rzut oka na doniczkę, w którą wsadzono te kwiaty. Wielką, betonową donicę. Tam na dole była nawet kratka odpływowa, ale przez lata nikt jej nie czyścił. Więc gdy budowano ten klombik, wysypano na dno betonowego leja trochę kamyczków, przysypano wszystko ziemią i posiano rośliny.

Tu kiedyś była fontanna. Potem miejscem zawładnęli deskorolkowcy i wrotkarze. A dziś jest dół. Pewnie już niedługo, bo w tym miejscu ma powstać kompleks apartamentowy. Fot. Maciej Mazur.
Suchy dół po fontannie. 2006, fot. Maciej Mazur

Nie jestem żadnym inżynierem, ale wiem, że gdybym w domu dolał sporo wody do doniczki bez dziurki na dnie, to się ta woda w końcu górą wyleje. A tu żadnej dziurki przecież nie ma, bo odetkanie tego starego odpływu widać było zbyt skomplikowane. Tak to wszystko wyglądało, gdy jeszcze jakoś wyglądało. Poniżej rok 1982.

Działająca jeszcze fontanna na Wiolinowej, a za nią Restauracja Ursynowska, którą widzimy także od kuchni. "Stolica", sierpień 1982.
Wodotrysk przed knajpą. „Stolica”, 1982

Woda wesoło tryska, dzieciaki mają radość, dorośli idą na setę do Restauracji Ursynowskiej w pawilonie za fontanną. Wszyscy są szczęśliwi. Radość nie trwała jednak długo. Już po kilku latach instalacja się zepsuła. Woda przestała tryskać, nikomu nie chciało się naprawiać – wypisz, wymaluj sytuacja jak z tą niecką pod Kopą Cwila.

Unikatowy widok - fontanna przed Domem Sztuki działa i tryska wodą! W tle widoczne kontenery SPHW. Fot. Andrzej Herfurt
Fontanna w pełnej krasie. 1982, fot. Andrzej Herfurt

W dole po fontannie zbierała się woda i stała tygodniami, bo – jak wiemy – nie miała gdzie odpłynąć. Więc znalazł się inżynier, „ja to załatwię” rzekł i załatwił w sposób ogrodniczy. Wracamy do początku, kończymy lanie wody, idziemy na setę. A nie, na setę już się nie da, bo zamiast restauracji od lat jest tu Komfort. W nowej szacie. Obłożony gumową płachtą wreszcie zasługuje na swoją nazwę.

Komfort postawił na nowe płachty pokrywające pawilon przy Wiolinowej. No, od razu lepiej! Fot. Maciej Mazur
Pełen Komfort. 2020, fot. Maciej Mazur

Niestety, pawilon obok – ten po banku PKO – jest pechowy niczym ta fontanna przed nim. Znów wyprowadził się kolejny lumpeks. Ten nazywał się Lilly, możemy więc na koniec zanucić sobie po cichutku: Lilly was here.

Coś nie ma szczęścia pawilon po dawnym banku PKO na Wiolinowej. Lilly już też opuściła to miejsce. Fot. Maciej Mazur
Lilly was here. 2020, fot. Maciej Mazur

2 KOMENTARZE

  1. Panie Macieju

    Cieszę się, że Pan o tym napisał. Mieszkam tuż obok i irytuje mnie ta i inne sytuacje. Nim zacznę „biadolić” – jak zwykł mawiać mój dziadek, powiem tylko, że nie raz składałem do Spółdzielni wnioski w różnych sprawach. Z lepszym lub gorszym rezultatem. Ich powodem zawsze był (według mnie) brak logiki w podejmowanych decyzjach. Tu mamy kolejny tego przykład.

    Dla mnie sprawa jest dość prosta

    Trzeba spojrzeć do projektu tego „kwietnika”. Jeśli był tam zapis dotyczący odwodnienia lub celem samym w sobie było np. „załatanie dziury” by nie stała woda, to albo oczekujemy od wykonawcy naprawy wykonanego „dzieła”, albo – jezeli tego w projekcie nie było – pociągamy do finansowej odpowiedzialności projektanta, albo – jezeli nie były przeiwdziana taka sytuacja (bo przecież jesteśmy na Saharze i deszczu się niespodziewamy) – pociągamy do odpowiedzialności finansowej inwestora, nawet jeśli pod decyzją podpisała się więcej niż jedną osoba.
    Odpowiedzialność (z reguly) dotyczy tylko jakiejś konkretnej kwoty np. wysokości trzech pensji lub inna – w zależności od spisanej umowy.

    Dzięki temu uzyskamy jeden lub kilka efektów:
    1) pomysł pierwotny zostanie zrealizwoany należycie od początku do końca;
    2) osoby postronne (mieszkańcy, spółdzielcy) nie poniosą konsekwencji finansowych złych decyzji;
    3) osoby decyzyjne będą poważniej traktować wykonywane przez siebie obowiązki – choćby nawet kosztem czasu podejmowania decyzji.

    Jeżeli nie zostanie taki temat wyjaśniony, to znowu będzie rozgrywany scenariusz filmu pt. „Ponarzekał, ponarzekał i poszedł (Polak) dalej… ponarzekać gdzie indziej”. Może jeszcze z dopiskiem”i żył długo i szczęśliwie”, bo tematów do narzekań miał bez liku.

    Z serdecznym pozdrowieniem

    Bartek

  2. Moim skromnym zdaniem pomysł z klombem był bardzo nietrafiony. W tak upalne lata jakie mamy ostatnio, fontanna wydaje mi się jednak najrozsądniejszym przeznaczeniem dla tego obiektu. Zresztą zgodnie z pierwotnym założeniem i niegdysiejszym zastosowaniem.

Leave a Reply to Paweł Cancel reply